Moje łóżko, moja sprawa!

Dziś słów kilka o sprawach łóżkowych. I tym razem nie o budzikach i leniuchowaniu, ale wprost o tym, jak i z kim tam się zabawiamy oraz o małych dwunożnych ssakach, których istnienie często w łóżkach właśnie zostaje zapoczątkowane.

Homoseksualiści wyszli z podziemia już ładnych kilka lat temu. Dziś już niezbyt nas dziwią czy zaskakują wyznania gwiazd (ale i naszych znajomych) przyznających się do bycia gejem czy lesbijką. Owszem, może debatujemy czy dać parom homoseksualnym prawo do wychowywania dzieci albo legalizacji związków, ale sam fakt odmiennej orientacji seksualnej już tak nie bulwersuje. No, może jakiejś babci staruszce wypadnie z wrażenia sztuczna szczęka, gdy zobaczy w tramwaju dwie całujące się dziewczyny (mimo, że jej wnuczek chętnie ogląda porn-filmiki z zabawiającymi się lesbijkami). Może wkurzają nas parady, tęcze czy różne akcje, ale niech tam sobie w łóżku robią, co chcą…

Paradoksalnie pary hetero mają gorzej. Bo gejowi nie wypada zasugerować, żeby się przerzucił na kobiety, a lesbijce wytknąć, że seks bez penisa to nie seks. Może za ich plecami powiemy to i owo, jeszcze więcej sobie w cichości serca pomyślimy, ale tak wprost…? Nie, no skąd, wszak na to jesteśmy zbyt tolerancyjni i postępowi.

Młode bezdzietne małżeństwo za to usłyszy nie raz i nie dwa „dlaczego Wy jeszcze nie macie dzieci? na co Wy tyle czekacie?!”. No bo jak to, już pół roku po weselichu a ona bez brzucha? Między kotletem a surówką przy rodzinnym obiedzie usłyszą bezpardonowe „jak mężowi nie dasz, to poszuka sobie innej na boku” albo „Ty tam nie słuchaj, że głowa ją boli czy coś, pamiętaj, jak baba jęczy w nocy to nie jęczy w dzień”.
Tu nikt się nie wykaże zrozumieniem czy odrobiną taktu, że może nie mogą, że może nie chcą, że może ustalili, że poczekają…
Para, która już doczekała się Pierworodnej lub Pierworodnego wcale nie ma łatwiej. Ledwo maluszek wyjdzie z pieluch już zaczynają się pytania „no a kiedy drugie?”. Dopiero dwoje dzieci trochę zamyka usta wścibskim komentatorom, ale tylko pod warunkiem, że trafił się chłopczyk i dziewczynka. Bo jak nie daj Boże są np. dwie siostry, to znów się zaczyna – „tata chyba niepocieszony, że same baby, musicie się postarać o kontynuatora rodu” albo „szkoda, że nie parka”. I możesz tłumaczyć, że dzieci to nie kanarki w klatce, nie musi być parka i że pary to one same sobie poszukają, jak dorosną. Na nic to, oni wiedzą lepiej.
Trójka dzieciaków to już z kolei przesada. „To trzecie to już pewnie wpadka, prawda?” Nie, planowane. „Oj, ale czwartego to już chyba nie będzie, co?”. A owszem, chcemy całą drużynę piłkarską spłodzić.

rodzinaAle chyba największa nagonka jest na singli. Ostatnio już nawet w mediach. Na pewno kojarzycie spot „zdążyłam… nie zdążyłam zostać mamą”, który wywołał wielką burzę w internecie i nie tylko. Dla wielu kobiet był to cios w samo serce. Mam wiele koleżanek, które pragną potomstwa jak niczego na świecie, ale z przeróżnych powodów nie mogą go mieć. A tu zostały zaszufladkowane jako zimne suki, karierowiczki, kobiety bez uczuć. Bo były w Tokio i mają iPhone’a, a nie mają dzieci. Więc diagnoza jest prosta i jednoznaczna, prawda?
Nie znam kobiety, która nie miałaby świadomości upływającego czasu i tego, że na macierzyństwo w pewnym momencie będzie już za późno. Nawet gdyby próbowała wyprzeć z głowy ten fakt, to przypomni jej o tym życzliwa koleżanka, stara ciotka albo sąsiadka. I co? Ma każdej napotkanej osobie opowiadać o szczegółach leczenia bezpłodności? Ma wszystkim zwierzać się z problemów medycznych, związkowych, finansowych i innych? Może opowie o tym najlepszej przyjaciółce czy siostrze, ale sąsiadce mieszkającej trzy bloki dalej chyba nie musi? Otóż musi, bo owa sąsiadka bezpardonowo będzie ją pytać o sprawy łóżkowe w kolejce do warzywniaka.

Jeśli szefowa rzuca gromy na podwładnych, to na pewno ma PMS albo „dawno jej nikt porządnie nie wyruchał”. A jeśli wredna księgowa nagle staje się milsza, to „pewnie ją w końcu mąż porządnie zerżnął i zeszło z niej powietrze”. Nie słyszeliście w pracy nigdy takich tekstów? Ja setki razy, tak od kobiet jak od mężczyzn.

Ileż odwagi musi mieć młody chłopak żeby głośno powiedzieć, że chce z tymi sprawami zaczekać do ślubu? Jak sześćdziesięciolatka ma się przyznać, że nie zawiesiła swojej seksualności na kołku wraz z narodzinami pierwszego wnuka?

z17217849V,Marek-RaczkowskiAle jest i druga strona medalu (jak zawsze, prawda?). Bo chętnie rozprawiamy o życiu seksualnym i rodzinnym naszych bliźnich, ale paradoksalnie o wiele trudniej nam rozmawiać o swoim własnym….

