Tradycyjna Wielkanoc

Święta, Święta i po Świętach. Za nami najważniejsze chrześcijańskie obchody roku. Jak je spędziliście? Nie pytam rzecz jasna o aspekt religijny, ale tradycje wielkanocne.

Tego wpisu miało nie być, ale jakoś tak zastanowiło mnie parę wielkanocnych tematów…

Rodzinne spotkania. Z roku na rok coraz więcej moich znajomych traktuje Wielkanoc jak zwykły przedłużony weekend i świetną okazję do wyjazdu. Jadą na narty albo na egzotyczną wycieczkę. Jajka i mazurki uważają za zbędne, uciekają od wszystkich przygotowań i rodzinnych posiedzeń.
Pamiętam niedzielne śniadania z przed lat – były świętością. Wtedy nie chciało mi się wstawać i szykować, dziś bardzo tęsknię za tymi wielkanocnymi porankami…

Lany Poniedziałek. W odległych czasach mojego dzieciństwa, po ulicach biegały istne hordy chłopaków z wiadrami, butelkami i plastikowymi pistoletami, a dziewczyny wychodziły z domòw po to jedynie, żeby zostać oblane tą wodą. Niby się broniły i uciekały, ale celowo mało skutecznie – wszak oblewano zwykle te najładniejsze, więc w dobrym tonie było dać się zmoczyć i zadośćuczynić tradycji. Ileż to razy wracałam do domu przemoczona dosłownie do majtek!…
Nie żebym jakoś specjalnie tęskniła za tak niewyszukanymi komplementami i kilkukrotnym w ciągu dnia doprowadzaniem się do porządku… Zresztą już lata nie te. ;-) Ale jednak trudno mi się pogodzić ze sprowadzaniem obchodów Śmingusa Dyngusa do znalezienia odpowiedniej emotikonki w telefonie, dołączenie na Facebooku do grupy o nazwie „Chluuuup!” czy wzięcia udziału w wydarzeniu „śmigus dyngus”…

Ludowe zwyczaje. W latach 80. w sąsiedniej miejscowości rekultywowano XVI-wieczny zwyczaj „chodzenia z Judoszem”, czyli słomianą ozdobioną kukłą, którą następnie pali się na znak potępienia zdrady Jezusa oraz wypędzenia całego zła z miejscowości. Pochodowi przez ulice miasta towarzyszy tłum z klekotkami. Wg tradycji Judosz powinien się pokłonić burmistrzowi i proboszczowi jako przedstawicielom władz świeckich i kościelnych w mieście. Niestety władze te uznały to za pogański zabobon i odmówiły udziału w obrzędzie.

Świąteczne potrawy. W dzisiejszych czasach – w erze Chodakowskiej i Lewandowskiej – coraz częściej tradycyjne (kaloryczne) przysmaki zastępują wersje light. Słodkości? No ewentualnie kawałek sernika na chudym twarogu, babki z mąki razowej czy szarlotki z kaszy manny. Na blogach pełno wpisów „jak nie przytyć w Święta” albo „jak spalić wielkanocne kalorie”…

Świąteczne ozdoby. O ile te bożonarodzeniowe otaczają nas już od listopada i nie rzadko wiszą do lutego, to w przypadku Wielkanocy wiele osób jest zdania, że nie warto szykować stoików na zaledwie 2 dni. No, może jakiś symboliczny kurczaczek czy baranek. Ale zwykle stawiamy na ozdoby „wiosenne”, które są bardziej uniwersalne i nie trzeba będzie ich tak szybko chować.

Uprawiam czarnowidztwo czy rzeczywiście nasz sposób świętowania się zmienia?…

Ja w niedzielę pałaszowałam mazurka, ale w poniedziałek już – jak gdyby nigdy nic – pojechałam w góry. Niewiele się ten weekend różnił dla mnie od innych… Hm… A jak było u Was?

