Spowiedź singla

Dzisiejszy post sponsoruje literka Ł oraz rumianek…;-)

Istnieje niepisana świecka tradycja, praktykowana w większości polskich (i nie tylko) domów. Otóż przy okazji co większych uroczystości czy zjazdów rodzinnych, po zaspokojeniu pierwszego głodu i wymianie ostatnich nowinek, gdzieś między kotletem a surówką (względnie roladą i modrą kapustą czy innymi pyrami), a czasami dopiero przy kawie i koniaczku zaczynają padać niewygodne pytania… „A Ty Zosieńko masz już jakiegoś absztyfikanta?” – wuj rubasznym tonem pyta swoją siostrzenicę, która natychmiast pąsowieje… Odkąd skończyła 14 lat musi się spowiadać ze swojego „staropanieństwa”. A to babcia troskliwie zapyta o sprawy sercowe, a to ciotce wypsnie się uwaga, że już lata nie te i czas sobie w końcu kogoś poszukać… Wciąż i wciąż na nowo musi się tłumaczyć i usprawiedliwiać swą wielką zbrodnię: że jest sama.

Kaśka zaręczona z Markiem, Tomek ożenił się z Anią. Jasna sprawa. A Ty dlaczego jesteś sam(a)? Pytanie retoryczne, ale jednak ktoś oczekuje odpowiedzi. No właśnie, dlaczego? Mogę wyjaśnić dlaczego uczę się hiszpańskiego a nie włoskiego, mogę wytłumaczyć dlaczego na wakacje chcę pojechać na Kanary a nie na Seszele, ale dlaczego jestem sama?

Często słyszy się, że skoro ktoś, mimo już pewnego wieku, nadal jest sam, to najpewniej jest z nim coś nie w porządku… Logika słuszna, coś musi być na rzeczy, że wszyscy tak, a on nie. Wciąż sam. Ale niby co jest nie tak?…

Mam przyjaciela, z którym znamy się od ponad 10 lat. I przez ten czas ani razu nie był w żadnym dłuższym związku. Czy jemu czegoś brakuje? Boże, broń! J. jest wysoki, przystojny, inteligentny, z poczuciem humoru, zaradny, pomocny, pomysłowy a do tego wysportowany, dobrze zarabiający… długo by wymieniać jego cnoty i atuty. I nie jest to wyłącznie moje spaczone zdanie. Ilekroć gdzieś się wspólnie wybieramy, zawsze napatoczy się jakaś niewiasta, która – w mniej czy bardziej dyskretny sposób – daje mu do zrozumienia, że wpadł jej w oko. I co? I nic. J. jest dalej sam.

Ta I. to urodą nie grzeszy, może jakby schudła i ubrała się seksowniej to by kogoś w końcu znalazła? K. to wiecznie bez pracy, to cóż się dziwić, że sam. A ten P. to jeździ gdzieś po świecie, wspina się, szaleje, która baba by z nim wytrzymała? W. ma paskudny charakter. A ten D. to chyba lubi popić?
Życzliwi zawsze znajdą powód Twojej samotności. Ok, ale ile to dziewczyn o przeciętnej zupełnie urodzie żyje w szczęśliwych związkach? Mówią, że „każda potwora znajdzie swego amatora”. I rzeczywiście, na pewno macie wśród znajomych czy rodziny łysych czy grubych, leniwych czy kłótliwych, a nawet agresywnych czy z nałogami, którzy jednak znaleźli swoje drugie połówki. Nie ma reguł.

M. latami była sama, rodzina już chyba postawiła na niej krzyżyk. Dziś mieszka z mężczyzną i są chyba najszczęśliwszymi ludźmi w tej strefie czasowej. Tak samo B. – wiecznie w pojedynkę, a teraz w parze – ich miłość wielka jak stąd do Moskwy.
Więc wcześniej było coś z nimi nie tak, ale już przestało? Dotąd „popsuci”, a pewnego ranka wstali „naprawieni”? Co się zmieniło?

Gdy ktoś pyta „dlaczego jesteś sam(a)?”, ja zastanawiam się, co chciałby usłyszeć. Może oczekuje historii o porwaniu przez kosmitów i przetrzymywaniu na obcej planecie przez 15 lat? Bo wtedy brak partnera czy partnerki tu na ziemskim padole byłby zrozumiały i uzasadniony. A skoro nikt Cię nie więził, to… dlaczego jesteś sam(a)?

