Miłość od drugiego wejrzenia

Pierwsze wrażenie, jak wiadomo, można zrobić tylko raz. I z reguły jest to kwestia zaledwie kilku chwil. Spojrzenie, uśmiech czy uścisk dłoni potrafią wzbudzić sympatię lub niechęć, zanim jeszcze dana osoba się odezwie. Czasem już sam wygląd, ubiór i zachowanie wystarczą, by wyrobić sobie pierwszy osąd o napotkanym człowieku.
Oczywiście, pozostaje pytanie, czy to pierwsze wrażenie jest trafne i wiążące, czy też pochopne i chybione. Ale ulegamy mu wszyscy – w kwestiach zawodowych, prywatnych i w sytuacjach całkiem przypadkowych. Ktoś, kto kiepsko wypadnie na rozmowie kwalifikacyjnej, raczej nie ma szansy na zatrudnienie, a ktoś, kto kiepsko wypadnie na pierwszej randce…

„Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.”
/Wisława Szymborska „Miłość od pierwszego wejrzenia”/

Decyzje zapadające w kwestiach damsko-męskich są często radykalniejsze od tych z procesów rekrutacyjnych. Choć dyskusyjnym pozostaje, czy istnieje w ogóle coś takiego, jak miłość od pierwszego wejrzenia (wszak dojrzałe silne uczucie to nie to samo co chwilowa fascynacja nowo-poznaną osobą), to  jednak oczywistym jest, że jeśli coś nie zaiskrzy, to nie zapłonie. Coś nas musi w tym drugim człowieku zainteresować czy pociągać, byśmy chcieli kontynuować znajomość. A jeśli tego zauroczenia, nici porozumienia i sympatii nie ma, to dalszego ciągu zapewne również nie będzie… Pierwsze wrażenie jest kluczowe.

Na kartach książek i kinowych ekranach nie brakuje historii o miłości od pierwszego wejrzenia. Bohaterowie wpadają na siebie niespodziewanie w windzie czy w księgarni, zupełnie przypadkowo, w wirze swoich spraw, aż tu nagle… świat zatrzymuje się na ułamek sekundy, niemal słychać jak Amor napina łuk… no i bach – przepadli. :-)
Reżyserzy i pisarze karmią nas takimi obrazkami, a my po cichu zazdrościmy tym fikcyjnym bohaterom. Miłość od pierwszego wejrzenia jawi nam się jako bardziej romantyczna, wyjątkowa i niepowtarzalna – wszak Los, Bóg, Przeznaczenie lub skrzydlaty Amor musieli w tym maczać palce, skoro tych dwoje nie tylko na siebie wpadło, ale od razu poczuło, że „to jest to”. A w naszym życiu to jakoś nigdy takie proste nie jest… Nie zawsze sprawa jest jasna od samego początku. Ileż małżeństw ma swoje początki w historiach w stylu: on za mną tak łaził i łaził, na początku w ogóle mi się nie podobał, ale z czasem… No właśnie.
Choć może tak sprawa wygląda jedynie z kobiecej perspektywy, bo według badań mężczyznom całkiem często zdarza się zakochać już na pierwszej randce. Za to niewiasty potrzebują co najmniej kilku spotkań i lepszego poznania, by zacząć się przywiązywać i rozwijać uczucie…

