Na kocią łapę

Po czym poznać, że już jesteś dorosły? Twoi znajomi żenią się i rozwodzą, zamiast po prostu spotykać się i rozstawać. To jeden z ulubionych dowcipów mojego przyjaciela. Przyjaciela, który notabene niedawno rozstał się z narzeczoną. W tym przypadku do ślubu nie zdążyło dojść, jednak wielu moich znajomych czy rówieśników obrączkę na palcu już dawno ma, kilkoro też zdążyło swoje małżeństwo już zakończyć. Są też jednak i tacy, którzy żyją na przysłowiową „kocią łapę”.

Etymologiczne pochodzenie zwrotu „żyć na kocią łapę” nie jest jednoznaczne. Zapewne wzięło się stąd, że kot (w odróżnieniu np. od psa) jest zwierzęciem niezależnym – przychodzi do swojego pana, kiedy ma na to ochotę i odchodzi, kiedy zechce. Przypisywanie kotom niestałości, braku wierności i przywiązania prawdopodobnie stoi u podstaw tego frazeologizmu. Jednak samo znaczenie i kontekst użycia jest jasne dla wszystkich – para nie wzięła ślubu, żyje i mieszka wspólnie, ale nie formalizuje swojego związku. Z różnych przyczyn.

Po co nam papierek?
Wiele par nie czuje potrzeby formalizowania swojego związku ani w urzędzie ani w kościele. I to pomimo faktu, że w świetle prawa konkubent ma wciąż mniejsze prawa i przywileje niż współmałżonek. Znam pary, które mają na ten temat całe teorie i przekonują, że małżeństwo częściej niszczy miłość niż ją cementuje. Na pewno trudno jest obalić argument, że akt ślubu nie jest gwarantem szczęścia i trwałości związku. Choć w tym zakresie duże znaczenie ma oczywiście samo podejście do instytucji małżeństwa – jeśli dla kogoś to święty sakrament i nierozerwalna umowa, to raczej nie znajdzie wspólnej płaszczyzny do rozmowy z kimś, dla kogo to rzeczywiście to tylko formalność polegająca na załatwieniu przysłowiowego „papierka”.
Takie pary często spotykają się z naciskiem ze strony otoczenia, aby jednak o te formalności zadbali. Bo co w razie wypadku, bo dla dobra dzieci, bo przecież tak łatwiej z kredytem, spadkiem, pitem… No i skoro ten papierek tak dla Was nic nie znaczy, to przecież równie dobrze możecie go mieć, prawda?… Zwłaszcza osobom wierzącym trudno przejść do porządku dziennego nad faktem, że ich syn, sąsiadka, kuzyn czy bratanica szwagra żyją na „kocią łapę” i nie zamierzają tego zmienić.

Wieczni narzeczeni
Są też pary, które wcale nie negują instytucji małżeństwa, ale… jakoś im się do niego nie spieszy. Mieszają już ze sobą od ładnych kilku lat, ale na wszelkie pytania o małżeństwo odpowiadają wymijająco. Czasem właśnie dla świętego spokoju się nawet zaręczają, ale data ślubu wciąż pozostaje odległą niewiadomą. Czasem przyczyny zwłoki są dość oczywiste (np. narzeczeni są rozwodnikami, więc nie spieszno im do kolejnego weselicha), czasem bardziej subiektywne lub w ogóle kompletnie niezrozumiałe dla otoczenia. Niestety bywa i tak, że za takim stanem rzeczy kryje się niepewność co do tego, czy faktycznie chce się być z tą drugą osobą już do końca życia – bo to może już bardziej przyzwyczajenie i strach przed samotnością niż miłość?…

To skomplikowane
Są też pary, które chętnie by sformalizowały swój związek, ale z różnych przyczyn jest to utrudnione. Czasem w grę wchodzą sprawy religijne, prawne, finansowe… Często bywa tak, że para może wziąć „tylko” ślub cywilny, bo kościelny nie zostanie im udzielony. Jednocześnie znam np. parę wdowców, którzy wzięli wyłącznie ślub kościelny, nie zdecydowali się zostać małżeństwem również w świetle prawa, bo zbyt dużo było zawiłości finansowych, nie chcieli również komplikować ewentualnych spraw spadkowych. Tak więc czasami udaje się trudności jakoś obejść, a czasem niekoniecznie…

