Gdzie byłam, jak mnie nie było, czyli krótka relacja z podróży do stanów

Tak jak ja marzyłam o podróży do Gruzji, tak mojemu przyjacielowi od kilku lat chodziła po głowie wyprawa do stanów. Snuł wizje, potem stopniowo rodziły się konkretne plany, aż w końcu zaczęły się realne przygotowania. Plecaki spakowane, wizy załatwione, urlop (miesięczny!) podpisany, sprzęt gotowy – i w drogę! Haczyk był tylko jeden – celem nie były Stany Zjednoczone, ale stany posowieckie. Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan…

Te stany wciąż nie stanowią kierunku turystycznego, niewiele osób z zachodniej Europy się tam zapuszcza. Wspinaczy przyciąga Pamir, a malownicze górskie drogi – rowerzystów i motocyklistów. Ale nadal biały człowiek to tam rzadkość i atrakcja dla miejscowych.

Mimo bliskiego sąsiedztwa, kraje te dość się od siebie różnią – widać to po rysach i ubiorze ludzi, po architekturze, po wyglądzie miast… Tadżycy mają korzenie perskie, Kirgizi bardziej azjatyckie (turecko-mongolskie). W Kirgistanie jest biedniej, ale chyba trochę „wolniej”, w Tadżykistanie z kolei na każdym kroku można spotkać wizerunki obecnego prezydenta (ale również Stalina i Putina), flagi państwowe oraz… patrole policyjne.

Centrum każdej miejscowości stanowi bazar, na którym oprócz podstawowych zakupów spożywczych można nabyć… w zasadzie wszystko. Można tam również naprawić buty, ostrzyc się czy zrobić sobie zdjęcie do wizy. ;-) Bazar pachnie przyprawami i herbatą, jest głośno i tłoczno. (Sporo tam też produktów „made in China” – no ale przecież Chiny to ich sąsiedzi…)

Z miejscowych smakołyków zajadaliśmy się głównie samsami (ciepłe bułeczki z mięsnym farszem wypiekane w kamiennych piecach) i mantami (duże mięsne pierogi). Przy drogach można też kupić szaszłyki, miejscowe placki chlebowe oraz oczywiście arbuzy i melony. Posiłek można zapić herbatą (zwykle zieloną, rzadziej czarną), kwasem chlebowym albo kumyszem (słaboprocentowy napój alkoholowy na bazie mleka klaczy).

Na tadżyckich ulicach królują niemal wyłącznie ople i mercedesy (ponoć w większości kradzione?), czasem pojawi się jakaś zagubiona toyota. Za to w Kirgistanie dość sporo jest matiz’ów i tico. Nawierzchnia dróg pozostawia wiele do życzenia – są odcinki świetnie utrzymane, ale częściej występują takie, gdzie asfaltu jest mniej niż dziur w nim. Przepisy ruchu drogowego traktowane są dość umownie – nie liczą się wymalowane pasy, ale to ile samochodów zmieści się równolegle na jezdni, ruszanie jeszcze na czerwonym świetle też jest dość popularne. Wszelkie wątpliwości rozwiewa klakson.

Policji na drogach jest jednak sporo. Zwłaszcza w Tadżykistanie patrole są niemal wszędzie. Nas też mundurowi zatrzymywali – i to dziesiątki razy. Na szczęście nie z powodu wykroczeń (realnych czy wyimaginowanych), ale ze zwykłej ciekawości. Chcieli obejrzeć samochód i zapytać skąd jesteśmy oraz po co i dokąd zmierzamy. Byli bardzo życzliwi – pytali czy wszystko w porządku, czy znamy drogę i czy podoba nam się w ich kraju. Bardziej ciekawscy pytali czym się zajmujemy zawodowo i ile zarabiamy. Jednak obyło się bez łapówek (próbę wymuszenia zaliczyliśmy tylko raz – dość nieprzyjemna sytuacja, ale udało się pożegnać z panami bez uszczuplenia portfela).

Z miejscowymi porozumieć można się wyłącznie po rosyjsku, angielskiego nikt tu nie zna. Ba, dziwią się, gdy mówisz, że jesteś z Polszy ale słabo władasz rosyjskim. Zdarzyły się nam również pytania o to, dlaczego Polska jest w NATO i dlaczego tak nie lubimy Rosjan („przecież to Wasi wyzwoliciele!”). Trudno wytłumaczyć, że historia była nieco inna, niż ich uczono…

Brak równości kobiet i mężczyzn również jest dość widoczny (zwłaszcza w Tadżykistanie). Mimo, że w niektórych rejonach kobiety wcale nie chodzą w burkach, a wręcz normalnie pracują, to jednak równouprawnienie nie istnieje. Nam, białym kobietom nikt nie kazał zakrywać ramion, włosów czy gołych nóg, ale wiele razy czułyśmy się niewidzialne – w przeciwieństwie do naszych kolegów, nie witano się z nami i nie rozmawiano.