Pamiętam pierwszą randkę z A. No nie przekonał mnie do siebie – może nie do tego stopnia żebym uciekała w popłochu z restauracji, ale gdy się pożegnaliśmy poczułam coś w rodzaju ulgi. Nie, to zdecydowanie nie jest facet dla mnie – pomyślałam i pomaszerowałam do domu (bo nawet odwieźć się nie pozwoliłam). To, że do drugiego spotkania w ogóle doszło można zawdzięczać jedynie jego upartości (albo braku wystarczającej asertywności z mojej strony). Serce drgnęło mi dopiero na trzeciej. A po trzech miesiącach wiedziałam już, że trafiłam na naprawdę wartościowego człowieka, który wbrew pozorom ma więcej zalet niż wad, którymi mnie zraził w pierwszym kontakcie… W moim przypadku była to właśnie miłość od drugiego wejrzenia. ;-)
Pewnie też znacie ludzi, o których można powiedzieć, że „zyskują przy bliższym poznaniu”. Czyli innymi słowy, pierwsze wrażenie nie jest ich mocną stroną. Ale potem okazuje się, że warto było dać jej czy jemu drugą szansę…
W swoim burzliwym życiu zaliczyłam jakiś pierdyliard randek, w dużej mierze z osobami poznanymi gdzieś w sieci (na portalach randkowych, forach i nie tylko). I zwykle pierwsze spotkania były oceniane zero-jedynkowo. I przeze mnie i przez moich towarzyszy. A w zasadzie musiały być. Bo albo umawiamy się znowu albo nie. Krótka piłka. Tylko jeden jedyny raz trafiłam na faceta, który powiedział otwarcie „nie wiem”. Szczerze przyznał, że pierwsze spotkanie było miłe, ale że nie jest w stanie na tym etapie ocenić czy coś z tego będzie czy nie, więc proponuje spotkanie drugie, rozstrzygające. Egzaminu poprawkowego niestety nie zdałam, choć z perspektywy czasu chyba obojgu nam to wyszło na zdrowie. Ale pewnie jeszcze długo będę o nim pamiętać, bo był autentycznie niezwykłym, fascynującym człowiekiem.

Wielu ludzi ma jednak pełną świadomość tego, że pierwsze wrażenie robi się tylko raz, więc… warto zrobić jak najlepsze. Dlatego robią makijaż nie tylko swoim buziom, ale i życiorysom – podkoloryzują osiągnięcia, kamuflują wady, ubarwiają swoją codzienność… Potem okazuje się, że James Bond poznany na nocnej imprezie, w świetle poranka okazuje się być zwykłym Kowalskim z przedmieścia. A przecież naturalnym jest, że początek znajomości determinuje również oczekiwania, jakie ma się wobec drugiej osoby. Z jednej strony nie chcemy obniżać partnerowi poprzeczki, a z drugiej trudno budować związek z kimś, przy kim ciągle trzeba „wciągać brzuch”.

Zdarza się jednak i tak, że im bardziej staramy się dobrze wypaść, tym gorzej nam to finalnie wychodzi. Poczucie presji, starania, przygotowywania i oczekiwania zabijają nasze prawdziwe „ja”, naszą spontaniczność i fantazję… Chcąc wywrzeć dobre pierwsze wrażenie, osiągamy skutek odwrotny do zamierzonego i pozostaje mieć nadzieję, że będzie jeszcze szansa wywrzeć drugie…

Czy więc lepiej całować żabę, mając nadzieję, że zamieni się w księcia, czy uganiać się za księżniczką, która po północy może zamienić się w brudnego Kopciuszka?… ;-)

13 Komentarze

  1. Powiem może przewrotnie, że pierwsze wrażenie może być przereklamowane. Kilka razy zdarzyło mi się i pewnie innym osobom z mojego otoczenia, że osoba sprawiająca pozytywne wrażenie przy pierwszym spotkaniu, okazywała się kimś zupełnie innym po bliższym poznaniu. I takie rozczarowanie bywa bolesne.
    Zdarza sie także, że trema czy chęć zrobienia jak najlepszego wrażenia powodują skutek odwrotny. Mój własny przykład z młodości dowodzi, że zawsze warto być sobą, bo gdy posłuchałam kiedyś rady koleżanki, to omal nie straciłam ukochanego…

    • Zgadza się – nawet jeśli moje pierwsze wrażenie nie jest najlepsze, to przynajmniej jest moje, a nie wykreowane przez koleżankę. A przecież są nawet kursy i książki uczące, jak właśnie wywierać odpowiednie pierwsze wrażenie. Tylko, że rzadziej już uczą jak wywierać drugie i trzecie… więc wtedy wychodzi szydło z worka…

  2. Do dziś pamiętam, jak patrzy na mnie z góry, bo byliśmy w górach :) Nie miał żadnego powodu, żeby mi się tak bezczelnie przyglądać. Po latach opowiedział mi, jak dokładnie pamięta tamten moment, kiedy pierwszy raz się zobaczyliśmy. Tylko, że nie było wspólnego razem i szczęśliwie. Raczej wprost przeciwnie.

