Trzy słowa o języku

Siedzimy w kuchni wiejskiej chaty. Na zewnątrz jest dosyć chłodno, ale tu od pieca bije przyjemne ciepło. Na stole ląduje świeżutkie chaczapuri i gorąca zupa. Staruszka, u której dziś gościmy i u której będziemy nocować, stawia na stole jeszcze miskę mięsa oraz dzban wody. Dziękujemy i pałaszujemy. Jest ciepło, swojsko, rodzinnie. Aż chciałoby się pogawędzić, posnuć wspomnienia i historie… ale nie sposób. Staruszka nie zna ani angielskiego ani rosyjskiego, my zaś nie władamy gruzińskim…
Wtedy po raz pierwszy – ale nie ostatni – podczas tej gruzińskiej podróży, doszliśmy do konkluzji, że podróżowanie bez znajomości języka zawsze jest jakieś ułomne, niepełne. Nasz wystudiowany angielski tam w ogóle nie działał, podobnie jak inne znane nam języki europejskie. Może gdybyśmy nieco lepiej znali rosyjski… ale czasem i to na niewiele by się zdało.

„Ile języków znasz, tyle razy jesteś człowiekiem”
/J.W.Goethe/

„Przejęzyczenie”
Zastanawialiście się kiedyś co łączy Nabokova, Marqueza, Joyce’a, Balzaka czy Coetzeego? Wbrew pozorom, odpowiedź jest banalna: po prostu żaden z nich nie pisał po polsku. A jednak znamy doskonale ich dzieła i przynajmniej większość z nich przeczytaliśmy właśnie w naszym ojczystym języku, prawda? To rzecz jasna zasługa tłumaczy. Ich praca jest jednak dla nas często „niewidzialna”. Skupiamy się na treści książki, a fakt, że nie czytamy jej takiej, jaką napisał ją autor, zupełnie nam umyka… Tymczasem to właśnie tłumacz może nas zrazić do rewelacyjnej prozy albo zachwycić przeciętną powieścią…
Czy dobry przekład to przekład wierny czy wręcz przeciwnie? Co lub kto decyduje, że daną książkę tłumaczy właśnie ten a nie inny tłumacz? Czy tłumacze ze sobą współpracują czy rywalizują? Jakie są największe translatorskie błędy? Jak tłumaczyć poezję? Czy tłumacz korzysta ze słownika? Jeśli jesteście ciekawi odpowiedzi, koniecznie sięgnijcie po książkę Zofii Zaleskiej „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie”. To zbiór wywiadów z najbardziej znanymi tłumaczami na język polski. Poznacie ciekawe anegdotki i kulisy pracy tłumacza, ze wszystkimi blaskami i cieniami.

„Zapomniane słowa”
To, że język się zmienia, ewoluuje i ulega wpływom, wiemy wszyscy. Pewne słowa i sformułowania przestają być używane, a zostają wyparte przez nowe określenia – to dzieje się na naszych oczach. Jednak rzadko mamy okazję pochylić się nad tymi zapomnianymi słowami, poznać ich historię.
Kiedy ostatnio użyliście słowa „kontent”, „dezabil”, „kajet” czy „kibić”? A pamiętacie jeszcze znaczenie wyrazów takich jak „kalkomania”, „kukuruźnik”, „kobiałka”? A może jesteście ciekawi skąd wzięły się „bonie dydy” czy „beresić”? Książka Magdaleny Budzińskiej „Zapomniane słowa” przypomina je wszystkie i jeszcze wiele, wiele innych. Garść słowotwórstwa, krótki rys historyczny, ale przede wszystkim wiele anegdotek i wspomnień związanych z różnymi zapomnianymi lub zapominanymi słowami…

„Pchły, plotki a ewolucja języka”
A dlaczego właściwie człowiek zaczął mówić? Jak to się stało, że spośród dziesiątek tysięcy gatunków, jedynie homo sapiens opanowali zdolność mówienia? Rozważania na ten temat – z punktu widzenia antropologa, psychologa i filozofa – zawiera książka Robina Dunbara pod tytułem „Pchły, plotki a ewolucja języka”. Autor dowodzi między innymi, że robimy bardzo słaby użytek z naszej cennej umiejętności – mówimy bowiem głównie o rzeczach małej wagi, o codziennych sprawach, a naukowe dysputy giną w morzu plotek…

językA wracając do naszej gruzińskiej kolacji… Koleżanka bardzo chciała się dowiedzieć, co za mięsko podała gospodyni. Z powodu ograniczeń językowych, uciekła się do najprostszej metody: „Muuuuu?” Nie. „Beeeee?” Tak. A więc baranina. :-) A może jednak koźlina?…

