W cieniu własnych rodziców

W jednym ze starych rodzinnych albumów jest wklejone czarno-białe zdjęcie młodego przystojnego mężczyzny. Nie jest to jednak żaden wujek, dziadek czy kuzyn. Zapytałam kiedyś moją Mamę kto to, ale odpowiedziała, że opowie mi, gdy będę trochę starsza. Potem jeszcze raz czy dwa próbowałam wrócić tematu, ale jakoś nie miała czasu i ochoty na zwierzenia. Kim więc jest ów młody człowiek? Czy to jakaś wielka studencka miłość mojej Mamy? Albo bliski przyjaciel? A może odegrał w jej życiu zupełnie inną, choć ważną rolę? Już się tego nie dowiem, pozostaje gdybanie
Zastanawiam się, czy gdyby moja Mama nadal żyła, to czy w końcu zdradziłaby mi tę tajemnicę czy też tak czy inaczej zabrałaby ją do grobu? Ile jeszcze innych historii nie zdążyła lub nie chciała mi zdradzić?…

Rodzice to – oprócz może jeszcze rodzeństwa – osoby, które towarzyszą nam przez większą część naszego życia. Rodzą nas, wychowują, uczą, opiekują się nami… Przez co najmniej pierwszą dekadę życia jesteśmy od nich absolutnie zależni, są dla nas caluteńkim światem. Potem stopniowo przychodzi okres buntu, gdy rodzice nie rzadko stają się wręcz wrogami – i choć ten etap szybko mija, to już nigdy nie wracamy do stanu tej bezgranicznej miłości, uwielbienia i zależności w stosunku do naszych rodziców. Im jesteśmy starsi, tym częściej zdarza nam się na nich narzekać – a to że wścibscy, a to że mało tolerancyjni czy postępowi albo że zwyczajnie uparci…
Znamy już na pamięć historie, do których oni wciąż na nowo wracają. Wydają nam się coraz bardziej przewidywalni i coraz mniej interesujący. Ale ile tak naprawdę o nich wiemy?…

Praktycznie nie noszę biżuterii, ale czasem zdarza mi się założyć pierścionek zaręczynowy mojej Mamy. Dostałam go od niej wiele lat temu. Ale teraz uświadamiam sobie, że o samych zaręczynach z Tatą nigdy mi nie opowiedziała. Wiem, jak się poznali, jak wyglądał ich ślub i tak dalej, ale okoliczności oświadczyn jakoś nie wspominali albo ja nie pamiętam… Dziś chciałabym ich o to zapytać – o to i o wiele, wiele innych spraw – ale już nie mam takiej możliwości. Mój młodszy brat pamięta jeszcze mniej. Pewnych rzeczy już nie nadrobimy…

Niektórzy potrafią w dorosłym życiu wypracować sobie z rodzicami relacje partnerskie, rozmawiać i funkcjonować z nimi jak równy z równym. Córki zwierzają się matkom lub szukają u nich porad sercowych, a synowie odbywają z ojcami długie męskie rozmowy (no, ok, czasem odbywa się to w innych konfiguracjach). Jednak to częściej dzieci korzystają z doświadczenia i cierpliwości swoich rodzicieli. Rzadko działa to w odwrotną stronę – matki czy ojcowie może radzą się swoich pociech przy zakupie nowego telefonu czy telewizora albo gdy trzeba coś załatwić przez internet, ale raczej nie zwierzają się z własnych problemów osobistych. Dlatego dzieci rzadko wiedzą, co tak naprawdę ich rodzicom w duszy gra…

Większość z nas sama już jest albo będzie rodzicami. Czy o wszystkich grzeszkach i młodzieńczych wzlotach opowiadamy swoim dzieciom? Czy radzimy się ich w prywatnych sprawach, zwierzamy z rozterek albo z zwykłej samotności? Czy pozwolilibyśmy synowi lub córce przeczytać swoje stare pamiętniki lub listy?

