Przerwa w pracy

Niezależnie od tego, czy masz pracę swoich marzeń czy też najgorszą pracę na świecie – do roboty chodzić trzeba. Czasem chce się mniej, czasem bardziej, a czasem wcale. I wtedy warto sobie zrobić przerwę. ;-)

Prawo do przerwy jest uprawnieniem pracowniczym zagwarantowanym na mocy Kodeksu Pracy. Standardowo (jeśli pracujemy powyżej 6h na dobę) mamy tej przerwy zaledwie 15 minut, ale pracodawca może wprowadzić dodatkową pauzę (do 60 minut, z tym że wówczas nie wlicza się już ona do czasu pracy). Uprzywilejowani są tylko młodociani, niepełnosprawni oraz pracownice karmiące piersią.
Przepisy mówią też, że pracownikowi przysługuje prawo do co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku, czyli że może pracować w ciągu doby maksymalnie przez 13 godzin.

A jak jest w praktyce? Oj, różnie. Różniście…

Piętnastominutową przerwę zwykle pochłaniają nam wizyta w toalecie, robienie sobie herbaty czy szybkie przegryzienie kanapki. I to tylko przy założeniu, że akurat nie ma kolejki do ekspresu we wspólnej kuchni. Na pogaduszki już nie powinniśmy sobie pozwalać, bo wówczas na pewno przekroczylibyśmy regulaminowy kwadrans. Szybko, szybko. A co jeśli jesteśmy nałogowymi palaczami? Mamy problemy z pęcherzem? Albo jesteśmy na diecie, która zakłada posiłek co trzy godziny?

Żaden człowiek nie jest w stanie pracować pełne 8 godzin, nie robiąc sobie absolutnie żadnych przerw, jednocześnie pozostając w pełni wydajny i skupiony. Dlatego czasem warto oderwać się na chwilę od obowiązków, by wrócić ze „świeżą głową” i nowymi siłami. Coraz więcej firm ma tego świadomość i rozumie, że wypoczęty pracownik to efektywny pracownik. Słyszy się więc o wydzielaniu w biurowcach stref relaksu, dodatkowych przerwach lunchowych czy innych udogodnieniach.
Niektóre firmy obliczając pracochłonność zadań czy projektów oficjalnie przyjmują 6-godzinny dzień pracy jako jednostkę przeliczeniową (czyli jeśli dana czynność ma zająć 12 godzin, to traktuje się to jako dwa pełne dni 6+6 a nie półtora dnia 8+4), bo wiedzą, że realnie i tak pracownik nie zrobi więcej w ciągu dniówki.

Z drugiej jednak strony, większość z nas ma tendencje do marnowania czasu i robienia sobie przerw kiedy tylko się da. Często nawet nie widzimy nic złego w tym, że piszemy sms’y w godzinach pracy, przeglądamy facebook’a czy idziemy na papieroska albo piątą kawę. Przecież należy nam się chwila oddechu, prawda? Takie pauzy zwykle bardzo drażnią pracodawców. Dlatego montują kamery, instalują programy do monitorowania aktywności w internecie czy zakładają czytniki rejestrujące nasze wejścia i wyjścia. Wiele firm wypowiedziało np. wojnę palaczom, żądając by odpracowywali czas spędzony na oddawaniu się nałogowi.
Mój przyjaciel prowadzi firmę informatyczną i pewnego razu jeden z Klientów poprosił go o rekomendację narzędzi usprawniających pracę biurową, ponieważ chciałby zwiększyć efektywność swoich pracowników. „Wystarczy zablokować im facebooka” – odpowiedział. Klient bardzo się oburzył, sądząc że ten go zbywa albo z niego kpi. Ale gdy wspólnie przejrzeli logi, zmienił zdanie – wynikało z nich jednoznacznie, że pracownicy spędzają długie godziny przeglądając serwisy społecznościowe i strony z zakładami bukmacherskimi, robiąc zakupy przez internet a nawet… oglądając porno.