10 Komentarze

  1. Ciekawe przykłady przytoczyłaś, wiele z tych dziwnych słów odchodzi w niepamięć, a szkoda…
    Ostatnio na kapslu od soku przeczytałam napis – Badejki ( element męskiej mody plażowej)

    • „Słowa starzeją się podobnie jak ludzie. Najpierw są tylko trochę archaiczne, nabierają dostojeństwa, budzą szacunek, ale zaraz potem robią się nieprzydatne, często śmieszne, stają się cieniami siebie sprzed lat, po kolei trafiają do umieralni dla słów. Mało kto o nich pamięta, bo tyle się rodzi nowych uroczych słówek, które domagają się uwagi: toster, interfejs, hospicjum, spam…” – Jacek Podsiadło (fragment książki)

      Myślę, że trudno zatrzymać ten proces zapominania, odchodzenia pewnych słów. Ale powspominać zawsze warto. ;-)

  2. Podejrzewam, że to jak odbieramy dane treści obcojęzyczne nie zależy tylko od tłumacza i jego przekładu. To dotyczy także tekstów czytanych w rodzimym języku. Generalnie jest to efekt współdziałania różnych czynników, takich jak: nasza wiedza, zdolności percepcyjne, wyobraźnia, doświadczenie, a nawet aktualny nastrój i klimat.
    Dość przypadkowo (obłożnie chory ojciec) nauczyłem się czytać już w wieku 4-5 lat. 2-3 lata później zamiast czytać nudny elementarz pasjonowałem się Trylogią Sienkiewicza, chociaż od tego bolała mnie głowa. Te trzy książki czytałem jeszcze wiele razy, i za każdym razem odbierałem je zupełnie inaczej. W miarę upływu lat interesowały mnie zupełnie inne wątki, od scen batalistycznych, przechodziłem do sytuacji społecznych, politycznych i historycznych. Ostatnio jednak nie mogę się powstrzymać od literackiej analizy tekstu. Ciekawi mnie narracja, logika, a nawet zwykła gramatyka i konstrukcja tekstu, budowanie nastrojów, itd., itp., …
    Nie bardzo też ufam przekładom, które faktycznie mogą wiele ująć, albo dodać do wartości tekstu. Znam dość dobrze rosyjski i angielski, ale nawet w j. polskim nie byłbym pewien intencji autora. Ech, chyba nieco „ściemniam”? ;)

    • Ciekawe… ja też bardzo wcześnie nauczyłam się czytać i też sięgnęłam po Sienkiewicza już na początku podstawówki… ;-)

      Oczywiście, najlepiej czytać w oryginale. Ale nie wszystko się da… Z powodów, które wymieniłeś, nie ufam przekładom poezji – przetłumaczony wiersz to już chyba coś zupełnie coś innego niż oryginał. Z innymi gatunkami bywa różnie…

      • Czytam sporo poezji, ale mam takie samo podejście jak Ty. Każdy naród ma różne powiedzenia i złote myśli. Poza tym niektóre słowa mają po kilka znaczeń.
        Dlatego czytam tylko polską poezję. I wcale nie jest łatwo ją zrozumieć ;)

        Pozdrawiam :)

  3. Jadąc do jakiegoś kraju staram się znać chociaż kilka słów w tamtejszym języku, z naciskiem na „staram” się.
    A słowa starzeją się i umierają i to w ciągu jednego życia. Myślisz, że jest wiele osób, które wiedzą co to telegram?

  4. Co to do różnych tłumaczeń, a może nawet interpretacji książek to są mi znane dwie takie sytuacje, gdzie te same książki posiadają bardzo różne odsłony. Żeby było śmiesznie są to książki doskonale znane „Diuna” i „Alicja w krainie czarów”

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.