Przyczyn życia na kocią łapę może być oczywiście dużo więcej. Podobnie jak argumentów za i przeciw. Bo zwykle każdy ma na ten temat jakieś swoje zdanie. Czy jednak wypada nam się wtrącać w cudze życie i doradzać lub odradzać małżeństwo? Zwykle takie dobre rady i uwagi biorą się z troski i życzliwości i nie ma w nich złej woli. Jednak różnie mogą być odebrane. W końcu związek to dwie osoby, które się kochają i to one powinny podejmować wspólnie decyzje dotyczące ich przyszłości. Największym dramatem nie jest więc wścibska sąsiadka czy stara ciotka grzmiąca o życiu w grzechu, ale… brak jednomyślności w związku. Jak długo oboje partnerzy mają spójne podejście do instytucji małżeństwa, do jego wagi i zasadności jego zawierania, to nikomu nic do tego. Problem zaczyna się wówczas, gdy jednej stronie zależy na obrączce, a druga nie ma takiej potrzeby lub wręcz jest temu przeciwna. Czasem od takich debat o ślubie i weselu zaczyna się wręcz droga do rozstania…

Jeśli para chce być razem to będzie, a jeśli postanowi się definitywnie rozstać, to się rozstanie i żadne uprawomocnienie tu nie pomoże ani nie przeszkodzi. Nie ma co wchodzić z buciorami w czyjeś życie i łóżko, bo to nie nasz związek i przyszłość. Chyba, że hołdujemy zasadzie niczym w starym dowcipie „ożeń się, nie możesz się mieć lepiej niż ja”. ;-)

58 Komentarze

  1. …zauważyła Pani ile rodzajów związków zawarła w swoim pisaniu a to wszak nie wszystkie . Czemu to służy?….usprawiedliwieniu ? Czemuś więcej?
    Kiedyś związałam się z cudowną kobietą i by nasz związek okazał się trwały i nierozerwalny wzięłyśmy razem kredyt na mieszkanie. Kredyt mam ,mieszkania udaje się nie sprzedać a kobieta…ech…. Przeczytałam niedawno ,że jest Pani staromodna…czyż nie było by lepiej gdyby te relacje były po staromodnemu. Chłop z babą to małżeństwo…tak przyszło mi teraz do głowy gdyby zamieszkanie razem z automatu uznawało takie spotkanie za małżeństwo i wiązało z tym sto procent małżeńskiej odpowiedzialności….finansowej, moralnej i jakiej tam trzeba….ale postrach na ludzkość by padł….ha ha ha ha ha ha ha
    Nic gorszego jak odpowiedzialność,nie może nam się przytrafić….”…”

  2. Takie związki to zwykłe oszukiwanie siebie niby są razem a nie przysięgają sobie miłości i wierności ktoś tu zawsze oszukuje i zwodzi najczęściej mężczyzna….

    • To ci kometarz, my jestesmy razem juz prawie 20 lat i to nie na niby – razem, nie musimy tego udowadniac przed nikim, nie musimy publicznie przysiegac, podpisywac aktu rejestracji. Nie oszukujemy sie, nie zwodzimy, po prostu kochay sie i mieszkamy razem, taki zwiazek;)

  3. TAKIE MIESZKANIE PRZED ŚLUBEM JEST BARDZO ZWODNICZE SZCZEGÓLNIE DLA KOBIET…BO FACET SOBIE UŻYWA DO WOLI ONA SIĘ ZACHOWUJE JAK ŻONA A ON WCALE NIE CHCE SIĘ ZOBOWIĄZYWAĆ….A LATA LECĄ….DLA KOBIET TO FATALNA SYTUACJA…..

  4. Temat rzeka.
    Znam kilka wieloletnich związków, które rozpadły się zaraz po ślubie. Coś musiało się zmienić, to nie był przypadek.
    Mam pewne podejrzenia (choć daleko mi do Korwina Mikke), że to jednak kobiety po ślubie się zmieniają. Są pewniejsze, bardziej egzekwują swoje prawa. Skoro nie zrobiły tego wcześniej, w okresie pierwszej miłości, to teraz to wygląda źle. Tak jakby dopiero z obrączką nabyły tych praw. A faceci tego nie lubią i winą obarczają właśnie ślub.
    Ale nie spotkałam się z tym, że kościół udziela ślubu bez papierka cywilnego, czy bez ślubu dwa w jednym. Zawsze wymagano najpierw zaświadczenia z USC. Może o czymś nie wiem…

    • Cóż, podstawową przyczyną rozwodów jest ślub. ;-)
      A co do wspomnianej pary to jest to autentyczny przypadek – ale chodziło o parę wdowców, już starszych osób, wiadomo było że już nie będą mieć dzieci itp… może to były jakieś „okoliczności łagodzące”, że takiego ślubu im udzielono.