Apropos… ;-) Niedawno było głośno o projekcie pewnego szwedzkiego polityka, zakładającym godzinną przerwę w pracy na… seks. Płatna „seksgodzina” miałaby na celu poprawę samopoczucia pracowników, odstresowanie i umocnienie partnerskich więzi (które często są nadwyrężone przez zmęczenie, późne powroty z pracy etc.). Niewątpliwym atutem byłby oczywiście również pozytywny wpływ na demografię.

Oczywiście niektóre zawody czy stanowiska ze swej natury mają mniej czy bardziej określone zasady korzystania z przerw. (Kasjerka czy nauczyciel, w przeciwieństwie do np. pisarza czy programisty, nie mogą sobie zrobić przerwy w dowolnym momencie.) Dużo jednak zależy od organizacji pracy w danym przedsiębiorstwie czy instytucji, od wyrozumiałości przełożonych i ilości zadań w danym momencie. (Warto jednak pamiętać, że nawet jeśli nasz szef przymyka oko na otwartego facebook’a na naszym służbowym laptopie, to kiedyś jednak może nam to zostać wypomniane i w skrajnym przypadku może nawet doprowadzić do zwolnienia nas z pracy za niedopełnianie obowiązków…)

Różne są metody i narzędzia monitorowania i zwiększania efektywności pracowników, jednak jak to zwykle bywa, nie ma środków idealnych i sprawdzających się w każdym przypadku…
Kiedyś pracowałam w korporacji, w której obowiązywała godzinna przerwa obiadowa – oczywiście nie wliczała się ona do czasu pracy, teoretycznie więc pracowaliśmy dziewięć godzin. Jedni cieszyli się, że mogą wyskoczyć na lunch czy szybkie zakupy w pobliskim centrum handlowym albo po prostu oderwać się od obowiązków. Dla innych był to koszmar, bo woleli by po prostu godzinę wcześniej wrócić do domu, spędzić czas z rodziną a nie marnować jej na bezsensownym szwędaniu się po sklepach czy przeglądaniu pudelka. Część decydowała się pozostawać w pracy, ale to też wiązało się z wątpliwościami kadrowymi czy traktować to jako nadgodziny czy nie. Po apelach i skargach, zarząd zdecydował się skrócić tę przerwę do pół godziny. Co jednak bynajmniej nie rozwiązało problemu. Bo to za mało żeby wyskoczyć z biurowca, a za długo by siedzieć w pracy…

Przez jakiś czas pracowałam też w Czechach. I tam przerwa obiadowa jest rzeczą świętą. Autentycznie. Między 11:00 a 14:00 życie spowalnia, bo Czesi wychodzą na obiad – w tych godzinach do nikogo się nie dodzwonisz, nikt nie odpowie na pilnego maila… Przerwa obiadowa to element całej machiny, bowiem czescy pracownicy otrzymują dotowane bony żywnościowe (tzw. stravenky), za które można zrobić zakupy spożywcze albo kupić obiad w restauracji. Restauracje z kolei przygotowują codziennie specjalne menu lunchowe (składające się zazwyczaj z 3 dań do wyboru), które w godzinach obiadowych można kupić za bardzo preferencyjną cenę, wykorzystując np. wspomniane stravenky. Niektóre jadłodajnie działają wyłącznie w tych godzinach i na tym opierają cały swój biznes.

Jeść musi każdy, ale co np. z papierosami? Pracodawca nie może dyskryminować palaczy (nie wolno mu np. zapytać o nałogi podczas rozmowy kwalifikacyjnej), ale jednocześnie ma prawo regulować te kwestie. Zakładając, że przerwa „na dymka” to łącznie około 10 minut, to przy powiedzmy 5-6 papierosach dziennie robi się z tego godzina, a w skali tygodnia ponad pół dniówki. Takie obliczenia wykonują nie tylko pracodawcy, ale i… współpracownicy palaczy. Często to właśnie ci ostatni najbardziej aktywnie dążą do ukrócenia tych praktyk, dopatrując się w tym jawnej niesprawiedliwości: „ja pracuję, a on tam się inhaluje i plotkuje z innymi palaczami”.

