Pisane w pośpiechu

Odwiedzanie blogów może inspirować, uczyć, zmuszać do przemyśleń… ale może też przynosić całkiem wymierne korzyści. ;-) W moim przypadku ta korzyść przybrała postać książki, na którą już od jakiegoś czasu bezskutecznie polowałam, a którą pewna sympatyczna pani Ania postanowiła mi wysłać. Korzyść podwójna – bo nie tylko uzyskałam ciekawą lekturę, ale i pretekst do kolejnego postu. :-)

Wspomniana książka to komedia kryminalna „Muszę kończyć, umieram” Grzegorza Sobaszka. Pozycja może nie wybitna ani ambitna, ale na upalne wieczory w sam raz. Głównym bohaterem jest trzydziestoparoletni Maksymilian, który wśród różnych fobii i lęków, ma również obsesję na punkcie poprawności językowej – drażnią go wszelkie błędy, naleciałości czy nadużywanie pewnych związków frazeologicznych…
Książka książką, ale takie osoby jak pan Maksymilian – wrażliwi językoznawcy czy  puryści językowi – naprawdę nie mają łatwego życia na tej planecie…

Koresponduję ze znajomym. Czytam każdą jego wiadomość przynajmniej po dwa razy, najchętniej na głos, bo wtedy jestem w stanie domyśleć się, co chciał wyrazić. Zlepek liter, który wysyła, niestety nie oddaje tego jednoznacznie. Gdybym nie wiedziała, że jest Polakiem z dziada pradziada, uznałabym, że to cudzoziemiec po wakacyjnym kursie języka polskiego dla obcokrajowców. Raz po raz nie wytrzymuję i pytam wprost, o co chodziło? Przeprasza i tłumaczy, że to wszystko przez autokorektę w telefonie. Widocznie ta bestia zabrania mu przeczytać wiadomość przed wysłaniem – przy najbliższej okazji osobiście mu ją więc wyłączam. Poprawy brak. Wyjaśnia mi, że winny jest pośpiech – tak szybko pisze…

Słyszałam to już setki razy. Robię błędy ortograficzne, bo szybko piszę. Jak szybko piszę, to nie używam polskich znaków. Przekręcam słowa albo je pomijam, ale to wszystko przez pośpiech. A że ZAWSZE piszę szybko, no to cóż…
Nie do końca pojmuję tę logikę. Czyli wiem, że poprawnie jest kura czy góra, ale w pośpiechu napiszę kóra i gura? I nie będzie mnie to razić, nie wzbudzi to mojej refleksji? Trudno mi to sobie wyobrazić, ale to pewnie dlatego, że piszę zbyt wolno…

Otwieram plik z umową, z którą mam się zapoznać przed podpisaniem. Pierwszy akapit i… bum. Widzę moje nazwisko napisane z małej litery, a zaraz za nim kolejną literówkę. Nieźle się zaczyna – myślę. Oczywiście nie posądzam Poważnej Pani, że nie zna zasad pisowni nazwisk (wszak sama posiada dwa i tytuł naukowy przed nimi), więc zapewne znów winny jest ten pośpiech. Ale na Boga, ta umowa to wzór, zawsze ten sam, zmienia się tylko nazwisko i kwota, nic więcej – czy więc naprawdę nie można było tego sprawdzić przed wysłaniem?…

Ta sama osoba potrafi wytknąć bliźniemu błędy popełniane np. po angielsku. Jak on może nie wiedzieć, że to wymawia się tak a nie tak? I w ogóle taki akcent? A te zdania to czysta kalka językowa, Brytyjczyk nigdy by tak nie powiedział! (A Brytyjczyk słyszał w Londynie już tyle wersji swojego języka, że absolutnie nic nie jest w stanie go zdziwić czy zbulwersować.) Przecież po prostu nie wypada nie znać języków obcych. (Własnego oczywiście można.)

Kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień – znamy to, znamy. Zapewne uważni czytelnicy zauważą w moich wpisach nie jedną niedoskonałość stylistyczną, literówkę, jakiś brakujący lub nadprogramowy przecinek, a może – o zgrozo! – wręcz jakiś poważniejszy błąd. Sama takowe czasem znajduję w swoich wcześniejszych wpisach, choć staram się je weryfikować przed opublikowaniem. Ale każdemu błąd może się zdarzyć. Ba, nawet zawodowy korektor może coś przeoczyć.
Nie jestem językową purystką, nie mam też wiedzy językoznawczej. Drażni mnie jednak kompletny brak szacunku do języka, zwłaszcza w jego pisemnej formie. Nie tyle nawet sama niewiedza – choć i ta potrafi czasem przerazić – co przede wszystkim lenistwo i ignorancja. I to przeświadczenie, że to jak piszę, nie ma kompletnie żadnego znaczenia, że nikt nie zwraca i nie powinien zwracać na to uwagi. Że wielka litera na początku zdania, a kropka na jego końcu to jakiś przeżytek, podobnie jak wszelkie zasady ortografii czy interpunkcji.

Ale – jak wspomniałam – nie mnie tu sądzić. Zwłaszcza, że zaledwie parę dni temu natrafiłam na filmik na YouTube autorstwa pewniej  polonistki, prowadzącej kanał o tematyce językoznawczej. Nagrała ona mianowicie film, będący odpowiedzią na pytanie, co zrobić, gdy znasz jakąś zasadę, ale z różnych względów Ci ona „nie leży”. Czyli przykładowo wiem, że mówi się podenerwowany, a nie poddenerwowany, ale ta druga forma mi jakoś lepiej brzmi – i co wtedy? Wg owej Pani – nic. Mów jak Ci pasuje, a wszystkim tym, którzy zapragną Ci zwrócić uwagę, zaśmiej się w twarz – że Ty wiesz, oczywiście, że wiesz, ale jesteś ponad to.

Piszę ten post w pośpiechu, na kolanie, chcąc zdążyć przed północą… kto wie więc, jakie błędy tu znajdziecie (Wy albo ja sama jutro rano)? ;-) Czy ma to znaczenie? Czy zwracacie uwagę na błędy w swoich lub czyichś tekstach, a może to dla Was sprawa kompletnie nieistotna?..

15 Komentarze

  1. Ja nazwałabym to zjawisko nie tyle brakiem szacunku dla języka i jego poprawności, ile dla czytającego. Pewnie, ze zdarzają się błędy , o których piszesz, sama tez takie robię, bo wkurzają mnie te wszystkie alty, shifty itp.
    Czasami literówki zdarzają się osobom słabo widzącym, ale osoby nagminnie ignorujące zasady nazwano TROGLODYTAMI JĘZYKOWYMI i słusznie, bo jeśli zaczniemy sobie wszystko odpuszczać, to co będzie ważne?

    • Troglodyta językowy – to bardzo trafne i wdzięczne określenie! Dziękuję, że je przypomniałaś. :-)
      Oczywiście, każdemu z nas zdarzają się błędy, to normalne. Jednak co do wspomnianych shiftów i altów, to… mnie wkurza ich nieużywanie… :-P Na Boga, toż to jeden klawisz! Kiedyś w przypadku błędu trzeba by przepisać ręcznie całą stronicę, a dziś nie chce nam się wcisnąć jednego guzika czy cofnąć kursorem o kilka znaków, by coś poprawić… Czepiam się? ;-)

  2. O panie, jak miło, że ktoś w końcu poruszył ten temat i mogę się wypowiedzieć! Nic mnie tak nie denerwuje jak brak przecinków. Jestem wyrozumiała, naprawdę jestem, ale kiedy ich brak wpływa na zrozumienie wypowiedzi, to mam ochotę zakończyć rozmowę, bo to nie ma sensu. Mam koleżankę, która zna zasady, ale zwyczajnie nie podoba jej się przykładowo pisanie „nie” z przymiotnikami razem, więc pisze je osobno. Jestem to w stanie zrozumieć, podobnie jak to, kiedy ktoś ciągle myli zasady łącznego i oddzielnego pisania słów „na pewno” i „naprawdę”. Drobne błędy ortograficzne też przeboleję, ale mylenie „może” z „morze”, „karze” z „każe” albo „zdążyć” przy braku polskich znaków to ASGAFAHAGA! Za to brak polskich znaków akceptuję, sama nie używam, jeśli dane słowo jest oczywiste w zrozumieniu. PRZECINKÓW NIE PRZEBOLEJĘ! Nie ogarniam też, kiedy… ktoś… pisze… w… taki… sposób… każde… kolejne… zdanie… bez… wielkich… liter… przecinków… czy… pojedynczych… kropek… W każdym razie, mega zainteresowałaś mnie tą książką. Myślę, że bym się w nią aż za bardzo wczuła :D

    • Tu aż prosi się zacytować powyższy komentarz Jotki – to po prostu brak szacunku do czytającego. Bo taką wypowiedź bez kropek i przecinków oczywiście da się przeczytać i zrozumieć, ale jest to jednak utrudnione….

