Pamiętniki z dzieciństwa

Przyznałam Wam się kiedyś [klik], że pamiętniki i dzienniki prowadzę nieprzerwanie odkąd nauczyłam się pisać. Przez lata tych moich ściśle tajnych zapisków nazbierało się całkiem sporo i choć w cichości serca modlę się, aby nikt nigdy tego nie znalazł, to dziś postanowiłam uchylić nieco rąbka tajemnicy i prywatności…

Podczas jednej z ostatnich bezsennych nocy (Jaś Wędrowniczek nie zawsze wywiązuje się należycie z obowiązków), zanurkowałam w piwnicy i – ryzykując napotkanie jakiegoś krwiożerczego pająka-ludojada, których boję się panicznie – odkopałam wielkie kartonowe pudło z moimi zapiskami z ostatnich, bagatela, ponad 20 lat…
Bo muszę się przyznać, że choć piszę często i namiętnie, to jednak potem rzadko ponownie sięgam do tych moich wypocin. Ale teraz z prawdziwą lubością i wzruszeniem wzięłam w dłonie różnej wielkości i grubości bruliony, notesy, kalendarze…

Najstarszym zapiskom brak niestety dat, ale pochodzą one ze stycznia 1991r. Miałam wówczas 6 lat i chodziłam do przedszkola. Stawiając koślawe literki i nie stroniąc od błędów ortograficznych, opisywałam różne ważne i mniej ważne wydarzenia z życia małej dziewczynki z warkoczykami…

DesktopKolejne zapiski, to już wrażenia z pierwszej klasy szkoły podstawowej, a potem kolejnych lat… Litery stawiane coraz pewniejszą ręką, zapiski coraz dłuższe, zdania coraz pełniejsze i dojrzalsze… Czytam to wszystko i ogarnia mnie jakieś dziwne wzruszenie, momentami zażenowanie, śmieję się i zamyślam…

Nadspodziewanie dużo mam notatek matematycznych – i to od najmłodszych lat :-D – jakieś odliczanie dni do czegoś ważnego, notowanie numerów telefonów, liczenie kwiatów itp. (Dowiedziałam się też właśnie, że 1,5m wzrostu osiągnęłam w wieku 9,5 lat a mając 12 lat miałam 93cm w biuście. Haha.) Skąd mi się to wtedy brało?…
Ciekawie się też czyta opowieści, że np. wybraliśmy się z rodzicami w odwiedziny do kogoś z rodziny czy znajomych i… go nie zastaliśmy. Dziś nie do pomyślenia, ale tak właśnie się żyło, gdy prawie nikt nie miał w domu telefonu. :)
Oczywiście są też opisy łażenia po drzewach, zabaw w chowanego czy jeżdżenia na rowerach do późnej nocy. Należę bowiem do tego pokolenia, które w dzieciństwie bawiło się całkowicie offline. ;-)

pamiętnikCzy dziś pamiętałabym na przykład, że 22.01.1996r. byłam na wycieczce w Oświęcimiu i kolega przywiązywał mi warkocz do poręczy autobusu?  Znalazłam zapiski o tym, gdy pierwszy raz sama lepiłam pierogi i gdy uczyłam się jeździć na rowerze taty…

Są jednak i dni, które pamiętam doskonale i z najdrobniejszymi szczegółami, choć w pamiętniku zostało po nich tylko zdanie czy dwa… Jednym z takich dni był np. 25 czerwca 1993r., gdy występowałam na szkolnej akademii śpiewając piosenkę, która miała być wyznaniem miłości dla mojej pierwszej szkolnej sympatii. Byłam wtedy po uszy zakochana w kilka lat starszym chłopaku, synu znajomych mojego taty. On oczywiście traktował mnie jak fajnego dzieciaka, a nie jak dziewczynę. I właśnie tą piosenką chciałam dać mu do zrozumienia, że… W pamiętniku zapisałam, że byłam wystrojona, a mój obiekt… rżał ze śmiechu! Hmm, no nie o taką reakcję mi chodziło. Na szczęście kilka tygodni później mam kolejną relację z naszego spotkania „powiedział, że jak co, to mnie obroni (jak będę chciała)”. Hah! ;-)

„Zapisać mijający dzień można najprędzej wieczorem,
lepiej nazajutrz, pełniej po paru tygodniach,
najdoskonalej – w pełnym splendorze zamyślenia i prawdy – po latach.”
/Jerzy Plich/

Pewnie o pamiętnikach jeszcze niebawem coś napiszę, wszak mam przed sobą ładnych kilka kilogramów inspiracji. ;-) A Wy? Lubicie notować swoje przeżycia i przemyślenia, czy wolicie nie pozostawiać po nich namacalnych śladów?

9 Komentarze

  1. Jak byłam mała skrobałam pamiętniki, któż tego nie robił. Ale, mój słomiany zapał kształtował się od najmłodszych lat, i po jakimś czasie pamiętnik rzucałam w kąt bo życie moje monotonne, znajomych brak, a w szkole nikt mnie nie lubił. Bloga zaczęłam pisać niedawno jako nadrabianie tych wszystkich zaległych lat. Zobaczymy co z tego wyjdzie.. :

  2. Pamiętniki są świetne, warto je przechowywać, czasem zaglądać do nich po latach. Żałuję, ze swoich nie mam, mimo opisanych w nich trudnych wydarzeń. Ciekawa lektura przed Tobą :) Pozdrawiam :)

  3. to musi być niesamowite przeżycie, wziąć do ręki zapiski sprzed 20 czy 25 lat i wzruszać się czytając swoje przeżycia i problemy!!! Ja na pewno bym się wzruszyła ;)
    Jako dziecko pisałam pamiętnik, później ważne momenty w życiu umieszczałam na blogu… Teraz żałuję, że żadna z tych form się nie zachowała… Ach, głupia ja!
    pozdrawiam :)

  4. mnie też ostatnio wzieło na wspominki i czytanie swoich pamiętników. Ale smiałam sie i czułam sie zażenowana że ja takie coś pisałam kiedyś. Ale fajna rzecz taki pamietnik, tyle wspomnień:). Pozdrawiam:)

  5. Ojej powiem Ci ogarnęła mnie pozytywna zazdrość! Jak ja chciałabym mieć takie zapiski! Kochana masz skarb :) Ja miałam jedne w życiu złote myśli – zeszyt A4 z wpisami przyjaciół i mam mi go wyrzuciła przypadkiem podczas sprzątania, a kiedyś pisałam pamiętnik dwa razy a raczej próbowałam ale go wyrzuciłam sama zniszczyłam, bo bałam się, ze ktoś go znajdzie. Nigdy nie miałam swojego pokoju i brakowało miejsca stąd brak zapisków, a Tobie gratuluję!!!!

  6. Dziękuję za komentarze! :-)

    Gdy opowiadam komuś o tym moim znalezisku, wiele osób odpowiada, że oczywiście też prowadziło pamiętnik. Ale gdzieś, kiedyś i tylko przez chwilę. Często te notatki zostały gdzieś zagubione czy wyrzucone. A szkoda, bo jednak pamięć ludzka jest zawodna, a miło jest czasem wrócić do dawnych lat… :-)
    Powiem szczerze, że sama nie zdawałam sobie sprawy, że to już równo 25 lat. Ćwierć wieku. Hmmm, czy to znaczy, że już jestem stara?! ;-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.