Czym NIE zajmuje się komplementariusz?

„Kromka chleba i dwa komplementy
całkiem wystarczą kobiecie, aby przeżyć dzień.”
/Marcel Achard/

To dobra wiadomość dla wszystkich odchudzających się, czyż nie? ;-) Dziś jednak nie o ekstremalnych dietach, ale o czymś znacznie przyjemniejszym, zdrowszym i tańszym. Mianowice… o komplementach!

Komplementy to wspaniałe narzędzie do poprawiania innym humoru. Bo któż nie lubi usłyszeć czasem jakiejś pozytywnej uwagi na temat swojego wyglądu, stroju czy dokonań? Miło jest poczuć się zauważonym i docenionym, niezależnie czy komplement wygłasza ktoś bliski czy zupełnie nieznajoma osoba.

Najistotniejsze, aby komplement był szczery. W zasadzie o to właśnie w komplementach chodzi i tym różnią się one od pochlebstw, które już tak bezinteresowne i szczere nie są. Pochlebstwo to celowy „zabieg” mający wprowadzić drugą osobę w dobry nastrój, aby osiągnąć z tego jakąś korzyść, np. uzyskać czyjąś przychylność lub zatrzeć złe wrażenie. Komplement natomiast powinien wypływać z serca.

I nie jest prawdą, że komplementów potrzebują tylko osoby zakompleksione, a te pewne siebie obywają się bez nich. Docenienie osiągnięć, talentów, pomysłowości czy wyglądu daje uniwersalną radość, której każdemu z nas trzeba. Komplementy podnoszą samoocenę, dają motywację, poprawiają samopoczucie… Mają dobry wpływ nie tylko na osobę komplementowaną, ale i na komplementującą – wypowiadanie komplementów uczy bowiem dostrzegania pozytywnych aspektów i piękna, pomaga budować dobre relacje i chroni przed malkontenctwem.
A do tego nic nie kosztuje, nie tuczy, nie zawiera chemii i do tego jest legalne! ;-)

Dlatego naprawdę warto prawić komplementy. Męska logika czasem mówi – „przecież ona na pewno wie, że mi podoba, w końcu gdyby mi się nie podobała, to bym z nią nie był”… a potem zjawia się „ten drugi”, który słów nie żałuje i….
Kobiety oczekują jednak czegoś więcej niż oklepane „piękne masz oczy“, podobnie jak mężczyzna będzie miał mieszane uczucia, gdy usłyszy „jesteś seksowny”. Doceniamy komplementy konkretne, niebanalne i spersonalizowane. Nie chodzi więc o rzucanie komplementów na lewo i prawo (domena domorosłych don juan’ów), ale wyartykułowanie szczerego podziwu.

aniołInna kwestia to umiejętność przyjmowania komplementów. Zwłaszcza kobiety mają z tym problem. Zwykle, usłyszawszy komplement, krygują się i deprecjonują swoje dokonania. Gdy na przykład usłyszą, że komuś spodobała się ich sukienka, odpowiadają, że to łach z lumpeksu. Gdy ktoś pochwali ich fryzurę, zaczną się żalić, że nie były u fryzjera od pół roku. Cóż, skromność jest cnotą, ale umiejętność przyjmowania komplementów również jest istotna. Zadbany wygląd czy ładnie urządzony dom, to nie grzech, z którego należy się natychmiast wytłumaczyć, ale powód do uzasadnionej dumy. Zdecydowanie lepiej jest więc po prostu się uśmiechnąć, podziękować, może rozwinąć temat, na który zwrócono uwagę…
Zwłaszcza, że są momenty, gdy wręcz oczekujemy komplementów. Gdy „zrobimy się na bóstwo” przed wielką imprezą, to chciałybyśmy, aby nasz wygląd i kreacja zostały docenione. Denerwujemy się, gdy mamy nową fryzurę, kupiłyśmy nową sukienkę lub udało nam się schudnąć, a nikt tego nie zauważy i nie skomentuje. Chcemy, żeby dostrzeżono i pochwalono te zmiany.

sms

źródło: celebixy.pl

Być może trudność w przyjmowaniu komplementów wiąże się z tym, że szukamy ich podtekstów. Bardziej spodziewamy się objawów zazdrości czy wręcz zawiści naszych bliźnich, więc komplementy nas zaskakują i powodują nieufność. To skutek tego, że częściej mamy do czynienia z pochlebstwami niż ze szczerymi komplementami. Sprzedawczyni w sklepie przekonuje nas do zakupu drogich szpilek, zachwycając się zgrabnymi nóżkami, a my chwalimy krawat prezesa – wszystko w określonym celu.
Jak odróżnić jedno od drugiego? Mowa ciała potrafi wiele zdradzić. Gdy koleżanka chwali nasz ubiór, można zapytać „a co najbardziej podoba Ci się w tej kreacji?” – w przypadku pochlebstwa zapewne odpowie, że „całość” albo zacznie nerwowo szukać elementu, który mogłaby wybrać, jeśli zaś był to komplement, to odpowiedź będzie natychmiastowa, szczera i dokładna.

źródło: adonai.pl

źródło: adonai.pl

Narzekanie jest naszą cechą narodową. Do rangi niemal tradycji urosło sarkanie na rządzących, stan służby zdrowia, ZUS, urzędnicze absurdy… to nas łączy i daje poczucie wspólnoty, pokrewieństwa w postrzeganiu świata. Łatwiej nam też w bliźnich wychwycić niedociągnięcia, wady czy mankamenty, niż otworzyć się na inność czy wręcz dostrzec cechy godne podziwu.
Może warto choć czasem przełamać ten schemat i spróbować budować więcej więzi na wzajemnej życzliwości? Od tego się nie tyje i nie dostaje wysypki!!! Naprawdę. ;-)

„Komplementy – jedyne słodycze, od których nie przybędzie ci w biodrach.”/zasłyszane/

4 Komentarze

  1. jeszcze niedawno sama miałam problem z przyjmowaniem komplementów. Teraz jednak nauczyłam się z nich cieszyć :) ludzie zupełnie inaczej postrzegają osobę, która z uśmiechem dziękuje za komplement czy słowa uznania, a osobę która ciągle tylko powtarza „nie przesadzaj, wcale tak dobrze nie wyglądam”…, „oj tam, ty wypadłaś dużo lepiej”… komplementy trzeba umieć przyjmować, tak samo jak powinno się umieć komplementować :)
    super wpis, polecam redakcji Onetu :)
    pozdrawiam ;)

    • Coś w tym rzeczywiście jest, że osoba, która z wdziękiem przyjmuje komplement ma większe szanse na kolejny. ;-) Niż ta, która neguje każdą pozytywną uwagę.

      Ja bardzo dziękuję za pozytywną opinię i polecenie!!! :-) To bardzo ważne dla mnie wiedzieć, że ktoś tu choć czasem zajrzy i znajdzie coś interesującego dla siebie… Zapraszam więc częściej i serdecznie dziękuję za komentarz!

  2. „Nie wypada” przyjąć komplementu, ale narzekanie jest akceptowalne i nawet w dobrym tonie. Paradoks.
    Tak jakby podziękowanie za pochwałę równało się z byciem dumnym, próżnym. Okazuje się, że odpowiedniego przyjmowania komplementów, jeżeli się nie potrafi to po prostu można się nauczyć :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.