„Będzie dobrze!” czyli bardzo smutny wpis

Kilka dni temu napisałam swojemu chłopakowi dłuuugi sms o tym, jak paskudny miałam dzień w pracy i jak w związku z tym stresuję się zbliżającą się delegacją, podczas której wszystkie te problemy runą ze zdwojoną siłą. On odpisał „Będzie dobrze.”.

„Będzie dobrze” mówimy bliskim, gdy nie chcemy, by się czymś zamartwiali albo denerwowali. Próbujemy w ten sposób uspokoić, wesprzeć i pocieszyć. I to jest niezwykle miłe i potrzebne.

Oczywiście póki nie próbujemy w ten sposób deprecjonować czyichś lęków czy kłopotów. Bo czasem „będzie dobrze” brzmi jak „oj, nie marudź już” albo „spoko, ale możemy już skończyć ten temat?”. Zdanie-wytrych, które w miły, ale jednak dobitny sposób kończy dyskusję. Bo cóż więcej można jeszcze dodać, gdy już padło to magiczne stwierdzenie? Że nadal się denerwuję przed tą delegacją? No ale przecież powiedziałem Ci już, że będzie dobrze…

źródło: keepcalm-o-matic.co.uk

źródło: keepcalm-o-matic.co.uk

Żyjemy w czasach kultu pozytywnego myślenia. Zewsząd powtarza nam się, że wystarczy uwierzyć we własne siły, wystarczy mocno czegoś chcieć i to wszystko się ziści. Obojętnie czy chodzi o odzyskanie idealnej figury czy zdobycie pierwszego miliona. Grunt to motywacja i samozaparcie. Powtarza się nam, że jesteśmy panami swojego losu. Tylko, że to nie prawda. Nie jesteśmy bogami i żadne „możesz to osiągnąć” ani „będzie dobrze” nie ma mocy sprawczej. Nie ma i już. Choć może bardzo byśmy chcieli, żeby miało.

Bo „będzie dobrze” powtarzamy też jako swoistego rodzaju zaklęcie, w akcie desperacji i bezradności. Stojąc nad łóżkiem umierającej na raka bliskiej osoby, powtarzamy jak mantrę „będzie dobrze”, nie wiadomo, czy chcąc w ten sposób bardziej przekonać chorego czy samego siebie. Nie dopuszczamy do siebie myśli o cierpieniu, o odejściu, o bólu. Wolimy do końca optymistycznie kłamać, niż zdobyć się na szczerą otwartą rozmowę, o tym co jest i co nadejdzie.
Karcimy chorych, gdy mówią o bliskiej śmierci, o tym co będzie, gdy już ich tutaj zabraknie. „No co Ty gadasz, jaka śmierć, na pewno wyzdrowiejesz, zobaczysz, będzie dobrze, tylko musisz wierzyć i walczyć, no zjedz jeszcze łyżkę zupki, musisz być silny.” I tak sprzeczając się o zupę marnujemy często ostatnie wspólne chwile. Owszem, z dobrej woli, z troski i chęci pomocy. Ale też i z braku umiejętności rozmawiania o rzeczach trudnych. Bo takie rozmowy oczywiście do łatwych nie należą. Są piekielnie trudne i bolesne. Dlatego właśnie uciekamy się do bezpiecznego, pełnego nadziei „będzie dobrze”…

Pamiętam jedną rozmowę telefoniczną mojej Mamy ze swoim wujem. Mama była już wtedy w zaawansowanym stadium raka, wiedziała, że zostało jej najwyżej kilka tygodni. W rozmowie w pewnym momencie powiedziała do słuchawki bardzo spokojnie, ale i bardzo dobitnie „ja umieram”. I poprosiła, żeby przyjechał, bo chce się pożegnać i omówić jeszcze parę kwestii. Ona jedna mówiła o tym wprost. Wujek, gdy przyjechał, najpierw, zanim wszedł do domu, długą chwilę siedział ze mną na ganku i mówił, jaki szok wywołało u niego to zdanie… Może nikt z nas nie rzucał wtedy frazesami, że „będzie dobrze”, ale słowo „śmierć” też nie chciało nam przejść przez gardło…

W takich chwilach chciałoby się mieć właśnie taką magiczną różdżkę, za pomocą której można by sprawić, że cierpienie pryśnie, jak zły sen i że znów będzie dobrze…

źródło: hopaj.pl

źródło: hopaj.pl

Nie chodzi oczywiście o to, żeby być życiowym malkontentem i uprawiać czarnowidztwo albo by nie udzielać bliskim wsparcia. Wręcz przeciwnie. Nie uciekajmy się w tym jednak tylko do frazesów i nie ulegajmy modzie na wieczny optymizm. Problemy, obawy czy ból to nieodłączny element naszej ziemskiej tułaczki, nie negujmy ich istnienia, ale nauczmy sobie nawzajem towarzyszyć w trudnych momentach. Doceń więc to, że ktoś zwierza się Ci z problemu, nawet błahego, bo to wyraz głębokiego zaufania i potrzeby rozmowy. (Nie)koniecznie zakończonej szczerym „będzie dobrze!”…

3 Komentarze

  1. w mojej ocenie to takie oklepane i mało znaczące stwierdzenie. No bo co to znaczy „będzie dobrze”?. Pamiętam, jak źle działały na mnie te słowa, gdy słyszałam je w ciężkich dla mnie chwilach. Ja nie chciałam tego słyszeć, ja chciałam słyszeć o możliwościach i realnych szansach na coś, na rozwiązanie problemu, na pomoc innych, na wsparcie i zrozumienie. Od tamtego czasu staram się nie stosować tego sformułowania. Jak można powiedzieć komuś, kto w danej chwili cierpi – „będzie dobrze”? Jak można komuś umierającemu powiedzieć „będzie dobrze”?. Jak można powiedzieć komuś, kto właśnie stracił ukochaną osobę – „będzie dobrze”? Dużo odpowiedniejsze będą słowa „możesz na mnie liczyć, będę przy Tobie, spróbujemy razem przez to przejść”.
    Ależ się rozpisałam… :) pozdrawiam ;)

  2. Często się denerwuje, mam tremę przed spotkaniami służbowymi, stres przed kolejnymi wyzwaniami. Oczywistym jest wiec ze staram się w osobie najbliższej znaleźć oparcie. Słyszę natomiast często pytanie „ale czym ty się stresujesz?” Jest to pytanie zadane tonem drwiącym, ignorującym temat, mnie. Nie ma nawet tego oklepanego „będzie dobrze”.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.