Madloba!

To było jedno z moich największych marzeń ostatnich lat. Sama do końca nie wiem, skąd pojawiła się ta fascynacja, ale rosła wykładniczo wraz z kolejnymi nieudanymi próbami realizacji. W tym roku determinacja chyba w końcu sięgnęła zenitu i pewnego marcowego popołudnia powiedziałam sobie „teraz albo nigdy”. Jednak dopóki samolot nie wylądował na miejscu, nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę i że rzeczywiście w końcu uda mi się odwiedzić Gruzję…

O Gruzji wcześniej sporo czytałam, oglądałam zdjęcia i filmy… rzeczywistość mnie jednak w żadnym stopniu nie rozczarowała. To piękny i malowniczy kraj, pełen życzliwych ludzi, gdzie podróż dodatkowo umila przepyszne jedzenie i aromatyczne wino. Czegóż chcieć więcej?

bJak w każdym kraju, nic nie może zastąpić zwiedzania z miejscowymi. Dzięki pomocy Gruzinów udało nam się w krótkim czasie zobaczyć naprawdę sporo ciekawych miejsc. Wyobraźcie sobie na przykład na wpół zrujnowany budynek, taką lepszą szopę, krytą blachą falistą, gdzie przez dziury hula wiatr. Przejeżdżając obok nie zawiesilibyście na nim wzroku nawet na ułamek sekundy. A okazuje się, że w środku jest… kamienny basen napełniony gorącą wodą termalną. Weszliśmy z lekkim przerażeniem w oczach, ale za nic nie chcieliśmy wychodzić. To było lepsze niż najdroższe SPA! Dodam, że przyjechaliśmy tam około… pierwszej w nocy. Ale mieszkający niedaleko Gruzin (jego numer telefonu był wysprejowany na murze budynku) nie widział problemu żeby przyjechać, otworzyć żelazną kłódkę i podłączyć do akumulatora samochodu słabą żarówkę (jedyne źródło światła w tym przybytku).

Wino w Gruzji jest jak woda. W każdym ogrodzie rośnie winorośl i właściwie każda rodzina ma swój przepis na wino. Nie ma kolacji bez wina, co więcej – zamawiając posiłek np. w restauracji spokojnie można przyjść z własnym winem. Ponoć odsprzedawanie znajomym winogron czy domowego wina jest w złym tonie, takie rzeczy daje się po prostu za darmo. Sama się o tym przekonałam, gdy zapytałam czy mogłabym kupić butelkę domowego wina, którego wcześniej próbowaliśmy – wróciłam do Polski z dwoma baniakami wina (nie pytajcie jak je spakowałam do samolotu ;-) ), które dostałam oczywiście za darmo.

Winem można popijać przepyszne jedzonko. W przydrożnych budkach można kupić np. chaczapuri (placki nadziewane serem) i nazuki (słodki chlebek z rodzynkami) albo czurczele (orzechy nawleczone na nić, obtoczone w syropie z winogron). Na stole nigdy nie brakuje słonego sera i świeżych warzyw. Fantastyczny jest też grilowany bakłażan z pastą orzechową i granatem podawany na zimno. Bardzo zasmakowało mi też lobio (pasta z czerwonej fasoli z przyprawami). Żałuję tylko, że nie udało się spróbować chinkali (słynnych pierożków z mięsem).

aTytułowe „madloba” znaczy po gruzińsku „dziękuję”. Dziękować mieliśmy za co na każdym kroku. Nasza przysłowiowa polska gościnność to już niestety trochę przeżytek, a tam nadal życzliwość i otwartość jest czymś powszednim. Nie tylko w stosunku do gości, ale i do siebie nawzajem. Gruzini chętnie się odwiedzają, nawet jadąc gdzieś samochodem potrafią się zatrzymać, by porozmawiać z napotkanym znajomym i zapytać co słychać. Zauważyłam też, że praktycznie nie używają nawigacji gps – wolą zapytać przechodniów czy innych kierowców.

Wiem na pewno, że chcę tam wrócić. Prawdę powiedziawszy, mogłabym tam nawet zamieszkać na stałe. :-)

PS: Na blogu nie mam zbyt wiele miejsca na zdjęcia, więc jeśli macie ochotę na więcej fotek – zapraszam na
http://web.facebook.com/pojedyncza/

18 Komentarze

  1. Fantastyczna sprawa, tam mnie jeszcze nie było. Mam koleżankę, która kocha Gruzję i jest tam często – bardzo ma podobne odczucia co do ludzi. No, co do wina też :).

  2. Nie znam Gruzji. Przeczytałam z przyjemnością. Obudziło to moje wspomnienia z wyprawy do Armenii. Ponoć między Gruzinami i Ormianami nie zawsze dobrze się układa i układało. A szkoda. Bo oba kraje wspaniałe. I wspaniali ludzie.

  3. Można powiedzieć : podróż marzeń. Opisy spowodowały, że zrobiłam się głodna :-) Już kolejna osoba odwiedzająca Gruzje chce tam wrócić, to najlepsza reklama dla podróżników :-)

    • Jeszcze kilka lat temu Gruzja była kompletnie egzotycznym kierunkiem, ale dziś naprawdę sporo Polaków tam jeździ. Sama spotkałam nie jednego. :-) Jeśli będziesz mieć okazję, przekonaj się sama. ;-)

  4. Niezwykle zachęcające do odwiedzenia Gruzji jest Twoje opowiadanie o podróży. Piękne widoki, pyszne jedzenie i dobre wino, a do tego, jak podejrzewam brak tłumów turystów.czego można chcieć więcej? Pozdrawiam serdecznie :)

  5. Ech, cóż tylko zazdrościć, takie klimaty, jak Gruzja najbardziej mnie pociągają na dalekie podróże. Gratuluję Ci spełnienia marzenia :-)

    • No cóż, mnie jakoś tak bardziej ciągnie na wschód niż na zachód… :-P
      Sam mi kiedyś napisałeś w komentarzu żeby pracować nad realizacją marzeń, małymi kroczkami się do nich przybliżać… no to się stosuję. ;-) Pozdrawiam!

  6. Hej! :) Otwarte ludzkie serca przyciągają najbardziej! :)
    Ciągnie swój do swego! :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    • Zgadzam się, że to napotkani ludzie tworzą klimat miejsca, budują wspomnienia i nasz osąd o danym kraju. Ja akurat w Gruzji trafiłam na naprawdę wspaniałych ludzi. Każdemu życzę takich podróży! :-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.