Moment, w którym przedstawiamy rodzicom swoją partnerkę czy partnera albo sami idziemy na pierwsze spotkanie z potencjalnymi teściami jest dla związku pewnego rodzaju kamieniem milowym. Jest to znak, że znajomość ma poważny charakter i wiążemy z nią plany na przyszłość, bo w przeciwnym razie nie zależałoby nam na poznaniu z rodzicami.
Takie pierwsze spotkania z przyszłymi teściami są też ważne z innego powodu. Mamy bowiem szansę poznać osoby, z którymi nasza sympatia spędziła wiele wiele lat i które ją ukształtowały. Obserwując ich wzajemne relacje możemy naprawdę sporo się dowiedzieć i zrozumieć. Nie bez powodu stare ciotki radzą dziewczętom by uważnie przyglądały się temu, jak ich wybranek traktuje własną matkę, jak się do niej zwraca itp. – nie inaczej będzie w przyszłości traktował Ciebie…

Rodzice to osoby, które towarzyszą nam przez większą część życia i mają na nas ogromy wpływ. Ile o nich wiemy?…

16 Komentarze

  1. Chyba w ogóle o innych wiemy tyle, ile sami chcą odkryć przed nami. Poza tym każdy jakieś tajemnice jednak zachowuje dla siebie. To dobra rada podglądać relacje w rodzinach, bo dzieci uczą się , obserwują i podobnie będą funkcjonować w swoim życiu lub odwrotnie, jeśli zauważą, że u innych jest inaczej, tak jak sami chcieliby żyć.
    Sama żałuję, że o wiele spraw z przeszłości nie dopytałam, ale teraz na to za późno….

    • „Chyba w ogóle o innych wiemy tyle, ile sami chcą odkryć przed nami.” – oczywiście, to dotyczy nie tylko relacji rodzinnych. :-) Też żałuję, że już nie mogę z nimi porozmawiać i o wiele rzeczy zapytać…

  2. Witam.

    Czasem czyjeś życie kończy się zbyt szybko i nie ma się szansy na postawienie pytań. Tak, jak w moim przypadku. Może dlatego mam tyle cierpliwości do słuchania różnych cioć, wujków. Lubię zajrzeć do ich wspomnień. Nie niecierpliwi mnie to :)
    Wydaje mi się, że ta chęć poznania najbliższych przychodzi z wiekiem.

    Pozdrawiam :)

  3. Moje relacje z matka stały się naprawdę otwarte i partnerskie dopiero po śmierci ojca. Ja wiem, jak to paskudnie brzmi, ale tak jest. Zupełnie inny jest poziom intymności dwojga ludzi, niż wtedy, kiedy jest ich więcej. Dla intymności (każdej) troje to już tłum :)
    Prawdą też jest to, o czym pisze Lena, że do ciekawości historii swoich rodziców trzeba dojrzeć. Moi synowie uważają, że wszystko wiedzą :) A czego nie wiedzą, czyli co było zanim się pojawili, to nieistotne.

  4. Moi rodzice znają moją narzeczoną od samego początku. Mój ojciec się wścieka, bo jej nie lubi, matka wręcz przeciwnie – od razu została przygarnięta jako „córuś”.
    W domu dobry kontakt i w ogóle jakikolwiek mam wyłącznie z matką. Jestem rozkapryszonym jedynakiem, a o moim ojcu nie muszę, mam nadzieję, wspominać.

    Myślę, że na moje relacje z matką największy wpływ miał jednak alkoholizm ojca i przemoc w domu, bo to tylko do niej mogłem się zwrócić z czymkolwiek, nie zostać pobitym za jakieś pierdoły, ba – ta kobieta ma wręcz anielską cierpliwość do mnie i czasem naprawdę czuję się winny – bo może nie jestem dla niej wystarczająco dobry, miły, pomocny i tak dalej…

