Przeznaczeni sobie

Czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Czy w niedostrzegalny sposób kieruje ono naszym życiem? A może rządzi nim tylko przypadek i przedziwne zbiegi okoliczności? Na ile to, co nas spotyka to wypadkowa naszych wyborów i decyzji, a na ile wyroki opatrzności?

„Pe­wien mudżahe­din po­wie­dział mi kiedyś, że przez­nacze­nie da­je nam w życiu trzech nau­czy­cieli, trzech przy­jaciół, trzech wrogów i trzy wiel­kie miłości. Ta dwu­nas­tka jest jed­nak zaw­sze zak­ry­ta, tak że nie wiemy, kto jest kim, dopóki ich nie po­kocha­my, nie zos­ta­wimy lub nie pokonamy.”
/Gregory David Roberts/

Czasem spoglądając wstecz na własne życie, zaczynamy dostrzegać pewne powiązania – pojedyncze wydarzenia zaczynają się nagle układać w ciąg przyczynowo-skutkowy. Mówimy, że „gdyby nie to czy tamto, to pewnie nigdy bym tego czy owego nie zrobił, osiągnął, przeżył itp.” i zaczynamy dostrzegać pozytywne aspekty nawet tych mało przyjemnych przeżyć. Bo one nas czegoś nauczyły, przed czymś uchroniły czy pozwoliły pójść w innym kierunku.
Czy rzeczywiście dopiero z perspektywy czasu udaje nam się dostrzec działanie przeznaczenia w naszym życiu? A może na siłę doszukujemy się sensu w czymś, co jest tylko zlepkiem przypadkowych wydarzeń i sytuacji?

„Mieli bar­dzo pros­ty plan: być ra­zem do końca życia. Plan, co do które­go wszys­cy z ich kręgu zgodzi­liby się, że jest jak naj­bar­dziej real­ny. By­li naj­lep­szy­mi przy­jaciółmi, kochan­ka­mi i brat­ni­mi dusza­mi i wszys­cy uważali, że by­cie ra­zem jest ich przez­nacze­niem. Ale tak się złożyło, że pew­ne­go dnia przez­nacze­nie zmieniło zdanie.”
/Cecelia Ahern/

Największą zagadką jest chyba przeznaczenie w miłości. Czy na prawdę gdzieś tam każdy z nas ma tą drugą połówkę jabłka, pomarańczy czy innej marakui? I czy przeznaczenie pomoże nam również w jej odnalezieniu?

Przeczytałam ostatnio wypowiedź jakiegoś dominikanina, że miłość nie ma nic wspólnego z przeznaczeniem, bo miłość to decyzja. Nie wiem co prawda, jak to się ma do różnych biblijnych opowieści, jak np. ta o Sarze i Tobiaszu albo do jakiś tam modlitw do św. Józefa o dobrego męża, ale zostawmy teologię na boku. Decyzja. No pewnie. Symbolem takiej decyzji jest dla mnie ślubna obrączka – wymierny znak tego, że świadomie wybrałam tą osobę i życie z nią. Że już nie szukam nikogo innego, bo taką podjęłam decyzję. I nawet jak Ukochany wkurzy mnie niemiłosiernie i nawet po 30 latach z tej decyzji nie chcę się wycofać, będę o to walczyć.
A co jeśli jednak ta decyzja nie była słuszna? Co jeśli szczęście prysnęło zanim jeszcze na dobre rozwinęło skrzydła? Co jeśli ta podjęta kiedyś decyzja to już jedyna i ostatnia rzecz, która trzyma mnie u boku tej drugiej osoby?
I przede wszystkim: co leży u podstaw tej decyzji? Motylki w brzuchu? Zgodność charakterów? Posiadanie odpowiedniego zbioru cech u analizowanego osobnika? Skąd wiedzieć, że to już miejsce i czas, by zaprzestać dalszych poszukiwań?…

Może za rogiem stoi już właśnie ta wyczekiwana druga połówka? Może tylko czeka, aż zakończymy nieudany związek, wyjdziemy z domu na spacer i wtedy właśnie za tym rogiem zderzymy się z przeznaczeniem… A może już przegapiliśmy wszystkie szanse – spóźniliśmy się na TAMTEN pociąg do Warszawy, wybraliśmy nie TĄ restaurację na pośpieszny lunch, a WTEDY w poczekalni do dentysty byliśmy zbyt zajęci swoim smartfonem? I teraz już lipa, trzeba trzymać się tego, kto nam się trafił albo pogodzić się z samotnością?

Ja jestem matematykiem. Wierzę w rachunek prawdopodobieństwa. Łatwiej mi zdać się na matematykę i jej twarde proste reguły niż opowiedzieć się po którejś ze stron w dysputach o przeznaczeniu….

„Je­dynym praw­dzi­wym do­celo­wym pun­ktem przez­nacze­nia jest śmierć, a nasze życie to poszu­kiwa­nie naj­bar­dziej okrężnych i przy­jem­nych dróg do niej…”
/ Orson Scott Card/

4 Komentarze

  1. Bardzo ciekawy tekst. Oczywiscie tez uwazam, ze stwierdzenie ,,milosc to decyzja,, to bzdura. Nikt nie moze zdecydowac: a tego sobie pokocham bo jest spoko, a ten drugi jakis nijaki to decyduje, ze go kochala nie bede.
    Wierze w przeznaczenie, choc raz mnie zawiodlo…ale moze jeszcze naprawi swoj blad:) pozdawiam i dziekuje za odwiedziny na moim blogu.

  2. A ja i owszem, wierzę w decyzję. Raz podjęta – i już się nie wycofam. Zgromadziłam tyle danych, ile mogłam, o sobie, świecie, dostępnych partnerach – i kiedy obrączkę wybrałam to jestem spokojna, że nie pozwolę sobie na żadne zawirowania, głupoty, szaleństwa. To moja decyzja. Lepszej nie będzie. „Innego końca świata nie będzie”

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.