Solidarność jajników

Solidaryzujemy się zwykle z osobami o zbliżonych poglądach, zasadach, podejściu do życia. Uczucie solidarności łączy nas również z tymi, którzy mają podobne problemy, doświadczenia lub mają analogiczną sytuację życiową. A czy sama przynależność do tej samej płci wystarczy? Nie bez powodu mówi się wszak o tzw. kobiecej solidarności jajników lub też solidarności plemników w przypadku mężczyzn. Czy jednak coś takiego w ogóle istnieje?

Męska solidarność to określenie używane do opisania specyficznej lojalności i jedności wśród facetów, nawet tych, którzy jakoś specjalnie się nie przyjaźnią. Mężczyźni rzeczywiście często się wspierają i wykazują zbieżność poglądów, zwłaszcza w tzw. męskich sprawach. Mają pewnego rodzaju kodeks honorowy, który jasno określa, co robić i mówić, a czego nie. Jeśli np. zadzwoni żona kumpla z pytaniem czy szanowny małżonek nocował u niego, to facet bez zastanowienia przytaknie, ba, zapewni że mąż śpi nadal w drugim pokoju, mimo że kumpla nie widział od tygodnia. Męska solidarność i tyle.
A jak jest z kobietami? Oczywiście też mają typowo „babskie” sprawy i tematy absolutnie nie przeznaczone dla męskiego ucha. Potrafią też wykazać się sporą intuicją i empatią, więc łatwiej im zrozumieć drugą kobietę, wczuć się w jej sytuację i zrozumieć jej emocje. Czy jednak to prosta analogia do męskiej solidarności?

Zacznijmy dosłownie i bezpośrednio. Solidarność jajników powinna objawiać się chyba szczególnie tam, gdzie w grę wchodzą jajniki właśnie, prawda? Wszak w czasie menstruacji czy ciąży nikt nie zrozumie kobiety tak dobrze, jak druga kobieta. Mężczyzna może wykazywać się współczuciem i zrozumieniem, może uzupełniać zapas lodów i wina (względnie kiszonych ogórków) i dbać o nas szczególnie w tym okresie, mając świadomość buzujących hormonów, jednak nigdy nie będzie tak naprawdę WIEDZIAŁ jak się czujemy. Nawet jeśli naczyta się porównań w internecie lub pozwoli się podpiąć do symulatora. ;-)
Ale to inne kobiety znacznie częściej od mężczyzn wykazują daleko posunięty sceptycyzm i nie stronią od krytycznych czy kąśliwych uwag. PMS? „No nie żartuj, Ty po prostu masz wredny charakter.” Okres? „Nie przesadzaj! Tampon w dupę i do roboty! Też sobie wymyśliła…” Ciąża? „Ciąża to nie choroba”, jeśli więc ciężarna idzie na wczesne L4, to jest zwykłym leniem i symulantką, a do tego nie liczy się ze współpracownikami, którzy muszą ją zastąpić. Poza tym, co tu dużo gadać, jest chyba ograniczona umysłowo, skoro zamiast stawiać na samorozwój, karierę i kontakt z ludźmi, woli siedzieć w domu i wybierać wyprawkę dla Maluszka, to takie odmóżdżające i uwsteczniające. „Ciąża zagrożona? Eh, ci lekarze to teraz chuchają na zimne. Ja do ósmego miesiąca do pracy chodziłam, a te dzisiejsze kobiety to najchętniej by dzień po zapłodnieniu poszły na zwolnienie.” Bo przecież skoro ja byłam raz w ciąży, to już wiem wszystko, moje samopoczucie jest wyrocznią dla wszystkich. A jak nie byłam, to tym bardziej się wypowiem jako bezstronny ekspert…
I to właśnie kobiety kobietom gotują ten los. Nie wspieramy się, nie współczujemy sobie. Wychodzimy z założenia, że skoro ja jakoś daję radę funkcjonować w czasie PMS / miesiączki / ciąży / menopauzy, to wszystkie inne kobiety też powinny i nie interesuje mnie lista ich dolegliwości, objawów czy problemów.
I gdzie ta nasza solidarność jajników?…

okresCzołowymi hejterkami internetu są kobiety krytykujące inne niewiasty. I nie ma zmiłuj, nie ma złotego środka.
Przykład? Proszę bardzo: kobieta ćwiczy, bo chce stracić kilogramy po ciąży. Idzie sobie na siłownię czy z koleżanką do klubu fitness? Wyrodna matka, dziecko zostawia, a sama sobie gdzieś tam skacze, jakby nie mogła w domu z dzieckiem porobić przysiadów. Ćwiczy w domu albo na modnych ostatnio BuggyGym? Czy ona zwariowała, łazi wszędzie z tym dzieckiem, męczy je, co na opiekunkę nie stać albo z mężem nie może zostawić na godzinę? Nie ćwiczy jednak w ogóle ? Spasły leń, ruszyć tyłka się nie chce, a potem będzie płacz, jak mąż do innej pójdzie.
W wielu aspektach inaczej oceniamy męża i żonę, mamy inną tolerancję w stosunku do ojca i matki. Inaczej traktujemy gejów i lesbijki, starych kawalerów i panny…