    Nie wiem czy wiem wszystko o mojej matce, tego się raczej nie dowiem ;) . Pewien jestem natomiast, że o jej życiu wiem i tak wiele więcej, niż mój ojciec, jej własny mąż, z którym też nie mogła się wieloma rzeczami podzielić. W cale nie przeszkadzają mi relacje „matka-syn; przyjaciółka-przyjaciel”. Ani trochę! To jest właśnie, moim zdaniem, najlepsze, bo istnieje wtedy dystans rodzic-dziecko, ale też na wiele spraw potrafi spojrzeć zupełnie, jak przyjaciółka (i na odwrót), nie karcimy siebie nawzajem za duperele. Taka więź zdarza się zdecydowanie za rzadko, a uważam, że nie powinno się mieć wyłącznie rodziców, jako karzącą rękę czy jakiegoś przewodnika – powinna być to też osoba, która wspiera, z którą można porozmawiać bez skrępowania, a (nie czarujmy się) z rodzicami zazwyczaj tak nie jest.
    W dodatku… Jeśli rodzic ma w swoim dziecku dodatkowo przyjaciela – nie musi się martwić choćby o taką rzecz (która też zdarza się często), że dziecko dostrzeże „nieidealność” rodzica, a nawet pomoże mu w jakiś sposób poprawić pewne jego zachowania (czyżby jakaś nowość, że uczymy się przez całe życie?).
    Poza tym, wymiana poglądów : młodsze… – starsze pokolenie : to jest coś, co nie zawsze musi być kłótnią, a może do życia każdemu wnieść inne spojrzenie na problemy i otaczającą rzeczywistość.

    Pewnie w wieku dwudziestu lat i będąc facetem, wiele osób, gdy widzi mnie z moją matką w mieście, na kawie, gdziekolwiek – myśli sobie, że jestem mamisynkiem. No trudno. Ja jestem zadowolony, że matkę i przyjaciółkę mam w jednym, a ona też zawsze może na mnie liczyć. ;)

    Trzymaj się~

    • Pozostaje pogratulować tak serdecznej relacji z Mamą. Wiele osób (co widać nawet tutaj w komentarzach) dorastało do tego latami, a czasem w ogóle nie zdążyło…
      Może z Ojcem kiedyś sytuacja się zmieni, znam wiele takich przypadków „nawrócenia” i mam nadzieję, że i u Ciebie będzie podobnie…

  5. Chyba dużo zależy od sposobu wychowywania. Moje szczęśliwe dzieciństwo upłynęło pomiędzy dwoma domami rodzinnymi (piękne ogrody, jeden z małym strumykiem), gdy rodzice szli do pracy ja trafiałem pod opiekę dziadków, cioć i wujków, którzy zamieszkiwali wspólnie na jednej nieruchomości. Długie wieczory zimowe, gdy nie było jeszcze telewizji, upływały na opowieściach rodzinnych. Znam wszystkie ważniejsze wydarzenia w rodzinie, praktycznie do 5-6 pokolenia, ostatnie właśnie opisuję na blogu „Legiony Polskie”. I są to nie tylko wiadomości jednostronne, ale często konfrontowane natychmiast przez innych słuchających. Mimo tego żałuję, że oprócz tych anegdot nie starałem się poznać tamtych czasów i historii Polski z pierwszej ręki.
    Niestety wśród znajomych ze szkoły miałem wielu takich, którzy nie tylko nie znali dziadków, ale nawet czasem nie wiedzieli na oczy własnego ojca. Bywa różnie.

  6. Większość wie, ja zresztą już też dzięki konsultantowi w pewnym centrym zdrowia, że ponad 60% to styl życia, powoduje czy mamy nadwagę albo czy mamy problemy ze zdrowiem. Teraz tego problemu nie mam co jeść i jaki zredukować wagę.Poprostu jem to co lubię, aczkolwiek zmieniłam nawyki żywieniowe.12 kg zrzuciłam w prawie 4 miesiące.Udało mi się :) dzięki programowi(idealnafigura.com/gberes) i dzięki któremu od ponad 2 lat utrzymuję swoją wagę a jem to co lubię.Super

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.