    • Helen no widzisz i tutaj jest ;pies pogrzebany; Piszesz ze po slubie kobiety sa pewniejsze siebie i wice wersa,meszczyzni tez)))) Dlaczego to po zlegalizowaniu zwiazku mezowie odrazu sie rozleniwiaja, dlaczego krytykujesz kobiety wy meszczyzni nie jestescie lepsi po slubie oczywiscie mowie o zwiazkach z 10 letnim Minimum stazem ,zauroczenie przechodzi, milosc pomalu wygasa i na starosc wymienia sie taka partnerke na mlodsza ,ladniejsza i co wtedy z ta partnerka ,ktora tez rodzila dzieci wychowywala, ddbala o dom rodzinny,na starosc panowie znudzeni codziennoscia odchodza do innej mlodszej i co wtedy jak sie nie ma slubu pakujesz walizki i jestes wolny jak ptak ,dla was to dobry uklad zycie na kocia pale,ale dla kobiety juz niekazdy z nas musi myslec o starosci ,bo lata mlodosci szybko mijaja

  5. Moze ja kilka slow w tej kwestii.kiedy sie jest mlodym i zdrowym to oczywiscie mozna zyc na kocia lape,pytanie tylko co sie stanie kiedy zdarzymy sie zestarzec i nagle uswiadmiamy sobie,ze jestesmy w potrzasku,bo zycie potrafi pisac scenariusze,takie jak choroba partenra,czy nagla smierc i co wtedy ,caly nasz zyciowy dorobek czasmi idzie w rece najblizszej rodziny,a jak Partner np byl po rozwodzie ,zaraz zjawia sie byla zona z dziecmi z pierwszego malzenstwa i Ty musisz sie wyniesc ,bo wszystko dziedziczy byla zona,albo kiedy Partner zachoruje i nie daj Bog wyladuje na R-ce Ty nie masz prawa do zadnych informacji na temat jego stanu. Dlatego trzeba sie dobrze zastanowic, ja osobiscie uwazam,ze malzenstwo powinno byc zlegalizowane ma to swoje dobre strony rodzina jest podstawowa komorka panstwa.

  6. Nie wtrącałabym się do niczyich decyzji, ale zdanie swoje mogę mieć i zaprezentuję :) osoba, która chce żyć na kocią łapę, bez „papierka” daje wyraźny sygnał, że nie chce brać odpowiedzialności za drugą osobę, wspólne życie, ewentualne dzieci. Nieważne, co mówi i obiecuje, liczą się fakty. A fakt jest taki, ze świadomie czy podświadomie boi się poprzeć swoje ustne zapewnienia o miłości urzędowym podpisem. Dla mnie to bardzo wyraźny sygnał, że na tej osobie nie mogę polegać. Oczywiście, małżeństwa się rozpadają, ale przynajmniej przy ślubie mam jakiś dowód zaangażowania, dobrej woli, wiary w to, że będziemy żyć szczęśliwie, wspierając się wzajemnie. A zwolennik/niczka kociej łapy nawet na chwilę nie chce tej wiary okazać…

    • Rzeczywiście, ślub to przede wszystkim DECYZJA. A decyzja wymaga i przemyślenia i ponoszenia jej konsekwencji, daje też (choć może złudne) poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, skoro obie strony świadomie i dobrowolnie dokonały takiego właśnie wyboru. A życie na kocią łapę czasem jest decyzją a czasem jest wynikiem zbiegu okoliczności, wydarzeń i przyzwyczajenia…

  7. „Kocia łapa” jest dobra na krótkich dystansach, bo wymusza większą dozę wzajemnego szacunku i poważania. Gdy podejmuje się jakieś długofalowe przedsięwzięcia (kredyty, inwestycje) to wtedy na gwałt potrzebna jest rodzina z papierami … ;)

      • @Pojedyncza
        Ale się narobiło! Nie zaglądałem od wczoraj, więc nie bardzo jestem w kursie, a ponieważ rzecz dotyczy „papierka”, którym nieopatrznie się podparłem ( ;) :-D ), więc wyjaśniam.
        Tak, masz rację, papierek kojarzy się także z wymagającą procedurą uzyskania pozwolenia na broń, kto to przechodził ten wie o co chodzi. ;) Jednak ten sam papierek (czyli wyciąg z USC) jest drobiazgiem, gdy staramy się o kredyty na inwestycje przekraczające wartość jednego mieszkania. Wtedy liczą się poręczenia osób najbliższych, związanych prawem spadkowym.
        Jeszcze poważniej robi się, gdy w „grę” wchodzą prawa własnościowe do wielkich korporacji, albo kandyduje się na ważne stanowiska państwowe. Podkreślam kandyduje, a nie korzysta z usług „znajomego króliczka”. Wtedy „kociołapowcy” nie mają żadnych szans, i chyba nikogo trzeźwo myślącego to nie dziwi. I to, i tylko to, miałem na myśli pisząc o „krótkich dystansach” i „rodzinie z papierami”.

