(Nie)sprawiedliwy podział obowiązków

Student pierwszego roku dzwoni z akademika do matki zapytać, dlaczego brudna miseczka, leży w zlewie już od tygodnia i nadal się sama nie umyła, jak to miała w zwyczaju przez całe jego dotychczasowe życie?… Zapewne każdy z Was słyszał tego typu kawały. A jak to bywa w życiu – w każdej bajce jest ziarno prawdy, a w każdym dowcipie…

Pranie, gotowanie, sprzątanie, prasowanie… – czynności mało przyjemne, ale konieczne. Trudno znaleźć kogoś, kto czerpałby przyjemność z korzystania z brudnej łazienki czy noszenia nieświeżych, pomiętych ubrań – ale czasem jeszcze trudniej o mobilizację do wykonania tych wszystkich domowych obowiązków. Zwłaszcza, że to taka syzyfowa praca – dziś umyjesz naczynia, jutro znowu będzie pełny zlew… (Jak mawiała moja Mama: „Jak to zrobisz, to nikt nie zauważy, ale jak nie zrobisz to widzą wszyscy.”) Ktoś to jednak w końcu MUSI zrobić – pytanie: kto? I tu przechodzimy do (nie)sprawiedliwego podziału obowiązków domowych…

W moim domu rodzinnym działało coś, co dziś nazywamy „tradycyjnym podziałem ról”: mama zajmowała się domem i dziećmi, tata troszczył się o naprawy wszelakie i inne „męskie” prace, typu rąbanie drewna. Gdy tata zaczął ciężko chorować, a potem zmarł, mama przejęła i „typowo kobiece” i „typowo męskie” zadania. I choć radziła sobie z tym świetnie, to wiem, ile ją to wszystko kosztowało nerwów i wysiłku…
Ja – świadomie bądź podświadomie – przejęłam te wzorce i jakoś nie oczekuję od faceta żeby biegał z mopem czy ściereczką do kurzu, ale za to szlifierkę i piłę mechaniczną bez słowa oddaję w jego ręce, choć pewnie i z tym bym sobie poradziła. Ale to, że umiem i wbić gwóźdź i upiec ciasto nie oznacza, że mam ochotę wykonywać w związku obie czynności. Jakiś podział obowiązków musi być. ;-)

Śmiem jednak twierdzić, że o ile konserwatywny męsko-damski podział ról sprawdzać się może w wielkim domu z ogrodem gdzieś na prowincji, to nieco dezaktualizuje się w wielkomiejskim M2, gdzie nie ma ani trawy do skoszenia ani rynny do naprawienia, a znaczną część awarii rozwiązuje się poprzez telefon do spółdzielni. Wówczas większość obowiązków domowych stanowią właśnie te „kobiece”, do których Panowie mniej chętnie się garną…
Czasem – choć trudno w to uwierzyć – dzieje się tak dlatego, że zwyczajnie nie umieją. Gdy zamieszkałam z moim byłym chłopakiem, musiałam mu literalnie przeprowadzić szkolenie z obsługi pralki i piekarnika. Do tego momentu o jego wikt i opierunek dbała mamusia (skądinąd cudowna kobieta), więc synek przez trzy dekady żywota nie miał potrzeby zdobycia takiej wiedzy. Nie on jeden. Wiele osób nie zaprząta sobie głowy obowiązkami domowymi, bo zawsze znajdzie się ktoś (mama, żona, współlokatorzy z akademika etc.), kto ich w tym wyręczy… A jeśli nie wynieśli takich umiejętności i nawyków z domu, to zazwyczaj rola edukacyjno-wychowawcza przypada przyszłej żonie…

Nie chcę wpadać w feministyczno-szowinistyczny ton, ale fakty są takie, że to jednak zwykle na kobiety spada zadanie dbania o dom. I nawet nie dlatego, że tak każe tradycja, ale po prostu dlatego, że ktoś musi. A panom jakoś rzadziej przeszkadza lepiąca się od brudu podłoga czy stosy niewyprasowanego prania. Więc matki, żony i kochanki łapią za miotły, patelnie i szmaty… ale frustracja z nierównego podziału obowiązków w nich rośnie i pęcznieje. Żeby kiedyś wybuchnąć…