    • Zawsze mnie fascynowało, gdy ktoś był w stanie ze szczegółami odtworzyć np. w co była ubrana dana osoba podczas pierwszego spotkania. Oczywiście chodzi raczej o przypadki, które zakończyły się happy-endem. Ale różnie w życiu bywa…

  3. Mówisz, że mężczyźni od razu wiedzą? Ja się spotkałem z sytuacjami odwrotnymi – po godzinie lub dwóch rozmowy w kawiarni otrzymywałem informację, że ona już wie i teraz mam się decydować – jesteśmy razem lub nie. Dla mnie dwie godziny, nawet miłej rozmowy w kawiarni, to nie wystarczający czas, aby z kimś się wiązać…

  4. Temat jest obszerny, więc i moja opinia jest subiektywna.
    Myślę, że nie warto ani całować żaby, ani uganiać się za księżniczką. Brutalnie pisząc: „Życie to nie je bajka, życie to je bitwa”. Nic nie da pierwsza, druga, czy nawet czterdziesta druga randka, bo nie da się przewidzieć jak na przestrzeni następnych lat rozwiną się osobowościowo kandydaci do związku, i jakie los postawi przed nimi zadania. To jest Wielka Gra, a szanse mniejsze niż w Toto Lotku.
    Byłbym za „pierwszym wrażeniem”, bo intuicja nie zawodzi tak jak życie, ale jak wiadomo ze statystyk i psychosocjologicznych badań, kandydaci do związku zwracają uwagę na zupełnie inne przymioty. W olbrzymim stopniu uogólniając, on optycznie doszukuje się w niej parametrów kobiecości pozwalających na urodzenie, wykarmienie, i wychowanie dzieci, a ona sprawdza jego zdolności do utrzymania rodziny. W praktyce jednak wszystko może się obrócić dokładnie o 180 st., dlatego jest to takie pociągające … ;)

    • Zgadzam się, że warto ufać swojej intuicji, nawet jeśli łączy się ona z pewnymi atawistycznymi naleciałościami. A przyszłości i tak nie przewidzimy…

  5. Ja zdecydowanie twierdzę, że nie należy ulegać pierwszemu wrażeniu. Wiele razy mi się zdarzyło, że ktoś zrobił wrażenie takie sobie, albo odniosłam wrażenie, że ja tej osobie nie bardzo odpowiadam, a było odwrotnie. Nie myślę tylko o sprawach damsko-męskich. Pewnie nie zaprzyjaźniłabym się z moją najlepszą przyjaciółką gdybyśmy obie uwierzyły w pierwsze wrażenie. Tymczasem jesteśmy sobie bardzo bliskie od dawna.

    • Twój komentarz uświadomił, że moja najlepsza przyjaciółka też początkowo nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia… a przyjaźnimy się już jakieś 20 lat. ;-)
      Zresztą kiedyś od pewnej dobrej znajomej usłyszałam, że pierwsze wrażenie nie jest moją mocną stroną – i pamiętam, że długo się zastanawiałam, czy to tylko jej subiektywna ocena czy ogólnie nie jestem najlepiej odbierana… Ale myślę, że efekt pierwszego wrażenia jest wypadkową działań wywierającego i odbierającego to wrażenie…

  6. Kiedyś gdzies przeczytałam, że gdyby kobiety dawały pierwszeństwo tym, którzy je kochają, przed tymi, których one kochają, świat byłby znacznie piękniejszy. I chociaż nie zgadzam się w całości, to coś w tym jest… i dawanie drugiej szansy, czy też robienie drugiego dobrego wrażenia ma sens.

  7. …przeczytałam pobieżnie zarekomendowane, przez fakt kredytu zaufania jakim panią z jakichś , niejasnych względów obdażyłam. Zniesmaczyło mnie opowiadanie , takie odniosłam wrażenie , z Pani życia…nienawidzę takich relacji wtrącanych pomiędzy zwyczajne rozmyślania bo jest to dla mnie jak gdybym rozmawiała z panem ,który nagle, bez ostrzeżenia zaczyna bawić się i zachwycać swoim przyrodzeniem. Nawet jeśli owo niczego sobie, to sytuacja mnie zawsze zniesmacza.
    Przez owo zniesmaczenie, kompletnie nie wiem o czym była reszta…i wracała nie będę.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.