Ileż nastoletnich przyjaźni zostało zerwanych przez zazdrość, plotki? W życiu dorosłym kobiece przyjaźnie też często są narażone na szwank. Bo to któraś którąś obgada, nie dochowa tajemnicy albo niebezpiecznie zbliży się do nie swojego faceta.
Zbyt łatwo też przyklejamy innym kobietom łatki – puszczalska, stara panna, blachara, szara myszka, gąska z prowincji, mamuśka, gruby babsztyl…

O zdradzie już pisałam [klik], zresztą to bardzo delikatny temat… Ale przecież to i tak zawsze wina tej dziwki, tej szmaty, co to uwiodła mojego mężulka (a nie biednej zakochanej dziewczyny, zauroczonej i omamionej kłamstewkami Pana Męża). Z drugiej strony też zawsze jest ta wredna żona, z którą on się tak męczy i jest taki nieszczęśliwy, a ta potwora nie chce mu dać rozwodu (a nie zraniona kochająca żona zdruzgotana informacją o tej trzeciej).

11171064_mNie dziwota, że większość osób aktywnych zawodowo (co ciekawe: obu płci) woli współpracować z mężczyznami, preferuje również męskich przełożonych. Ankietowani podkreślają, że faceci są w pracy bardziej obiektywni, sprawiedliwi i przede wszystkim mniej konfliktowi. Potrafią też skuteczniej oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. Kobiety niestety rzadziej się jednoczą czy działają zespołowo i to niezależnie od tego, czy stanowią w firmie większość czy też jest ich zaledwie kilka w zmaskulinizowanym zespole.
Wiele kobiet wręcz chlubi się tym, że nie mają koleżanek i przyjaźnią się wyłącznie z facetami. Powtarzają, że jedynym partnerem do inteligentnej rozmowy czy ciekawego spędzania wolnego czasu może być tylko mężczyzna.

Rywalizują ze sobą siostry, teściowe walczą z synowymi… Nie potrafimy przyznać, że nowa dziewczyna naszego ekschłopaka jest fajna i ładna, wolimy wytknąć jej mankamenty.  Mniej atrakcyjne kobiety automatycznie nie lubią tych, które są piękne, zanim jeszcze zdążą je bliżej poznać. Rywalizujemy ze sobą w każdej dziedzinie życia, począwszy od ubioru, przez pozycję zawodową, do wyboru partnera włącznie. Według badań jesteśmy bardziej lojalne względem mężczyzn niż innych kobiet. A w statystykach poziomu agresji względem tej samej płci zajmujemy niechlubne pierwsze miejsce.

A przecież lubimy ze sobą przebywać, spędzać wolny czas, dzielić swoim doświadczeniem życiowym, zwierzać, pocieszać i łączyć w bólu. Potrafimy zjednoczyć się w słusznej sprawie, solidaryzować we wspólnym celu i działaniach (np. walce o równouprawnienie). Dlaczego więc brak nam życzliwości, lojalności i gotowości do takiej bezwarunkowej akceptacji, bez oceniania, zazdroszczenia, rywalizacji – siebie i innych kobiet?

10 Komentarze

  1. Myślę, że nie jest tak źle, pomijając kilka przypadków wyjątkowo wrednych suk, które spotykamy w swoim życiu – kobiety potrafią się przyjaźnić, lubić, wykazywać względem siebie lojalnością. Tego się trzymajmy! Pozdrawiam serdecznie :)

  2. To wynika z zazdrości. Jak ktoś zazdrości, to i poleca kąśliwe komentarze w stosunku do osób obcych, anonimowych w internecie, albo do „starych” koleżanek , a kiedy miarka się przebierze – następuje koniec przyjaźni.
    Smutne to.

  3. Dawno nie czytalam niczego w śmietniku z równą przyjemnoscią jak Pani tekst. Lekki, przejrzysty,uczciwy. Moim zdaniem i myśle źe nie dlatego ,źe jestem po okresie, problemy zawsze rodziły się ze złamania zasad a takie,nawet jeśli czasem nam nie w smak,budują fajne relacje. Dlaczego mam być zla na kobietę ,która boi się o swojego maluszka bo ja miałam trudniej.To samo w sobie jest bzdurą bo nigdy nie byłysmy w czyichs butach i nie będziemy. Ładny jest tez,raczej odchodzacy do lamusa przykład męskiej solidarnosci….wszak to nie nasza sprawa źe ktos wobec kogos….my sędziami?.nie nie. Kiedyś złodzieje ci porządni mieli zasady,kolejarze i źołnierze itd wobec siebie a teraz taka kiszonka i czasem kwiatek na niej i to piękne i to kultywujmy. Jak przyjaciólka zdradza męza,nie donosmy…

    • A więc mój tekst wylądował na śmietniku? ;-) Śmietniku historii chyba, bo napisałam go dawno i dziś może trochę inaczej ujęłabym temat…
      Trudno zaprzeczyć – nikt w naszych butach nie chodził i chodzić nie będzie, więc o 100% empatii nie może być mowy nigdy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.