Mój przyjaciel tłumaczył mi ostatnio, że podział obowiązków i zaangażowanie mężczyzny w prace domowe jest wprost proporcjonalne do temperatury, jaka panuje w związku. „Jeśli z partnerką układa mi się cudownie, jest porozumienie w łóżku i poza nim, to chętnie jej pomagam w obowiązkach. Ale gdy w domu czeka sfrustrowana jędza, to wracam do domu okrężną drogą i nie mam ochoty nawet kiwnąć palcem.” Czyli wystarczy z uśmiechem (i najlepiej w seksownej bieliźnie) przywitać w drzwiach małżonka, by ten z radością odkurzył mieszkanie?… To chyba mało realne, bo z drugiej strony wygląda to tak: „Cały dom na mojej głowie, jeszcze dziećmi się trzeba zająć… wieczorami jestem tak padnięta, że zasypiam na krześle. Jestem zmęczona, zestresowana i do tego wkurzona, bo Pan Mąż w niczym nie pomoże, tylko obrażony, że nie mam ochoty na łóżkowe igraszki. Chciałabym żeby choć trochę mnie odciążył, miałabym więcej czasu i sił, to i relacje w związku od razu by się poprawiły.” Łatwiej o wzajemne pretensje niż o umycie naczyń…
Zaimponowała mi kiedyś moja koleżanka, która zapytana, czy jej mąż pomaga jej w domu i przy dzieciach odpowiedziała: „Nie. On mi nie pomaga. To nie jest pięcioletnie dziecko żeby mi tylko pomagało. On dba o dom w takim samym stopniu jak i ja, jesteśmy partnerami, dzielimy się równo. Jedno sprząta, drugie gotuje, a potem idziemy razem z dziećmi na spacer.”

Jakiś czas temu wpadli do mnie znajomi na kawę. W pewnym momencie rozmowa zeszła na garderobę – i nagle on zaczyna opowiadać, jak to jego Ukochana mu ślicznie zacerowała sweterek. Szczerze i bez ironii ją chwali. Słucham, patrzę i nie wierzę. Zapomniałam już że za takie czynności można usłyszeć „dziękuję” a co dopiero peany na cześć krawieckich umiejętności. Zerkam na Lubego, ale on udaje, że nie widzi moich wymownych spojrzeń… Dwa dni o tym myślałam i aż z wrażenia wysprzątałam własną niciarkę.

A jak jest w Waszych domach? Sprzątacie, dziękujecie, frustrujecie się? A może na ścianie wisi grafik? ;-)

26 Komentarze

  1. Zauważam, że dziś to sie zmienia, przynajmniej w niektórych domach, młode kobiety wiedzą czego chcą i same dużo pracują. Tam gdzie są relacje partnerskie i pełne porozumienie nikt na nikogo nie czeka, a często panowie biorą się za gotowanie chociażby i pozwólmy im na to :-)
    Podział jest konieczny, każdy coś robi lepiej lub dokładniej, często jest to kwestia wyboru lub umowy.

  2. Nigdy nie musiałam się z tym borykać, w moim domu rodzinnym rodzice wymiennie gotowali, sprzątali i takie tam, u mnie jest podobnie – i to chyba mój mąż częściej sprząta, z gotowaniem różnie, ale chyba mniej więcej równo. Jaki grafik… po co… U moich dzieci podobnie, aczkolwiek najstarszy zięc musiał sobie to przyswoić:). Bo jemu mamusia robiła…

  3. Popieram twoją koleżankę – facet nie jest od pomagania, a powinien w takim samym stopniu dbać o dom – prać, bo to są też jego ubrania, gotować, bo przecież też będzie jadł i sprzątać, bo on też robi bałagan. Wbrew pozorom, myślę, że facet-student jest lepiej przystosowany do sprawiedliwego podziału obowiązków, bo wbrew kawałkom, w odległym mieście nie ma mamy, która wszystko za niego zrobi.

    Mój tata bardzo ciężko pracuje, w systemie trzyzmianowym, w trudnych warunkach – czasami śpi cały dzień i wstaje tylko na obiad. :( Moja mama, za co ją podziwiam, jest kobietom renesansu. Potrafi zrobić wszystko! A jeśli czegoś nie umie … To uczy się tego. :)

    I jestem zdania, że jako kobieta mogę gotować i rąbać drewno, bo umiem i mogę zrobić to sama. :) Jestem dorosła i nie mam dwóch lewych rąk. Gdyby tylko faceci też tak myśleli … Eh.

    Podoba mi się tu u ciebie, będę zaglądać.