    • Weszlam na ten blog i patrze, a tu wiele komentarzy pisanych tylko dlatego, ze ma sie chyba uprzedzenia do niesformalizowanych zwiazkow. My zyjemy na 8 kocich lap (mamy dwa koty:), jest dom, jest kredyt, sa wakacje, jest normalne zycie i nic na gwalt:)

      • …tak , jak mam uprzedzenia do związków a może nawet inaczej. Jedno wielkie uprzedzenie do związków bez odpowiedzialności ale nie bym chciała zmusić kogoś do legalizacji wszak i ja zalegalizować nie…nie to ,że nie mogę , nie chcę mojego zalegalizować. Nie sądzę by to kogoś zainteresowało, czy czy zwróciło uwagę jednak, moim zdaniem człowiek powinien żyć według zasad. Norm. Ci których stać na przeciwstawienie się, którzy są zdolni wziąć odpowiedzialność, mogą ,żyć inaczej i nie ma sensu wytykać ich palcami bo chyba jest to większe wyzwanie niźli sformalizowanie związku jednak nie powinnyśmy wywracać świata do góry nogami. Niech ma jakieś fundamenty a jeśli ktoś chce budować na piasku, jego prawo a czego im życzę, by nie przyszedł wielki wiatr i wielka woda i nie zmył tego na piasku związku.
        bb- uprzedzenia?…jakoś nie dostrzegłam żadnych…Pani wola jak żyję…co więcej…ja z kobietą o jednej lodówce i jakoś żadnego kwestionującego komentarza nie dostałam.
        Czasem mam wrażenie i chyba słuszne…Ci żyjący po swojemu, wg swoich decyzji, robią tak wiele zamieszania wokół tego jak gdyby byli pępkami świata a nie są .Ja nie jestem. Szanujmy siebie nawzajem ale nie zapominajmy jaki jest fundament.

        • Zamieszanie? Chyba zle mnie odebralas. Fundamenty? – dla jednych jest to papierek. dla innych zwykla decyzja. Dla mnie zwiazek bez rejestracji to nie jest automatycznie zwiazek na piasku. To czy ludzie sie rozstana chyba nie zalezy od plci, czy od sposobu lub braku rejestracji, tylko od jakosci zwiazku i szacunku oraz milosci, co w sumie na jedno wychodzi.

          • Nie odebrałam Pani źle. Myślę,że bardzo dobrze a respons zawierał niezrozumienie, może z mojej winy, mojego stanowiska. Mam na myśli , że nie powinniśmy zmieniać faktu ,że najważniejszym i podstawowym związkiem, jest małżeństwo usankcjonowane danym słowem. Specjalnie mówię danym słowem bo chociaż by w kościele, przysięga się sobie w obecności innych i prosi się Boga o błogosławieństwo. To jest fundament…i słowo dane sobie przy wielu. Wszystko inne winno być taktowane jako część tej właśnie doskonałości bo nie ulega kwestii ,że jest to doskonałość. Prawo stanowione przez ludzi, może traktować różne formy bycia razem jednoznacznie ale to oni, którzy dali sobie słowo wobec Boga , wobec ludzi. Są i niech tak zostanie , formą podstawową …lepszej nikt nie wymyślił…
            Proszę wybaczyć, że jestem zdania którego sama nie przestrzegam z pewnych względów jednak może dlatego inny będzie miało wydźwięk to co myślę.
            Ja bym chciała wobec ludzi, wobec Boga…nie mogę….Pani może a tego nie robi…w pewnym sensie coś nas łączy ale to chyba praca dla kogoś kto ma więcej rozumu niż ja by to rozwikłał.
            PS…Gwoli formalności…nie wspomniałam o żadnym papierku…lecz o słowie…które tak bardzo traci na wartości…tak bardzo…

            • Moze sie troche nie zrozumialysmy, a moze mamy inne podejscie do zycia. Dla mnie najwazniejsza jest uczciwosc w stosunku do Partnera, dla niego tez. Moj Partner jest po rozwodzie, slub byl zbyt pochopnie, zauroczenie pomylone z miloscia. Jestesmy obydwoje ateistami, ale nie myslimy o slubie cywilnym, nie jest nam do niczego potrzebny, co nie znaczy, ze jestem przeciwna rejestracji zwiazkow, jednak nie patrze na malzenstwo jako na fundament, to prawda. Slowo dane w jakims kosciele,czy innym miejscu niestety nie jest gwarantem udanego zwiazku, gwarantem jestesmy my – osoby w zwiazku i albo to powaznie i z uczuciem traktujemy, albo . . . jestesmy ze soba dla pieniedzy, dla wygody – mozna powody mnozyc. Fakt slowo / przysiega to dla niektorych tylko slowo, mimo to jest jeszcze jedno ale, do milosci nie mozna nikogo zmusic, wiec jezeli nastepuje rozpad zwiazku to lepiej uczciwie sie rozstac, choc nie zawsze tez jest to latwe ani mozliwe. Ja i moj Partner osobiscie uwazamy, ze w Polsce, jak i w wielu innych krajach powinny byc dopuszczone do rejetracji zwiazki partnerskie bez wzgledu na plec, inaczej jest to dyskryminacja. Kazdy dorosy czlowiek pownien miec mozliwosc wyboru czy chce zformalizowac zwiazek, czy nie.