Udanego poświątecznego tygodnia! :-)

13 Komentarze

  1. Właściwie ja tez traktuję święta głównie jako relaks, ale ponieważ nie jestem samotną wyspą i ileś tam już Wielkanocy za mną, więc jakieś tradycyjne obrzędy przemycam, choćby ze względu na syna.
    W tym roku dodatkowo wzięliśmy udział w obrzędzie PRZYWOŁÓWEK, jedynym takim w Polsce na Kujawach. Na czym polegają opisałam na blogu.
    Pozdrawiam wiosennie:-)

  2. Zdarzyło mi się pojechać w tym okresie na narty – najbardziej obraziła się najstarsza córka, której zabrakło wspólnego czasu. W sumie od lat chciałabym być na święta gdzieś zaproszona, a z różnych powodów zawsze wszystko jest u mnie. Przyznam, że bywam tym nieco zmęczona… Owszem, pomagają, działają i te pe, ale chwilami mi się już nie chce. Bo właśnie te dekoracje, ciasta, pyszne jedzonko… kilka dni przed świętami skusiły mnie żólte i zielone talerzyki i miseczki w jednym ze sklepów, idealnie wpisały się w klimat wiosennych świąt, a teraz pewnie tylko będę mi przeszkadzać w szafkach. No więc nie wiem, czy chcę kultywować tradycje, czy nie.

    • No tak, zupełnie inaczej odbierają Święta ci, którzy wpadają „na gotowe”, niż ci do których należą wszystkie przygotowania…
      Ale z kolorowych talerzyków można korzystać cały rok! No chyba że mają wzór z pisanek i króliczków. :P

  3. Wielkanoc nie ma dla mnie wielkiego znaczenia, ale Twój post poruszył bardzo ważny problem – tradycja. Doceniam wartość tradycji, jeżeli nie jest ona okupiona zmęczeniem i żalem do całej rodziny. Mam kilka dat i uroczystości, którym nadaję symbol tradycji, akurat Wielkanoc do nich nie należy. Żeby jakaś tradycja się zakorzeniła, musi powtarzać się przez kilka lat oraz musi być organizator. Jeżeli nie ma organizatora, to żadna tradycja się nie przyjmie…

    • To druga strona medalu – wiele osób chce pozostać wiernym tradycji nawet za cenę ogromnego zmęczenia, awantur, żalu… A tymczasem świat się nie zawali, jeśli okna jednak nie będą umyte, a na stole będzie jedno ciasto mniej. Lepiej pójść z rodziną na spacer czy w porozmawiać przy kawie niż biegać nie wiadomo za czym.

      Co do własnych tradycji, to piękna sprawa! Warto kultywować takie prywatne zwyczaje czy celebrować szczególne daty – na swój unikatowy sposób. :-)

  4. Dla mnie z ciast istnieje tylko sernik. W święta nie przesadzam z jedzeniem, więc nie mam z czego potem się odchudzać. Pozdrawiam

    • Wg mnie nie da się przytyć (ani odchudzić) w 1 dzień – to jak wyglądamy, to efekt wielu miesięcy czy lat. Dlatego nie rozumiem demonizowania Świąt jako przyczyny otyłości i patrzenia na wielkanocne tradycje wyłącznie pod kątem kalorii… :-(

      Ale co do sernika to mam podobnie! :-)

  5. Staram się łączyć tradycję z wypoczynkiem, więc koszyczek, święcenie na Rynku, spotkanie rodzinne a później wyjazd. Dobrze, że nie spędzamy już świąt przy stołach, że potrawy są zdrowsze. Przecież niedawno obchodziliśmy Boże Narodzenie, a to ciągle święto niezwykle rodzinne. Pozdrawiam serdecznie :)

    • To ważne, by znaleźć swój „złoty środek” – nie zaniedbywać tradycji, jednocześnie nie stając się jej niewolnikiem, dostosowując ją do swoich potrzeb i upodobań.

      A co do zdrowszych potraw – jeśli ktoś przez 360 dni dla o sobie , to nadprogramowy kawałek ciasta w Święta naprawdę go nie zabije. ;-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.