Czasem to pytanie pada nie z ust rodziny czy znajomych, ale np. na randce. „Dlaczego taka piękna dziewczyna jest sama? Faceci muszą się chyba o Ciebie bić?” – pyta on. Pod płytkim komplementem kryje się głębia wątpliwości: co u diabła jest z tą kobietą nie tak?! Ona odpowiada wymijająco, sama zajęta już analizą powodów jego wcześniejszych rozstań i tego, jak długo jest sam. Bo niby taki fajny i przystojny, ale w takim razie dlaczego żadna go wcześniej nie usidliła?… I tak szukają wzajemnie u siebie tego powodu, tego ukrytego defektu – niczym garba na plecach, którego nie widać na pierwszy rzut oka, ale wyłania się w całej okazałości przy spojrzeniu drugim. Tak, jest! Oto praprzyczyna, powód i wyjaśnienie!

Czy problem tkwi w danej osobie – w jej wyglądzie, charakterze, sposobie bycia? Że jest w niej coś, co odstrasza, a przynajmniej nie przyciąga potencjalnych partnerów czy partnerek? A może to zbieg okoliczności, może tak los zadecydował, może Ta / Ten przez duże T jeszcze na tą osobę gdzieś czeka? Może to kwestia złych wyborów albo nieumiejętności utrzymania związku? A może przyczyna tkwi w jeszcze czymś innym albo we wszystkim po trochu?

Dlaczego on / ona jest sam(a)?..
Czy warto takie pytania zadawać – sobie i innym? Czy jest na nie odpowiedź?…

33 Komentarze

    • Tyle mamy modnych określeń na osoby żyjące bez pary, a w mentalności ludzi wciąż tylko „stary kawaler” i „stara panna”, niczym smutna łatka określająca, że coś w życiu nie wyszło… i to wieczne pytanie DLACZEGO…

  1. Hahah! Uwielbiam! Post o mnie! Nie ma przebacz…
    I te unoszenie ramion w ramach odpowiedzi, i ten grymas na twarzy, i ten uśmiech głupkowaty…
    Jestem sama. Fakt. Pasuje mi to. Nawet fakt. Ale gdy ciotka zadaje pytanie „dlaczego?” zaraz przez głowę milion myśli:
    -”Boże! Dlaczego?! No własnie!? DLACZEGO!? DLACZEGO!?”..
    i zaraz bez sensu szukasz odpowiedzi, choć tak naprawdę te pytanie odpowiedzi nie potrzebuje!
    Więc uśmiechasz się gupokowato (mi bycie gupolem >>Tak. Gupolem. Gupsza wersja głupola<< wychodzi najlepiej) i na pytanie "Dlaczego sama?" odpowiadasz "A dlaczego nie!?" :)
    Przedni wpis.
    Pozdrawiam :)

    • Nie ukrywam, że do wpisu natchnęły mnie nasze facebookowe dyskusje. Ty poszłaś w kierunku ryby na rowerze, ja dałam upust pytaniom egzystencjalnym… ;-) :-P
      No właśnie, a dlaczego nie?…

  2. A skąd rodzina wie, że Ona jest sama? Może spotyka się potajemnie z kimś, kto z jakiś powodów musi się ukrywać? Może z żonatym – bo przecież się zdarza, może z księdzem? Może „samotna” jest zakochana z wzajemnością w innej „samotnej”? Różnie bywa z tymi samotnymi, dlatego ja nigdy nie zadałabym takiego pytania? Nawet jeśli samotna nie ma nikogo, to może po prostu tak woli? Przecież bycie z kimś w parze nie jest gwarancją szczęścia. Pozdrowienia :)

    • Masz rację, Roberto, że czasami samotność to maska, pod którą ukrywamy „zakazaną” miłość czy społecznie nieakceptowalny związek… To ciekawy temat, może kiedyś też o tym napiszę. Dziś skupiłam się na tym dlaczego ten czy tamten jest sam? Przecież pragnie związku, szuka, a jednak…

  3. Oj, to ja będę pod prąd…
    Uważam, że takie pytania są niestosowne – bycie w związku to czyjaś prywatna sprawa.
    Z drugiej strony – sama kiedyś wściekałam się na „mądrość” wujków i ciotek, a potem okazało się, że stare pokolenie – być może kierowane pewnym doświadczeniem i dojrzałością – nie jest pozbawione racji. Jest taki czas w życiu człowieka, kiedy większość ludzi łączy się w pary: wtedy można wybierać i przebierać, i ma się mnóstwo okazji, żeby znaleźć tego właściwego. A potem, gdy się rozglądamy, to wszyscy już sparowani – pożenieni, zaręczeni, w związkach. Zostają tylko „odrzuty” (bardzo brzydko, Damo, tak pisać o ludziach!) – nawet jeśli są atrakcyjni, to boją się związków… Oczywiście, uogólniam – znajdą się i wśród nich perełki. Ale znaleźć trudno – człowiek przestaje funkcjonować w swojej grupie wiekowej, trafia do pracy, gdzie wybór jest ograniczony…a jakoś nie wierzę w opcję, że bycie samemu to super sprawa.