Mąż czasem latami nie przyzna się swojej żonie, że chciałby spróbować analnie. A żona mężowi, że subtelna minetka nie robi na niej wrażenia, za to ostra palcówka to jest to, co wynosi ją na wyżyny. Nie umiemy rozmawiać o swoich potrzebach, upodobaniach, pragnieniach. Czasem wręcz wolimy spróbować z kimś innym, niż szczerze powiedzieć partnerowi czy partnerce, że to co nam daje, nas nie satysfakcjonuje.
Faktem jest, że język polski jest dość ubogi jeśli chodzi o seksualne słownictwo. Trudno jest wyrazić się precyzyjnie, nie będąc przy tym wulgarnym, a jednocześnie nie posługując się tylko medycznymi / anatomicznymi określeniami, które też nie zawsze pasują do opisu miłosnych uniesień. Ale warto próbować. Wszak jeśli z kimś dzielimy łoże, to chyba jesteśmy ze sobą na tyle blisko, że nie powinno być między nami tematów tabu, zwłaszcza w tak istotnej dla związku kwestii, jaką jest seks?
A tymczasem rekordy popularności biją serwisy internetowe, gdzie ktoś decyduje się opisywać te tematy zupełnie wprost (nie mówię tu o żadnych wulgarnych czy typowo pornograficznych stronach, ale np. o blogach w stylu bezfartuszka.pl, który notabene Wam polecam). Lgniemy jak ćma do światła, bo nagle ktoś powiedział głośno słowo „orgazm” czy „głębokie gardło” i nie trafił go piorun. I dopiero tam mamy odwagę pytać, zwierzać się ze swoich potrzeb, uczyć się nowych technik…
Dlaczego ludzie w internecie szukają sposobów jak oralnie zadowolić swojego partnera zamiast zapytać zwyczajnie „kochanie, a jak lubisz?”. Owszem nie ma nic złego w chęci zaskoczenia bliskiej osoby, sprawienia jej przyjemności w nowy sposób. Zwykle jednak jest to kwestia wstydu, niepewności, obawy jak zostaniemy odebrani albo czy nie urazimy drugiej strony pytaniami czy uwagami (i nie będzie seksu do 2030r. ;-) ).

I tyle na dziś. Nie zapytam, jak tam u Was w tym temacie, bo ostatnio usłyszałam, że…

„Z zarabianiem pieniędzy jest trochę jak z seksem.
Ci, którzy to robią, nie mówią o tym,
a ci, którzy o tym mówią, nie robią tego.”

9 Komentarze

  1. Dokładnie! Bardzo dobry temat. Sama go doświadczyłam personalnie. Pewna „mądra” kuzynka męża zapytała nas kiedy dziecko. Na co ja się rozpłakałam, mąż mnie przytulił i spokojnym tonem kuzynce odpowiedział, że będzie jak przyjdzie. Nie dała za wygraną baba i mimo tego, że widziała, że płaczę zaczęła nam przypominać, że zaręczyny były, że mieszkamy już ze sobą tyle czasu, ślub za chwilę i tak dalej. W końcu nie wytrzymałam i wykrzyczałam jej w twarz, że w lutym poroniłam. Przeprosiła wtedy za swoje zachowanie i dopowiedziała, że nic o tym nie wiedziała. Wysycząłam jej przez zęby, że nikt o tym nie wiedział, bo to nie jest powód do chwalenia się. Zamknęła się. Ale co mi nerwów zszargała to moje…

  2. Bardzo Ci współczuję, strata dziecka to wielki dramat…
    Ale właśnie takie sytuacje skłoniły mnie do opublikowania tego wpisu – ludzie czasem z przysłowiowymi buciorami wchodzą w życie intymne innych i nie odpuszczą „życzliwych” pytań do samego końca…

  3. Jakże celne stwierdzenia :)

    No właśnie, ludzie chętnie zaglądają innym pod kołdry, organizują życie i dają rady, które nigdy w ich przypadku, tak naprawdę się nie sprawdziły. Nie dostrzegają chłodu w swoim domu i lodu we własnym łóżku.

    Pozdrawiam :)

  4. A kto się najbardziej wtrąca w sprawy prywatne, w brak dzieci, sprawy łóżkowe itd? Osoby, którym czegoś brak, albo nieustannie awanturują się z małżonkiem, zbierają opiernicz w pracy albo mają kłopoty wychowawcze z dziećmi. Muszą dopiec komuś aby się poczuć lepiej. Nie wyobrażam sobie, aby osoba zadowolona z życia, pracy i rodziny wtykała nachalnie nos w nieswoje sprawy ;)
    http://kielcemoje.blogspot.com/

  5. Absolutnie fantastyczny i realny tekst. Sama jestem singielką i wiem jak mnie gonią rodzice, wujki, ciotki. Każdy wtyka nos w moje łóżko ( kiedy facet? Czy mama doczeka się wnuków? No ale tak samej…?). Niefajnie, all staram się zbywac to uśmiechem..

    • Kwestia akceptacji społecznej singli to temat na osobny post… może kiedyś. ;-) Niestety takie pytania to stały punkt programu podczas zjazdów rodzinnych chyba we wszystkich polskich domach… :-P

  6. Mój mąż na pytanie: Kiedy dziecko? – odpowiada niezmiennie – Póki co trenujemy ;)

    Miny wszystkich wścibskich są oczywiście bezcenne.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.