    • Na studiach właśnie przekonałam się z jak różnymi nawykami ludzie wychodzą z domów. Niektórzy naprawdę mieli problemy z dbaniem o wspólną przestrzeń, więc zazwyczaj wprowadzaliśmy grafiki. Ale i one różnie się sprawdzały…

      Problem w tym, że takie kobiety renesansu potem padają na twarz ze zmęczenia. Potrafić coś zrobić to jedno a musieć to robić na co dzień to drugie…

      • Myślę, że jednak studia bardziej pomagają niż szkodzą w usamodzielnieniu się i nabyciu umiejętności zadbania o dom i siebie samego. Wiadomo, są też tragiczne przypadki, ale mieszkając w akademiku przez cały okres studiów, przekonałam się, że jednak można i większość ludzi wyniosła z domu to, co trzeba.

        A mnie się wydaje, że poza padaniem na twarz jest również olbrzymia satysfakcja i poczucie, że możesz wszystko. Ja tak wolę. O pomoc proszę tylko, kiedy mam pewność, że sama sobie nie poradzę. Wydaje mi się również, że kobieta nic nie musi.

        Tak w myśl anegdoty:
        -Kochanie, co dziś na obiad?
        -Nic.
        -Jak to nic, wczoraj też nic nie było?!
        -Zrobiłam na dwa dni.
        Tadam! :)

        • Tylko że jak facet naprawi lodówkę, to się może połowie osiedla pochwalić, a jak kobieta umyje podłogę… cóż, następnego dnia też musi i tyle satysfakcji. ;-) Może trochę koloryzuję, ale wiadomo o co chodzi.

          Dowcip już kiedyś słyszałam, ale nadal bawi. ;)

  4. Mam znajomą, która wszystko podtyka swoim dwudziestoparoletnim synom pod nos. Dosłownie. Wcześnie rano wstaje przed nimi, żeby zaparzyć im herbatę zanim wyjdą do pracy itp. Pewnie tego samego będą oczekiwać od swoich żon. Ale młode dziewczyny się nie dają i dobrze.
    Mój mąż potrafi gotować, ale aż tak często się nie wyrywa. Czy sprząta? Dziwi się co ma sprzątać, przecież czysto jest;)
    Twoja koleżanka ma całkowitą rację, ale to raczej nie jest norma w każdym domu – niestety.

  5. Twój były nie umiał obsługiwać pralki i pieca? To musiał być totalny nieudacznik, a Ty jesteś złotą kobietą. Kto mu skarpetki zakładał? A może gotować umiał?

  6. Teraz, gdy z żoną, zostaliśmy sami w domu (młodsi, i jeszcze młodsi w USA i Francji) nie ma już podziału na prace damskie i męskie. Uzupełniamy się nawzajem, to trudne, bo praktycznie z uwagi na dyżury w pracy, przeważnie jemy osobno, śpimy w różnych godzinach, i nawet rozrywka się zindywidualizowała. Ale automatyka ułatwia życie, poza tym ja jestem kucharzem (przygotowanie produktów, gotowanie, mycie), a żona rwie się do wszystkich męskich prac. Jeszcze ciekawiej jest z rozrywką, ja lubię filmy romantyczne, żona ciężkie i krwawe horrory (mówi, że wtedy czuje się jak w pracy – jest lekarzem na SOR-ze). Najlepiej jest w nocy, gdy raz na tydzień jesteśmy razem, bo wtedy też jest odwrotnie, i jest fajnie. ;)

  7. U mnie tata w domu robił wszystko – od gotowania i prania, po wszelkie prace remontowe. On też głównie zarabiał na dom. Mama albo nie pracowała, albo była zatrudniona na pół etatu. Więc u mnie w domu miałem wręcz przeciwne wzorce. Ale często nierówny podział obowiązków wynika nie tylko z lenistwa i braku umiejętności. Czasami można zniechęcić druga stronę nieustanną krytyką (za co się nie weźmiesz, to wszystko spieprzysz) lub też innymi potrzebami – są ludzie bardzo pedantyczni i tacy, którym do życia wystarcza zwykłe ogarnięcie przestrzeni. I w takich związkach jest ogromny problem.

    • Też mieszkałam z osobami, które autentycznie „nie widziały” że jest brudno – im to nie przeszkadzało, a mnie (mimo że nie jestem specjalną pedantką) szlag trafiał. Efekt był taki, że wolałam posprzątać sama, bo bym się nie doczekała… ale to nie jest rozwiązanie problemu na dłuższą metę.