  8. Aha, co do tego udzielania informacji w szpitalu: lekarzowi wolno udzielać informacji tylko osobie, którą chory upoważnił do uzyskiwania informacji i jest to wpisane w dokumentację! Nikogo więcej. Jeśli chory upoważnił np sąsiadkę czy kumpla od piwa, a nie wpisał nikogo z rodziny, to lekarzowi wolno rozmawiać z sąsiadką czy kumplem, ale rodzinie ani słowa! bo chory nie upoważnił.
    Nie jestem pewna, jak wygląda sytuacja, gdy chory trafia do szpitala nieprzytomny i nie ma jak kogoś upoważnić.

    • Potwierdzam, ostatnio wylądowałam w szpitalu i miałam możliwość upoważnienia dowolnej osoby. Ale gdybym trafiła tam nieprzytomna to już pewnie inaczej by to wyglądało…

  9. Ale mnie temat nakręcił, hi, hi…
    O tych, co to wzięli ślub i wkrótce się rozwiedli. Często jest tak, że para sobie żyje razem, bez ślubu, jest ok, a w pewnym momencie pojawiają się problemy i para decyduje się na ślub, jako taki trochę desperacki środek ratowania związku. Ślub, przedsięwzięcie stresujące samo w sobie, a do tego obarczone różnymi mitycznymi oczekiwaniami ( żyli długo i szczęśliwie, nie mieli już żadnych zmartwień ;)), nie uratuje związku, który się z takich czy innych powodów sypie. Raczej rozwali go do reszty.
    Psuło się od dawna, ale winą za rozpad związku obarcza się ślub, bo rozstali się dopiero po ślubie…. a ja myślę, że i bez ślubu też by się rozstali.

  10. Czy ze ślubem czy bez to prywatna sprawa par, a jeśli problemy im dokuczają, to rozwiązanie leży w ich gestii, nie należy w każdym razie dopytywać, ani nalegać, to samo dotyczy posiadania dzieci.
    względy religijne przestały lub przestają mieć znaczenie nawet u osób wierzących. Tyle sie wartości na tym świecie pogmatwało, ze naprawdę sa większe zmartwienia czy oni po ślubie czy na kocią łapę…
    Czy tak naprawdę, przysięgając mamy 100 % pewności? Chyba nigdy jej nie ma, nie oszukujmy się…

    • …nie dlatego przysięgamy ,że mamy sto procent pewności a dlatego że chcemy wytrwać i chcemy do tych stu procent dotrzeć…Że ja dla niej chcę i obiecuje w tym wytrwać .Nie jesteśmy ideałami ale chcemy nimi być…

      • Wytrwać za wszelką cenę i mimo wszystko? Tutaj starać się muszą obie strony, a jeśli jedna nie dotrzymuje umowy? Przysięga przysięgą, a życie życiem, poza tym to nie kontrakt handlowy, dlatego trochę śmieszy mnie przyznawanie medali za długoletnie pożycie, nigdy bym takiego nie przyjęła…

  11. Nie spodziewałem się, że temat życia na „kocią łapę” wywoła aż taką dyskusję i aż taką niechęć do ludzi żyjących w konkubinacie. Rzeczywiście nasze państwo dość podle traktuje ludzi żyjących w związkach nieformalnych i nie mamy na to wpływu. Jeżeli para nieformalna jest rozsądna, to przygotuje się na wszystkie nieszczęścia zawczasu za pomocą upoważnień, testamentów i innych zabezpieczeń. Przeważnie jednak mało kto jest aż tak rozsądny.
    A sam wybór – małżeństwo, czy kocia łapa? Naprawdę jest to wybór dwojga ludzi. Dwojga dorosłych ludzi posiadających wolną wolę oraz prawo o decydowaniu o własnym życiu. Jeżeli oboje są zgodni w swoim wyborze, to nie oceniajmy pochopnie.