Przede wszystkim jednak oba kraje są niezwykle piękne i malownicze. Większą część ich powierzchni stanowią góry. Na zboczach pasą się owce, krowy i konie, a w wyższych partiach także jaki. Ludzie otwarci i życzliwi, choć często biedni. (W Kirgistanie wciąż wiele ludzi mieszka w jurtach – jak na poniższym zdjęciu.)

kirgistanA gdy wróciłam już do domu, zrzuciłam plecak i zaparzyłam sobie herbatę, przyszedł sms… Na lotnisku w Stambule był zamach. Na tym samym lotnisku, na którym siedzieliśmy zaledwie parę godzin wcześniej, czekając na swój samolot do domu…

12 Komentarze

  1. Uśmiechałam się czytając, bo moja koleżanka też jest właśnie w stanach. Tych samych, co Ty, a wiele osob nawet na moment nie sądziło, że chodzi jej o coś innego niż USA. jest relacje są tak samo pełne ciepła i uroku tamtych miejsc.
    Fajna wyprawa za Wami… a ten Stambuł…. mnie tez a najbliższym czasie czeka kilka wielkich lotnisk, i przyznam, że mam nieco obaw… smutne bardzo.

    • A więc jednak nie jest to tak mało popularny kierunek jak sądziłam. :-P Super, że jej też się podobało. :-)
      A jeśli chodzi o Stambuł… wciąż ciężko mi uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się tam tuż po naszym odlocie…

  2. Super, że wróciłaś z pozytywnymi wrażeniami – jednak częściej czytam reportaże ”powojenne”, jeśli chodzi o tamte strony [bo za Kazikiem - w Rosji zawsze wojna trwa] i raczej spodziewałabym się opowieści o lejach po bombach i ludziach o zniszczonej psychice. I nie myśl, że tylko kilka godzin dzieliło Cię – wróciłaś.

  3. To musiała być wspaniała wyprawa, ni i ważne, że zakończyła się szczęśliwie. Trudno dziś podróżując omijać lotniska, ale jest tak wiele miejsc, które kiedyś uchodziły za bezpieczne a dziś kojarzą się z zagrożeniem. Mimo wszystko warto podróżować. Pozdrawiam serdecznie :)

    • Niestety rzeczywiście coraz więcej kierunków i miejsc zyskuje miano niebezpiecznych. I coraz częściej w opowieści o planach podróżniczych wkrada się pytanie „a nie boisz się?”.
      Warto zachować ostrożność i zdrowy rozsądek, bo to niebezpieczeństwo nie jest wyimaginowane, ale realne. Ale to nie oznacza, że mamy siedzieć w domu pod kołdrą…

    • Niestety już po opublikowaniu tego wpisu dowiedziałam się, że nie dla wszystkich moich znajomych, z którymi tam byłam wycieczka zakończyła się szczęśliwie i bezpiecznie… :-(

  4. Te stany to także marzenie mojego męża, ale jakoś nie udało nam sie nigdy zrealizować. Bardzo ciekawie relacjonujesz i apetycznie, te ich bazary to musi być poezja…
    Nie wiedziałam, że tak źle traktują kobiety, cóż trochę tam u nich egzotycznie, choć w końcu to nie busz afrykański, ale oglądając filmy dokumentalne nie mamy całego obrazu, tak jak oni naszego.
    Dobrze, że uniknęliście najgorszego i prawdę powiedziawszy w dalekich podróżach to mnie właśnie przeraża…

    • Jeśli chodzi o sposób traktowania kobiet, to opisałam wyłącznie moje subiektywne wrażenia – zapewne nie jest to pełny i obiektywny obraz. Jednak trzeba pamiętać, że to kraje muzułmańskie. I położone dość daleko od wyzwolonej Europy Zachodniej.

  5. Jakoś mi te stany, stany amerykańskie, do twoich podróży nie pasowały :-)
    Byłem tylko w Kazachstanie, dzięki koledze, który miał kontrakt w Ałma Aty. Tam też jurty są na porządku dziennym i straszliwe rozwarstwienie społeczne. Ponieważ jest to kraj wielonarodowy, wieloreligijny, to podejście do kobiet jest zdecydowanie bardziej europejskie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.