Dyskusyjnym pozostaje, czy pracodawca może i powinien sztywno egzekwować długość regulaminowej przerwy, ukrócając wszelkie działania mające na celu zwiększenie ich ilości czy wydłużenie czasu? A może powinien zdać się na uczciwość pracowników, licząc, że mimo licznych pauz wykonają wszystkie swoje obowiązki, może nawet sprawniej i efektywniej, mając możliwość relaksu?
Jak myślicie? A jak wyglądają Wasze przerwy w pracy? Może właśnie podczas jednej z nich czytacie ten post? ;-)

26 Komentarze

  1. …Kiedyś były wróżki i wszystko łatwiejsze ale wraz z postępem cywilizacji zostało żyć by pracować….A są ludzie ,których praca to szukanie pożywienia i budowa jakiegoś schronienia . Relacje pracodawcy i pracownika …Nie znam tematu…Moją wróżka nie pozwala mi się przemęczać ale ciiiiii żeby mi jej nikt nie ukradł.

  2. Tego chyba nie da się generalizować, bo w dzisiejszych czasach nie bardzo wiemy jak zdefiniować pojęcie praca.
    Miałem okazję widzieć w Polsce (2009-2010 r.) jak pracownicy za kilkaset zł./mc pracowali na linii produkcyjnej. Przerw nie było, pracowano po 10-11 godz. Jeżeli komuś zabrakło materiału, albo pojawiały się inne czynniki zakłócające tok pracy (awaria, toaleta, itp.), to pracownik podnosił do góry rękę sygnalizując problem, a następnie obie ręce krzyżował za plecami oczekując na lidera.
    Druga skrajność to projektanci systemów cyfrowych (USA, Chiny, Japonia) … ci otrzymywali po kilkaset tys. dolarów/mc i nie musieli w ogóle przychodzić do pracy, rozliczani byli w ramach zawartego kontraktu.
    Jak na tym tle wypada Polska? Ano, wypada … ;)

  3. Nie palę, więc nie mam problemu z przerwa na papierosa. Czytałam o badaniach nad efektywnością pracy i nauki i faktycznie w niektórych krajach odchodzi sie od 8-godzinnego dnia pracy, a i w szkołach zaleca sie rozpoczynanie nauki później, niż o 8 rano.
    W niektórych zawodach i miejscach pracy przerwy są konieczne, bo inaczej zwariować można, po prostu…
    Chyba nie da sie pogodzić zasad odpoczynku, bo każdy lubi inaczej, tak jak kazdy ma inne preferencje co do godzin pracy.

    • Ja tam jestem „nocnym markiem” i poranki od zawsze były dla mnie ciężkie ;-) ale pamiętam, że nigdy nie lubiłam chodzić do szkoły na 10 czy 11, bo to potem „rozwalony” cały dzień… Wolę już chyba szybko zacząć i szybko skończyć. ;-)

  4. Częściowo pracuję w domu, więc sama sobie decyduję o rytmie pracy, więc i o przerwach. Natomiast inna częśc mojej pracy, ta wśród ludzi, bywa ciekawa… informuję ekipę, kiedy będzie przerwa, a najczęściej słysze wtedy krzyk – my nie potrzebujemy przerwy. Nauczyłam się asertywnie odpowiadać, że ja potrzebuję…

  5. Nie lubię i nie cenię sztywnych ram, także pracy, dla wszystkich. Ludzie są różni i różnie pracują. Zawsze chciałam być rozliczana za efekty, a nie za to kiedy i jak długo coś robię. Owszem, palę i potrzebowałam chwilkę na papierosa, ale za to byłam bardziej szybka i wydajna od tych, co nie wychodząc wpierniczali kanapki lub gotowali sobie zupki.

