Tajget

„Książki czyta się między innymi po to, żeby o nich rozmawiać” – kiedy tylko usłyszałam to zdanie, od razu pomyślałam by przytoczyć je w moich blogowych wypocinach. ;-) Dziś nie tylko cytuję te słowa, ale i opowiem Wam krótko o ich autorce.

Anna Dziewit-Meller – bo o niej mowa – to pochodząca ze Śląska pisarka i dziennikarka. Do tej pory znałam ją tylko z bestsellerowego reportażu o Gruzji, napisanego wraz z mężem Marcinem Mellerem. (Notabene „Gaumardżos” to niezwykle ciepła i barwna opowieść, ukazująca miłość i fascynację autorów do tego pięknego kraju.) Ale niedawno stałam się jednak szczęśliwą posiadaczką dwóch innych pozycji tej autorki – debiutanckiej powieści „Disko” oraz głośnej ostatnio „Góry Tajget”.

Góra Tajget” to nowość na rynku wydawniczym. Pochłonęłam ją w jedno popołudnie, robiąc sobie przerwy wyłącznie na zaparzenie nowego kubka herbaty. Choć czyta się lekko, to jednak jest to książka poruszająca bardzo trudne i ciężkie tematy…
To książka o dramatach dzieci, o strachu przed wojną, o mrocznym obliczu medycyny, a przede wszystkim o nierozliczonej przeszłości. Codzienność współczesnego Śląska miesza się z nazistowską przeszłością, a kilka z pozoru odrębnych historii bohaterów łączy się w bolesną całość.
Tytuł książki to nawiązanie do legendarnej tradycji starożytnej Sparty, zgodnie z którą chore i upośledzone niemowlęta odsyłano na miejsce zwane Apothetai, będące urwiskiem w górach Tajgetu – w tym micie upatruje się genezy ideologii eugeniki negatywnej oraz propagowanej w III Rzeszy tzw. „higieny rasowej”. Książka Anny Dziewitt-Meller nawiązuje wielokrotnie do akcji T4 – będącej swoistego rodzaju próbą generalną przed zbrodniami Holocaustu… Nie jest to reportaż czy dokument, ale powieść zawiera wiele autentycznych wątków i prawdziwych historii.

Są książki, które czyta się jednym tchem. Od których nie można się oderwać zanim nie przeczyta się ostatniej strony. Są pozycje, które zapadają głęboko w pamięć, zmuszając do refleksji i zatrzymania się. Taką pozycją bezsprzecznie jest właśnie „Góra Tajget”.

Ostatnio miałam niewątpliwą przyjemność brać udział w spotkaniu autorskim z panią Anną Dziewit-Meller. Już od jakiegoś czasu śledzę jej stronę BukBuk, ale spotkanie na żywo to coś zupełnie innego. Pani Anna jest niezwykle ciepłą, otwartą i serdeczną osobą. Potrafi opowiadać w porywający, ale zupełnie niewymuszony sposób. I oczywiście jest niezwykle oczytana, ma dużą wiedzę oraz szerokie kontakty i doświadczenie. Spotkanie z nią było dla mnie miłym i bardzo inspirującym doświadczeniem. :-)

6 Komentarze

  1. Nie znam tej autorki, bo jakoś piszące Polki mnie słabo przekonują – ale chętnie skorzystam z Twego polecenia i poszukam:).

  2. Słyszałam o książkach, autorkę znam z mediów, jej męża bardzo lubię, oglądam prowadzone przez niego Drugie śniadanie mistrzów…
    Widziałam panią Annę w kilku wywiadach telewizyjnych i wydaje się faktycznie bardzo sympatyczną i mądrą osobą…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.