      Ostatnio na blogu pewnej Pani Korektor znalazłam fragment jej korespondencji sms’owej z partnerem:
      On: zjadłem najdroższa
      Ona: co to jest najdroższ?
      On: zjadłem, najdroższa
      ;-)

  3. Świetny post. Doskonale zaobserwowane współczesne zjawisko niedbałości językowej. Składa się na to wiele zjawisk, m.in. pośpiech z powodu braku czasu. I to jest prawda. Młodzi nie czytają to też prawda. Część cierpi na dysortografię, nawet nie wiedzą o tym, bo nigdy nie byli zdiagnozowani, a to wcale nie jest rzadkość. Dla dysortografika góra pisane przez ó czy u nie ma różnicy. Taka przypadłość od urodzenia i nie da się do końca wyćwiczyć poprawności. Szkoda, że n-le nie kierują do poradni. A pomyłki każdemu się zdarzają.
    Zasyłam serdeczności.

    • Oczywiście, nie można wrzucić dyslektyków, osób ze słabym wzrokiem itp. do jednego worka ze wspomnianymi troglodytami językowymi.
      A co do samych dys- to obecnie jest to diagnozowane o wiele częściej niż kiedyś. Ale też o wiele częściej nadużywane… (Osobiście znam kilka osób z stwierdzonymi dysfunkcjami tego typu i wszystkie mają wykute zasady ortografii i interpunkcji „na blachę” – robią błędy, ale naprawdę sporadycznie. Mają o wiele trudniej, bo nie widzą intuicyjnie, że „przypadek” wygląda lepiej od „pżypadku” – ale znają zasadę „rz po p”…)

  4. Według mnie najgorsze jest to, że przyzwyczajamy się do takiego byle jakiego pisania i potem, gdy przychodzi nam napisać coś „naprawdę” nie potrafimy sobie z tym poradzić. Nikt z nas nie jest doskonały, wszyscy popełniamy błędy, ale powinniśmy starać się je korygować. Jeśli tego nie robimy, to piszemy coraz gorzej i ……… żyjemy coraz gorzej. Niechlujnie, byle jak. I na dodatek jest nam wszystko jedno. A potem narzekamy, że takie czasy. Jacy ludzie – takie czasy. Pozdrawiam! :)

    • Mnie właśnie ciężko zrozumieć to rozróżnienie – „na szybko” piszę inaczej a „naprawdę” inaczej. Oczywiście, że w pośpiechu można popełnić błąd, a przede wszystkim w biegu nie zauważyć jakiejś literówki, ale to jednak coś innego niż permanentna niechlujność i obojętność…

  5. Bywają też dyslektycy, prawdziwi dyslektycy, a nie tacy z zaświadczeniem kupionym od lekarza…. Język polski, jest językiem żywym i podlega zmianom, więc zbytni puryzm chyba nie jest wskazany. Pamiętam, jak toczyłem spór z jednym recenzentem o pisownię słowa internet. Upierał się, że musi być z dużej litery (początkowo taką pisownię zalecały słowniki…). Zupełny brak poszanowania języka nie jest dobry, ale tak samo zbytnie trzymanie się kiedyś ustalonych zasad, też nie jest wskazane. Moim zdaniem, oczywiście

    • Pisałam już kiedyś o tym, że język się zmienia – coś, co dziś jest neologizmem czy formą niepoprawną, jutro może już być w słownikach. Czasem też przekręcanie pewnych słów czy zapisywanie ich z błędem jest celowym zabiegiem. I to wszystko jest dla mnie akceptowalne. Trudno mi jednak pogodzić się z kompletną ignorancją i niewiedzą, a co za tym idzie brutalnym kaleczeniem języka ojczystego… Choć jeden język w życiu opanujmy na przyzwoitym poziomie…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.