    • „nasze państwo dość podle traktuje ludzi żyjących w związkach nieformalnych.
      ‚..a nie jest może prawdą ,że żyjący w związkach nieformalnych traktują się podle ? Wiedzą jak jest. Znają prawo itd….sami decydują się na życie po swojemu. W imię czego mniejszość ma być dopieszczana a większość traktowana po macoszemu?
      Mówi pan jak złodziej obrażony na prawo które łamie…i wrzeszczy że go dotyka.

      • Widzisz, RP to wolny kraj i to co bylo jedyna sluszna forma zwiazku wiele lat temu, teraz sie zmienilo. Nie chodzi tu o dopieszczanie kogokolwiek / czy jakiejkolwiek formy zwiazku tylko o rownosc, rowne prawa, rowne traktowanie. W wypowiedzi Hegemona nie bylo takiego wyedzwieku, jakiego Ty nadalas. Nie bylo prosby o dopieszczenie, czy „macoszenie”, a porownanie tych pogladow do zlodziejstwa i uzywanie to troche za duzo, jak na kulturalna wypowiedz.
        Jezeli chodzi o podle traktowanie w zwiazkach to nie jest ono przypisane do formy zwiazku, czy sposobu zawarcia, miejsca, obrzadku itp. Brak slubu nie zaklada podlego traktowania, jak i zawarcie slubu nie jest gwarantem na udany zwiazek, na milosc i szacunek, niestety. Nie traktujmy wiec siebie plemiennie my – wiekszosc malzenstwa – oni mniejszosciowi „kociolapowcy”. Kazda forma zwiazku, o ile nie narusza wolnosci drugiego czlowieka powinna byc respektowana.

    • W Polsce konkubinat ma na na dzien dobry pejoratywny wydzwiek, patologia, pijanstwo itp – zdarza sie, jak niestety wszedzie, ale nie musi i nie jest to norma. My juz przyzwyaczailismy swoich rodzicow, ze zyjemy jak chcemy i jak mozemy:). Kilkanascie lat bez slubu, dwa koty, brak dzieci – nasz wybor. Chce tylko zaznaczyc, ze bardzo lubimy dzieci, cenimy zgrane malzenstwa ale, nie wszystko, co sie lubi, trzeba od razu miec. Forma prawna rozwiazujaca wiele kwestii zostala juz dawno zastosowana:)

      • -bb… opadły mi ręce. Mój pogląd, moje postrzeganie a że porównanie do złodzieja…gdzież problem….przerysowanie. Tak oczywiście ale w jakimś celu. Jeśli klnę to też w jakimś celu i przyznam że rzygać mi się chce słysząc wypikiwania w tv, zarzuty braku wychowania w stosunku do kogoś kto mówi, bo inaczej nie umie, przecinkami.

        „Kazda forma zwiazku, o ile nie narusza wolnosci drugiego czlowieka powinna byc respektowana.”
        Matki z córką…ojca z córką…brata z siostrą…też ? jeśli maja na to ochotę ?….
        Związek ze zwierzętami też niektórym odpowiada …moze dać im ślub.

        • Pozwolisz, ze nie bede komentowala tego, co napisalas o zwierzetach i kazirodztwie, nie zanizajmy poziomu dyskusji. Pozdrowienia.

          • a dlaczego nie skomentować…wszak może taka relacja nie naruszać niczyjej wolności…słyszałam przyzwolenie publiczne do kazirodztwa…dlaczego mamy wolnym ludziom przyjemności zabraniać ?

            • Ponawiam prosbe, prosze nie stawiac znaku rownosci pomiedzy zoofilia, a zwiazkiem dwojga ludzi. Zoofilia, tak jak pedofilia, czy czesto kazirodztwo nie jest zwiazkiem – jest wykorzystywaniem bezbronnosci drugiej strony. Nie zabraniam przyjemnosci wolnym i swiadomym tego co robia ludziom, nie wnikam w niczyje prywatne sprawy. Nietykalnosc cielesna oraz wykorzystytywanie innych to nie jest temat tego watku. Prosze mi wyjasnic jednak, dlaczego Pani ma od razu takie skojarzenia???

      • …czytam pejoratywność konkubinatu i przyszło mi do głowy, może głupi pomysł ale konsekwentnie do mojego postrzegania. Jesteśmy razem, bez papierku bez ślubu itd ale jesteśmy po słowie,że chcemy być ze sobą dlaczego nie mówić o sobie wtedy mąż ,żona ?….Zniknął by konkubinat…

        • Nie, nie zniknalby, on (ow kokubinat:) jest i wiele par wybiera taka forme zwiaku. Tak jak zycie w pojedynke, a etykietka stara panna czy stary kawaler tez nie byla kiedys komplementem. Teraz mowi sie singiel i to brzmi o wiele bardziej przyjemnie:). Nomenklatura nomenklatura, ale moim zdaniem nie powinno sie oceniac czlowieka od wzgledem jego statusu cywilnego, tylko kim sie jest.
          BTW my nie jestesmy po slowie, my rozumieny sie bez slow:)