  6. Ja też nie lubię pracować od do i zdecydowanie wolę być rozliczany z efektów. Zresztą jestem najbardziej efektywny w dość dziwnych godzinach, bo od 6 rano do 10, a potem od 18-22. Natomiast moja efektywność spada w ciągu dnia. Każdy ma swoje 4 godziny najbardziej efektywnej pracy, każdy o trochę inne porze. Wiem, że dal każdego nie da się zorganizować dnia pracy, ale naprawdę jest coraz mniej zawodów, gdzie trzeba być od do, a coraz więcej takich, gdzie najbardziej liczą się efekty…

  7. Wszystko zgoda, każdy inny, każdy ma prawo do szacunku, pracowania, kiedy mu wygodnie. Jasne, z całą stanowczością… Tylko, jak sobie przypomnę współpracownicę, co PKSem dojeżdżała i z tego tytułu przychodziła o 6 i wychodziła odpowiednio wcześniej, wszak 8h dzielnie przepracowała, podczas, gdy wszystkie raporty i poczta działy się w okolicach 15 a jej już nie było, bo wszak 8h no i ten dojazd… a jeszcze na fajeczkę musiała wyjść, bo tak wcześnie zaczyna i musi się biedactwo na nogi postawić… Jeśli nie ma reguł jasnych, to znajdzie się cwaniak, który będzie cwaniaczył i nie ma się co łudzić, że pracownik z własnej woli da z siebie wszystko. Nie w korpo. To się nie kalkuluje.

    • Przypomniałaś mi jedną koleżankę, która też wynegocjowała sobie przychodzenie do pracy na 6 bo… ona całe życie tak pracowała i nie będzie zmieniać nawyków. Problem w tym, że to było korpo w którym ludzie przychodzili na 8-9…. Aaa i ta koleżanka też oczywiście palaczka nałogowa. ;-)

  8. Tu w Anglii zwykle są dwie przerwy; pierwsza 15 minutowa na herbatę, która jest płatna i druga na lunch pół godzinna lub godzinna przy dłuższym dniu pracy – niepłatna, czyli o tyle trzeba pracować dłużej. Pozdrawiam;)

    • W Polsce coraz więcej firm (choć głównie korpo) ma podobny system. Ale tak jak pisałam w poście – taka godzinna niepłatna przerwa na lunch potrafi budzić emocje…

  9. Najlepszym pracodawcą na świecie jest Google. Pracownicy mają wszystko co potrzeba żeby być kreatywnym, nie męczyć się, nie głupieć. Mogą myśleć leżąc w hamaku, grać w bilard, albo po prostu – przespać się na kanapie. Biura Google wyglądają jak rajskie ogrody.
    Patrząc na to, że wciąż są chyba najlepszą wyszukiwarką, pewnie warto stworzyć ludziom takie warunki.
    Wszystkiego dobrego!

    • Piszesz z autopsji? ;-) Też słyszałam same pozytywne opinie o pracy w Google, ale… hmm, kiedyś rozmawiałam z dziewczyną, która pracowała co prawda w zupełnie innej firmie, ale też mieli piłkarzyki, hamaki, kino domowe itp. itd. I ona powiedziała coś w stylu: „dla studentów czy absolwentów to coś rewelacyjnego, ale jak ktoś ma dom, rodzinę itd. to chce po 8h wyjść z pracy i spędzić czas z bliskimi a nie siedzieć cały dzień w robocie, nawet jeśli ma tam takie bonusy”. Bo faktycznie w PL takie przerwy nie są wliczane do czasu pracy i jeśli godzinę jesteś na lunch’u, potem godzinę leżysz na kanapie a kolejną grasz w bilard, to w efekcie siedzisz w robocie 11h… Dlatego ciekawi mnie jak to dokładnie jest w tym Google…

  10. godzinna przerwa na seks? Przyznam, że nie słyszałam :) dobre…myślę, że mogłaby sprawdzić się, chociaż z drugiej strony może za bardzo człowiek by się zrelaksował i zdemotywował

  11. Mnie najbardziej wkurzają palacze, którzy co chwilę wychodzą na papierosa. Bo w ciągu dnia z kilku wyjść uzbiera się prawie godzina przerwy!
    Wkurzają mnie też osoby, które co chwilę dzwonią w prywatnych sprawach albo odbierają „bardzo ważne telefony” od krewnych czy znajomych.
    Natomiast przerwy na jedzenie albo rozprostowanie kręgosłupa powinny być dłuższe i w ogóle powinny być.

    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.