    • Myślisz, Droga Damo, że ci ludzie nie zdają sobie sprawy ze swojej metryki i związanych z tym konsekwencji? I naprawdę potrzebują życzliwego wujka czy cioci, który przypomni im, ile mają lat, bo sami zapomnieli? No proszę…
      Zresztą, ok, powiedzmy, że ktoś przegapił ten moment – dlaczego? i co teraz? czy to wiek jest tym „defektem” i przyczyną samotności a może co innego? a może powodu w ogóle nie ma?…

      • Oj, przecież napisałam, że przypominanie czegokolwiek, czy pouczanie uważam za niewłaściwe! (pierwszy akapit)
        A jeśli ktoś przegapił ten moment, to jest mu po prostu trudniej znaleźć kogoś właściwego. Nie wiem, ile masz lat, ale rozejrzyj się – ilu w Twoim środowisku jest fajnych facetów, do wzięcia, w wieku ok. 35-40 lat….?
        Określanie czegoś defektem jest formą oceny, natomiast, niestety, nie można bagatelizować kwestii związanych z wiekiem. I dotyczy to nie tylko zakładania rodziny, ale również pracy, uprawiania sportu itp. Oczywiście, zawsze są wyjątki ;)

        • Oczywiście, masz rację, czas upływa i niesie zmiany, nie sposób go cofnąć. Ale co Twoim zdaniem znaczy „przegapić”? Było w klasie 30 uczniów, 20 lat po maturze 25 żyje w związkach, a 5 jest samotnych (procenty przypadkowe) – co tych 5 „przegapiło”? I dlaczego?…

  4. Zaskoczyło mnie takie zdanie: I tak szukają wzajemnie u siebie tego powodu, tego ukrytego defektu – niczym garba na plecach, którego nie widać na pierwszy rzut oka, ale wyłania się w całej okazałości przy spojrzeniu drugim.
    Naprawdę? Naprawdę? czy to tylko głęboka ironia? Bo nie wymyśliłabym tego nigdy.

    • Oczywiście ironii jest w tym sporo, Anno, ale niestety często bywam świadkiem „grzebania” w przeszłości i teraźniejszości danej osoby (lub w swoim własnym) w poszukiwaniu przyczyny samotności… bo musi być to „coś”. Ale czy rzeczywiście powód jest? I to tak oczywisty jak ten „garb”?…

        • Myślę, że wbrew pozorom samotnych z wyboru nie jest tak wielu. Częściej jest to po prostu zgoda na zaistniały stan rzeczy i odnajdywanie w nim pozytywów.
          W każdym bądź razie ja w tym tekście skupiłam sie na tych, co chcą i szukają, ale bezskutecznie. Dlaczego im się nie udaje?…

  5. Myślę, ze szukanie winy w sobie bierze się z tradycji, kiedy niezamężne kobiety nazywano starymi pannami i one uważały sie za niepełnowartościowe… dziś to sie zmienia, ale starsi członkowie rodzin dopytują o to i owo.
    Jednak za gorsze uważam dopytywanie o dzieci, których małżonkowie jeszcze nie mają, pół biedy, gdy jest to z ich wyboru, ale jeśli pragną a nie mogą, to każde takie pytanie bardzo rani, sama tego doświadczyłam, gdy nie mieliśmy dziecka 8 lat po ślubie, a na każde imieniny i święta „życzono” mi potomka…

  6. Samotność nie jest dobra i nawet jeśli coś nie wychodzi,to nie powinniśmy zaprzestawać poszukiwań,bo lepiej przeżywać jakieś porażki w drodze do tej prawdziwej połówki niż nie przeżywać nic. Na pytania rodzinki,nie ma dobrej rady.Pozdrawiam,Maria

  7. Hm? – a dlaczego doszukiwać się defektów w kimkolwiek? Przecież każdy jest na swój sposób bardzo wartościowym człowiekiem.
    Ja wyszłam za mąż po skończeniu 31 lat. Bardzo długo wojowałam z „życzliwymi”, by dano mi spokój z właśnie takimi nękającymi pytaniami, docinkami o męża, dzieci… Wygrałam,bo robiłam swoje, mając gdzieś opinię. Ja byłam szczęśliwa tym życiem co miałam, dawało mi masę radochy, zabawy…Mężczyzna trafił się „przypadkiem” – dla mnie, bo on nakombinował się sporo ponoć. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że takich dociekliwych najlepiej spławić tym samym tonem co pytali, a nawet ironia i sarkazm czasem wskazane. A ja uwielbiałam genialne stwierdzenie „bo tak chcę” i nie zawracając sobie głowy obracałam sie na pięcie i szłam robić swoje.
    Pozdrawiam i życzę mniej przejmowania się innymi :)