  12. Prośba do właścicielki bloga. Jeśli nie mam prawa do wypowiadania się tak jak umiem, jak uważam za właściwe, za właściwe do wyrażenia mojego zdania . Jeśli na Pani blogu ma panować poprawność polityczna prowadząca do mordowania wolności to proszę mi to wprost napisać i najlepiej poprosić o niepojawianie się. Nie mam zamiaru się zmieniać czy dopasowywać . Jestem jaka jestem czy to się komuś podoba czy nie dlatego proszę by ustosunkowała się Pani co do mojej obecności.
    Dziękuję.
    PS
    Wiem ,że czasem wprowadzam zamęt . Możliwe ,że nie umiem inaczej dlatego proszę o Pani werdykt.

    • Emocje, jakie wzbudził powyższy post przeszły moje najśmielsze wyobrażenia i oczekiwania… Zdecydowałam się nie moderować tej dyskusji właśnie po to, aby dać wszystkim czytelnikom możliwość wyrażania swoich poglądów i uwag. Nie chciałabym jednak, aby ta wymiana zdań przerodziła się w obraźliwą jatkę, więc apeluję do komentujących o kulturę i trzymanie poziomu wypowiedzi. Dziękuję.

  13. …a ja bym była i za jatką taka ze sztachetami jak to Stachura opisywał i z wódką jaką inni notowali. Z prawdą słów wypowiadanych, z prawdą gestów.Że kogoś zaboli, że kogoś obrazi, że kogoś doprowadzi do szału .a potem po wszystkim by spokojnie napić się wody, kawy , herbaty, Opatrzeć sobie nawzajem rany bo jak by nie kombinować myśmy Polki, Polacy. Te miałkie dyskusje by nikogo nie urazić, krzywdy nikomu nie zrobić i zdania swojego w sumie nawet czasem nie móc wypowiedzieć obrzydliwymi są dla mnie i udzielający się bezpłciowi z towarzystwa wzajemnej adoracji co to w zaciszu domowego ogniska gromy rzucają i łaciną oborową oklejają każdy milimetr ścian.
    Apeluje Pani…a ja proszę by Pani nie apelowała bo to przez wzgląd, zakłada kajdany, mi przynajmniej, bo jeśli mnie kto prosi, kule się w sobie i odchodzę. Jak zostać kiedy innam…nie przystaję do reszty bo sprzedać siebie za jakąś znajomość…niepodobna.

    • A ja nie jestem przekonana, że okładanie się sztachetami zawsze jest takie twórcze, wzniosłe i budujące… Ten blog jest otwarty dla wszystkich, niezależnie od poglądów, ale bijmy się na argumenty, na opowieści i stanowiska – a nie na sztachety inwektyw.

  14. jaka szkoda ,że nie jestem zrozumiana tak jak bym tego chciała jednak kiedyś trzeba dać sobie spokój i zamknąć rozmowę nie przynoszącą postępu, będę uprzejma, z mojego powodu. Niech ktoś bawi się ładnie, grzecznie i uprzejmie …dobranoc.

    • Przepraszam Cie, jezeli sie myle. Mama jednak takie moje subiektywne wrazenie, ze myslisz forme z trescia i kulture wypowiedzi wciskasz w ramy poprawnosci politycznej. Czy uwazasz, ze kulturalna wymiana zdan to cenzura itp? Czy uwazasz, ze dyskusja bez ostrych slow to nie dyskusja, to objaw slabosci? Ja widzisz wole usmiechnac sie i zrozumiec, niz obrazic. Ja wole powiedziec, ze to danie mi nie smakuje, niz rzec ohyda, gdy ktos obok zjada je ze smakiem. Wole ustosunkowac sie do sytuacji, czy czyjegosc zachowania niz czynic osobiste wycieczki ad personam. Nie kazdy kulturalny tak odreagowywuje w zaciszu ogniska domowego, jak to opisujesz, poniewaz nie musi. Ja cenie szacunek do dugiego czlowieka i wierz mi, nie przeklinam w zadnym jezyku, szczegolnie, gdy z kims dyskutuje i prosze zawsze o wzajemnosc:). Koty tez doskonale wplywaja na dobry nastroj, masz jakies zwierze w domu, oprocz naczelnych?:)

  15. Życie na kocią łapę to bardzo wygodna sytuacja, chcesz to po prostu odchodzisz, nie martwisz się o rozwód, podział majątku, życie na skróty, strach przed publicznym potwierdzeniem odpowiedzialności za drugą osobę. Najłatwiej małżeństwo sprowadzić do papierka – śmieszne to. A wieczni narzeczeni to po prostu lenie, którym ślubu nie chce się wziąć i zasłaniają czym się da, wiele spraw finansowych można uregulować i to tylko wymówki, ślub nie musi kosztować majątku i wiązać się z weselem.

