Dozwolone do lat osiemnastu

Promocje na zabawki w marketach już się skończyły, z placów miast zniknęły dmuchane zamki i stragany, a dzieciaki wyleczyły brzuszki z nadmiaru słodyczy. Kolejny „Dzień Dziecka” dopiero za rok. A tymczasem porozmawiajmy o…

Uśmiech dziecka
Wiadomo, że nic tak nie rozbraja (nawet największego twardziela) jak uśmiech dziecka. Ale nie tylko to. Kto choć okazjonalnie przebywa z maluszkami wie, jak rozczulająca jest ich ufność, bezwarunkowa miłość, czysta radość. Z jaką determinacją rozwiązują nowe dla nich problemy, jak uczą się i obserwują otaczający świat. Dostrzegamy w nich często to, co sami dawno utraciliśmy – beztroskę, ufność, umiejętność cieszenia się z drobiazgów… i czasami za tym tęsknimy.

Wewnętrzne dziecko
Psycholodzy i terapeuci bardzo lubią mówić o poszukiwaniu i pielęgnowaniu swojego wewnętrznego dziecka. Zachęcają nas do odnajdywania w sobie tych pierwotnych uczuć, odkrywania na nowo swojej wrażliwości, spontaniczności, kreatywności i intuicji. Czasem oczywiście wiąże się to również z koniecznością przepracowania pewnych doświadczeń, które rzeczywiście miały miejsce w naszym dzieciństwie, jakiś traum i zranień. Wszystko to jednak po to, by lepiej zrozumieć samego siebie i swoje emocje. Bo wiele z naszych reakcji jest reakcjami dziecka – strach, samotność, bezradność, miłość, złość potrafią nas obezwładnić  i to nawet w sytuacjach, z którymi pozornie, jako dorośli ludzie, powinniśmy sobie radzić.

Wieczne dzieci
Powszednieje nam zjawisko tzw. „Piotrusiów Panów”, czyli osób, które sprawiają wrażenie jakby… nie chciały dorosnąć. Mieszkają z rodzicami, często całkowicie na ich koszt i nie podejmują działań, by się usamodzielnić. Nie śpieszno im do „dorosłości” z wszystkimi jej konsekwencjami, bo dobrze wiedzą, że bycie dzieckiem jest łatwiejsze i mniej stresujące. Taki infantylny partner to istna tragedia – obce mu są dojrzałe, odpowiedzialne zachowania. Wieczne dzieci to idealiści, niepoprawni romantycy, wizjonerzy… ludzie, którzy nie chcą dać się zapędzić w kierat codziennych obowiązków i wymagań. Dla otoczenia to jednak często po prostu lenie i nieudacznicy. A mimo to, takich osób przybywa…

Dziecięcy czy dziecinny
Określenie „dziecinny” z pewnością nie jest komplementem. Mówimy tak o ludziach naiwnych, głupich, nieroztropnych i nieodpowiedzialnych. I o ile w przypadku dziecka prostoduszność czy nawet nieudolność mogą być rozczulające, to w przypadku dorosłych budzą po prostu irytację. Dziecięca beztroska to nie to samo co dorosła niefrasobliwość i lekkomyślność. „Dorośnij wreszcie! Nie zachowuj się jak dziecko!” – mówimy, chcą w ten sposób przywołać rozmówcę do porządku.

Dozwolone do 18 lat
Dla nastolatka nie ma chyba większej obrazy niż nazwanie go dzieckiem – spieszy mu się już do dorosłości. A dorośli z kolei tęsknią za dzieciństwem, za tym pięknym i spokojnym czasem bez trosk, stresów i obowiązków. Więc aż chce się zaśpiewać z Czerwonymi Gitarami:

„Ale choćbyś przekroczył trzydziestkę
Gdy pewnego dnia kiepski masz nastrój
To rób wszystko, co tylko na świecie
Dozwolone do lat 18″

19 Komentarze

  1. Śmieszy mnie termin „wewnętrzne dziecko”, bowiem człowiek dojrzewając nie wyzbywa się pierwotnych odruchów, jak np. lęk. Jedynie przybierają one inną formę, adekwatną do doświadczeń i wiedzy.
    Pozdrawiam

    • Dorosły też potrafi mieć zupełnie irracjonalne lęki, trochę jak dzieci bojące się potworów w szafie. ;-) Pewne rzeczy nie zanikają, co najwyżej lepiej się kamuflujemy, bo dorosłemu już nie wypada…

  2. Ja chyba dbam o swoje wewnętrzne dziecko poprzez bycie (czasem) małą egoistką. Ale wiadomo, że dorosłość zobowiązuje, więc mój egoizm nie może być kosztem innych spraw czy ludzi.
    A aktualnie ładuję akumulatory tuląc sieroty adopcyjne, więc moje wewnętrzne dziecko zamknęło dziób w obliczu takiej emocjonalnej biedy. Nie można zajmować się sobą, patrząc na te skrzywdzone przez los istoty.

    • Przebywając wśród naprawdę potrzebujących i pomagając im, człowiek automatycznie przestawia sobie priorytety na właściwe miejsca… Ale oczywiście, zdrowa dawka egoizmu też jest czasem potrzebna.

  3. Dzieci sa wspaniale, czasem serce sie kroi jak dorosli potrafia wszystko zepsuc… i nagle z malego brzdaca robi sie zagubiony maly dorosly, albo gorzej,dziecko ktore trudno polubic…oj dorosli nie zawsze potrafia wychowac, sluzyc przykladem… smutne… niech dzieciecy usmiech nie zniknie z naszych twarzy ;))) pozdrawiam

  4. Kiedyś dzieci nie miały praw, były własnością rodziców – w pewnym uproszczeniu, ale do tego się to sprowadzało. Wtedy było parcie na jak najszybszą dojrzałość. Teraz potrzeby dziecka i młodzieży są respektowane, a obowiązki egzekwowane słabo. Po co dorastać, skoro rodzice o wszystko się zatroszczą? I pomyśleć, że dekadę wstecz Polki śmiały się z Włochów, że do 30 siedzą na głowie ,mammy’ – a teraz moda dotarła nad Wisłę!

  5. To nasze wewnętrzne dziecko to moim zdaniem otwartość na świat i ludzi, ufność i pogodne spojrzenie na wiele spraw, spontaniczność. Ważne, by nie mylić dziecięcego z dziecinnym :-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.