    • Sama jesteś najlepszym przykładem, że drogi do szczęśliwego związku bywają bardzo różne – Ty nie robiłaś nic, a Twój mąż przeciwnie. ;-) Dlatego ciężko odpowiedzieć na pytanie dlaczego ktoś jest sam – czy starał się za mało czy za dużo, czy nie robił nic… I nie chodzi mi tu o samych „życzliwych”, czasem ludzie sami zastanawiają się dlaczego tak a nie inaczej ułożyło się ich własne życie…

  8. Dla mnie bycie samym (nie samotnym) ma wiele plusów, dopóki w rodzinie lub wśród znajomych nie jestem proszona na wesele… Nie lubię chodzić na nie z osobami, które znam słabo, lub nie bardzo darzę sympatią, a tych wolnych,z którymi wiem, że wybawię się i których z chęcią bym zaprosiła jako partnera na imprezę takową jest, jak na lekarstwo, a i tak są za granicą i wiadomo, ciężko o urlop…I kiedy odmawiam, to wiecznie zadawane pytanie- dlaczego? I tłumaczenie…trochę mnie to spina i widok litości w ich oczach! A chciałabym krzyknąć- dobrze mi samej, nie ma nad kim się litować, bo nie jest źle, wiadomo, chciałabym mieć kogoś, ale nie z braku laku…No cóż, ale przecież inni wiedzą lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre…

    • Oczywiście, że życie w pojedynkę ma sporo plusów. Nawet na weselu można się świetnie bawić bez partnera / partnerki (choć z zdecydowanie łatwiej). A już na pewno nie ma sensu się wiązać tylko dlatego, że otoczenie tego wymaga i oczekuje. To najgłupszy z powodów.

  9. Ja mimo swoich 31 lat jestem singielką. Czy z wyboru? Na pewno nie…Od wielu lat choruję na reumatoidalne zapalenie stawów, jestem niepełnosprawna. Samotność momentami jest przytłaczająca i boli:( Wiem, że nie będę miała dzieci ani rodziny, a wokoło koleżanki powychodziły za mąż i są szczęśliwymi matkami. Ale cóż takie życie…Chociaż czasami boli jak cholera…

    • Nie bez powodu mówią, że Miłość jest ślepa – ona nie patrzy na wygląd, zdrowie, status… Z niepełnosprawnością na pewno trudniej jest znaleźć partnera i stworzyć fajny związek, ale nie jest to niemożliwe. Tego Ci życzę! :-)

  10. Kiedy ktoś pyta mnie dlaczego jestem sama , odpowiadam- jestem zbyt idealna!A tak na poważnie- jakże wielki problem w naszym społeczeńśtwie… ludzie uważają, że nawet bycie w dziwnym/niezdrowym związku jest lepsze niż bycie samemu. Dlaczego? Ponieważ ciągle związek wydaje się im być potwierdzeniem tego, że człowiek jest czegoś wart. Że ktoś go chce.

    Bardzo dziwne myślenie, jednak jakże częste. Czasami, kiedy słyszę takie wścibskie i krzywdzące pytania, mówię: pytasz co u mnie słychać, tak? czy jestem nieszczęśliwa, ponieważ nie określam kogoś jako swoją właśność? Zauważ, że tacy ludzie nigdy nie chcą rozmawiać na takie tematy. Unoszą się dumą, bądź nie potrafią powiedzieć nic więcej niż: „powinnaś sobie kogoś znaleźć”

    • „Ponieważ ciągle związek wydaje się im być potwierdzeniem tego, że człowiek jest czegoś wart. Że ktoś go chce.” – dokładnie o tym jest mój tekst. Wciąż wiele ludzi w tym widzi sukces i potwierdzenie własnej wartości – przez ten pryzmat patrzy na siebie i na innych. Tak często używa się określenia „(nie) ułożył sobie życia” – tak, jakby życie bez partnera było nieułożone, niepełne, bezwartościowe… I wtedy pada pytanie dlaczego tak się stało…

  11. A może po prostu lepiej być samemu? Nie trzeba być wtedy niczyją seksualną niewolnicą… A przyjaciół zawsze można mieć.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.