    • Jak mozesz oceniac zwiazki nie znajac ich??? Jak mozesz twierdzic, ze ludzie niezaobraczkowani nie czuja odpowiedzialnosci za siebie??? Jak mozesz mowic, ze lenistwo jedynie nie pozwala komus wziac slubu? O ja znam tych pracusiow, nie leniow, co slubuja kilka razy i co z tego… Czy ja mam mowic, ze malzenstwo psuje czlowieka? Nie odwazylabym sie na takie stwierdzenie. Kazdy ma swoj poglad na zycie (w kazdym razie powinien miec, a nie postawe – co ludzie powiedza). Wytlumacz mi, dlaczego uwazasz ze tylko slub moze scalic ludzi – bo tak zrozumialam Twoj post.

  16. Tylko przypomnę, że ‚sakrament’ wg KK nastał później. Bo za czasów rzymskich małżeństwem było wspólne dzielenie łoża i stołu, wspólne zamieszkanie i zgodna wola obu stron. Rozwód też był prostszy – jedna ze stron się wyprowadzała. Ciekawe, kto pierwszy wpadł na pomysł ‚uświęcenia” czegoś, co z definicji święte nie jest i być nie może, bo jest orką na ugorze i walką o przetrwanie? jak para zechce się rozejść, to papierek nie powstrzyma. Choć ten papierek sporo ułatwia ze względów formalnych i to nie tylko w Pl. Pompatyczna obrzędowość czy kredyt na weselicho bawią mnie i trochę zniesmaczają. Ale już papierek, by dziedziczyć, czy dzieci z poprzedniego małżeństwa nie położyły łapy na tym co moje, by matka partnera nie była jedyną osobą decyzyjną, czy przeprowadzać operację, czy nie, szczególnie, jęli oważ matka ma inne poglądy niż pogrążony w śpiączce syn… o chorobach i dziedziczeniu myśli się potem, gdy jest za późno… Może warto wcześniej? a swoją drogą – zauważyłaś, jak wszyscy nagle mają zdanie? Prawie jak o aborcji. A pilnować własnego podwórka, uczyć się na własnych błędach, a nie obcych nawracać ;) Fanatyzm jest gorszy od faszyzmu.

  17. Statystycznie rzecz biorąc związki nieformalne rozpadają się częściej niż małżeństwa. Pomijając ten fakt, o związek, jaki by on nie był, należy dbać, a nie zastanawiać się nad tym komu się małżeństwo rozpadło i czy nas to też czeka. Są oczywiście skrajne przypadki, kiedy nic nie da się zrobić, ale łatwość z jaką obecnie rezygnuje się z partnera/partnerki jest dość niepokojąca, delikatnie rzecz ujmując. Mimo wszystko optuję za małżeństwem i to jednym na całe życie.

      • Do statystyk dodam obserwacje własne. Przez dłuższy czas obracałem się w takim środowisku, gdzie konkubinat był raczej normą. Praktycznie żaden nie przetrwał próby czasu, a co do małżeństw to mam jednak inne obserwacje, oczywiście nie dokładnie przeciwne, ale dająec trochę więcej optymizmu w spojrzeniach na ludzkie związki/

  18. Mam koleżankę, która chodziła z chłopakiem 5 lat i gdyby nie ciąża, to nie wiadomo czy zdecydowałby się na ślub. Generalnie uważam – niech każdy żyje jak chce i z kim chce, to prywatna sprawa i nikt nie powinien się wtrącać.

  19. W jednej z książek Stanisława Lema, w której pisarz ukazał świat dalekiej przyszłości, małżeństwa zawierane były na okres próbny;) Myślę, że w świetle prawa zawsze powinno to wyglądać w ten sposób (potem rzecz można by scementować na dobre naturalnie:) Bardzo podoba mi się podsumowanie Twojego tekstu: rzeczywiście, albo ludzie się kochają, albo nie, i nie zmieni tego ani formalizacja związku, ani jej brak. Ach, byłbym zapomniał: i ten stary dowcip! ”Ślub to rzecz tak wspaniała, że każdy powinien wziąć go przynajmniej dwa razy!” ;)

    • Takim „małżeństwem na próbę” można by nazwać okres narzeczeństwa. Takie przynajmniej było chyba kiedyś jego założenie. Dziś zaręczyny to chyba tylko sygnał do rozpoczęcia oszczędzania i szukania sali weselnej…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.