  8. Zadała Pani pytanie. Jestem , poczułam się zobowiązana więc odpowiem. U mnie się samo sprząta i robi porządki. Płaci za to Posiadacz a wszyscy korzystają. Czasem wyniosę śmieci żeby się przejść ale nie jest daleko. W domu zaś rodzinnym wersja dyskryminująca kobietę acz.tata umiał i czasem zrobił makaron, pierogi, załatwił makowiec na święta w piekarni a trzeba było wtedy i mak …czasy zanim zabronili go siać.

    • Już chciałam napisać „też bym chciała żeby mi się SAMO sprzątało”, ale przypomniałam sobie, że mój partner wspominał o zatrudnieniu sprzątaczki i… nie, jednak nie, wolę o swoją przestrzeń dbać sama…

      • Czasem nie ma czasu by dbać samemu, nie ma na to sił, ochoty, więc jeśli finanse pozwalają i dość w nas ekshibicjonizmu, można sobie pomóc. Wolę, bo to mnie uspokaja czasem, upiec coś, upichcić i podzielić się z panią która sprząta. Czasem , czasem myślę ,że Posiadacz pod pozorem, takim jak powyżej, kupuje ludzi do pogadania, napicia się czasem . Ludzie , którzy pracują w naszym domu wszyscy są wyjątkowi.

        • No to może brak mi ekshibicjonizmu… bo jednak wolę sama póki mogę.
          Ja z kolei wolę zająć się ogrodem niż myć podłogi czy gotować… ale robić trzeba wszystko.

  9. Z brudem nie wygrasz. :)) Co nie znaczy, że trzeba się poddawać. Ale akurat na sprzątanie poświęcam najmniej czasu. Raz na 3 tygodnie pani Z. robi totalny kipisz i jest błysk. Pomiędzy jej wizytami ogarniam na bieżąco kuchnię i łazienkę, resztą się nie przejmuję. Mąż został przeze mnie nauczony, żeby nie rozsiewać skarpetek czy ogryzków. Kiedy zostaje sam, nawet wytrze blat w kuchni. Ale kiedy jestem w domu, robię to sama bez obrazy. Nauczyłam go też sprzątać po sobie, wkładać do zmywarki. Ale pranie robi pralka, a ja wolę osobiście włożyć do niej posegregowane rzeczy. Nie rozumiem, czemu facet koniecznie ma zajmować się praniem? Przecież nie używamy tary… Tylko ja wiem, czy ten obrus „puszcza”, czy te kolory można wrzucić razem. Szlag by mnie trafił, gdyby zafarbował mi pościel, czy ulubioną bluzkę.
    Najważniejsze to nie dać się zwariować próbując utrzymać sterylność. Śmiecie stawiam przy drzwiach jak urosną i kiedy mąż wraca, spokojnie proszę go, żeby wyniósł. I on to robi, bo to oczywista oczywistość. Natomiast nie spodziewam się po facecie, że sam wyszoruje sedes, bo oni przeważnie nie widzą że trzeba. No, tacy są.

    • Mam podobne podejście, ale jednak czasem wydaje mi się, że to właśnie trochę traktowanie faceta jak dziecka, które tylko trochę może pomóc, ale nie za wiele, bo tego nie umie, tamto na pewno zrobi źle albo wcale… to już lepiej ja kobieta to ogarnę jak należy. A przecież wyczyszczenie sedesu nie wymaga doktoratu czy specjalnego przeszkolenia – i do tego wszyscy z niego korzystamy po równo…

    • Ideałem w temacie skarpetek, był kloszard. Miał jedną parę do garnituru i zakładał raz na kilka lat. Typowo skarpet nie nosił. Nie nosił też bielizny bo jeśli wrangle to uważał że w bieliźnie skóra zatęchnie. Miał swoja pralkę i do niej wrzucał co mu się zbrudziło. Zapełnioną włączał i pranie wywieszał. Nie prasował, nie farbowało mu się też nic, dziwnym trafem w tej pralce. Czasem piekł, czasem gotował, czasem sprzątał chociaż to jego sprzątanie…chwaliłyśmy by nie zaniechał nauki ale więcej rozcierał brud niźli go zbierał. Ot taki pan jak wielu ale skarpetek w wyniku ich braku nie zostawiał gdzie popadnie.

  10. Ile w tym prawy. ja mówię tak, co z tego, że umie wbić gwóźdź, skoro wbija go raz na trzy lata, a pranie trzeba robić co drugi dzień. to oczywiste, że taki podział na męskie i damskie obowiązki się nie sprawdza. Dziwi mnie, że nadal wiele osób tego nie rozumie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.