Malutkie kłamsteweczko

„Wszyscy kłamią” – zwykł mawiać serialowy doktor House. Nie wierzył swoim pacjentom, ufał jedynie objawom oraz własnej inteligencji. Ja też w swojej pracy (choć nie jestem lekarzem) często spotykam się z tym, że użytkownicy zgłaszając jakiś problem do serwisu nie zawsze chcą się przyznać, co dokładnie zrobili, że doprowadzili do błędu czy awarii. ;-) Ale komu z nas nigdy nie zdarzyło się choć raz w życiu minąć się z prawdą, niech pierwszy rzuci kamień…

Nie kłam!
Koleżanka kiedyś opowiadała mi o takiej sytuacji – w wyniku nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń nie miała z kim zostawić dziecka, wzięła  więc „lewe” zwolnienie lekarskie. Powiedziała córce, że gdyby spotkali na ulicy jakiś znajomych, to ma mówić, że boli ją gardło i właśnie wracają od lekarza (a nie np. z placu zabaw). Na co rezolutna czterolatka odparła: „Ale Mamo! Przecież nie wolno kłamać! Co na to powie święty Mikołaj?”. ;-)
Od najmłodszych lat wpaja się nam, że należy zawsze mówić prawdę. Jednak niemal równie wcześnie uczymy się, że kłamstwo może być dobrym narzędziem dla osiągnięcia swoich celów. I tak już nastolatkowie są biegli w sztuce aktorstwa i retoryki, potrafią skutecznie okłamać swoich rodziców w najprzeróżniejszych kwestiach… Choć sami – bez względu na wiek – oczekujemy od innych prawdomówności, szczerości i uczciwości, to samych siebie zazwyczaj dość szybko rozgrzeszamy z naginania prawdy czy jej zatajania.

To tylko drobne rozminięcie się z prawdą…
Kłamać można nie tylko w sprawach ważnych, ale i wówczas, gdy chodzi o zupełne drobiazgi. Wtedy wręcz przychodzi to łatwiej – przecież to tylko drobne nagięcie faktów, lekkie podkoloryzowanie, a poza tym sprawa była błaha, więc nic się tak naprawdę nie stało. Rzeczywiście, trudno się złościć na kogoś, kto powiedział, że na śniadanie wypił herbatę, a w rzeczywistości wypił kawę. Czy to w ogóle można jeszcze nazwać kłamstwem? Nie ma o co kruszyć kopii. Choć z drugiej strony, życie składa się właśnie z drobiazgów… O pojedynczym kłamstwie szybko się zapomina, jednak gdy takie sytuacje się powtarzają i stają się wręcz codzienną praktyką – taka osoba zyskuje wówczas opinię bajkopisarza czy po prostu zwykłego krętacza i traci zaufanie otoczenia…

Kłamstwo w dobrej wierze?
Wybór kłamstwa jako mniejszego zła jest nieprawdopodobnie powszechnym zjawiskiem. Począwszy od sytuacji, gdy zaprzeczamy, gdy ktoś pyta nas czy jest gruby albo brzydki (no bo przecież byłoby mu przykro, gdyby usłyszał prawdę), skończywszy na wmawianiu umierającemu, że wszystko będzie dobrze i zatajaniu śmiertelnej diagnozy (żeby się nie załamał, nie poddał…). Twierdzimy, że kłamiemy dla czyjegoś dobra, jednak niejednokrotnie skutek jest dokładnie odwrotny, bo prawda może się okazać dla tej osoby wbrew pozorom pożyteczniejsza i oczyszczająca, a wzajemne zaufanie nie zostaje narażone na szwank. Są jednak i takie osoby, które wcale nie wyznają zasady, że „najbrutalniejsza prawda jest lepsza niż najsłodsze kłamstwo” – znam żony, które zwyczajnie nie chcą wiedzieć co ich mężowie robią w delegacji i z wdzięcznością słuchają kłamstw serwowanych przez partnerów…

Nie powiedzieć (prawdy)
Czasami nie trzeba się rozmijać z prawdą, a wystarczy ją zataić. Zwyczajnie przemilczeć pewne fakty. Kłamstwo to już czy jeszcze nie? Dla stosującego ten fortel zapewne nie, ale druga strona może mieć już odmienne zdanie. Zwłaszcza, że czasem utrzymanie czegoś w tajemnicy może wymagać większej ekwilibrystyki niż najbardziej skomplikowane kłamstwo, więc trudno uwierzyć w brak złych intencji. Jednak w wielu przypadkach to rzeczywiście dobre wyjście, gdy nie chcemy okłamać, ale powiedzieć prawdy też nie…

Gra słów
Są osoby, które do kwestii prawdy i nieprawdy podchodzą niezwykle literalnie. Jeśli żona robi awanturę „Czemu nie wróciłeś na noc? Znów byłeś u Zenka i chlaliście wódę?!”, mąż żywo zaprzecza – bo co prawda pił wódkę z Zenkiem, ale wyjątkowo w mieszkaniu Mirka. Albo jednak u Zenka, ale jabola nie czystą. A to przecież różnica, pytanie brzmiało inaczej. I choć doskonale wie, o co się złości małżonka, to uważa, że wybrnął z sytuacji obronną ręką i czystym sumieniem, bo przecież nie skłamał…
Zadając pytanie zamknięte („Byłeś u Zenka chlać wódkę?”) zamiast otwartego („Gdzie byłeś całą noc?”) musimy się liczyć z tym, że ktoś może zastosować taki fortel językowy.  Teoretycznie rzeczywiście trzymał się prawdy. Ale w praktyce po pewnym czasie wszyscy zapomnimy jak dokładnie zadano pytanie i zostanie tylko niemiły posmak, że ktoś nas jednak oszukał.

Kłamać trzeba umieć
Mówi się, ze niektórzy zwyczajnie nie potrafią kłamać, podczas gdy inni są urodzonymi krętaczami. Dobre kłamstwo wymaga stalowych nerwów, opanowania mimiki i tonu głosu, a przede wszystkim spójnej i wiarygodnej fabuły. Czasem zdradzić może jakiś mały szczegół i już cała misterna konstrukcja sypie się w posadach. I tak to zazwyczaj się kończy – tak jak nie ma zbrodni doskonałej, tak nie ma kłamstwa idealnego. Nie bez powodu powstało przysłowie „kłamstwo ma krótkie nogi”. Wcześniej czy później i tak wszystko wyjdzie na jaw. A wtedy zostaje już tylko niemiły posmak, stracone zaufanie i rozpaczliwe wyjaśnienia…

Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że nigdy nie kłamie, bo ma na to za słabą pamięć. Mnie też zwyczajnie nie chce się zapamiętywać alternatywnych wersji wydarzeń oraz tego, komu którą opowiedziałam. Za dużo z tym zachodu. Swojego faceta z kolei uczę, że czasem jak kobieta o coś pyta, to już dawno zna odpowiedź, więc lepiej postawić na szczerość…;-)

37 Komentarze

  1. To prawda, do kłamstwa trzeba mieć dobrą pamięć, zwłaszcza gdy różnym ludziom mówi się różne rzeczy.
    Wiele osób twierdzi, że woli prawdę, ale po jej usłyszeniu obrażają się .
    Nie jest to więc takie proste…

  2. Paradoksem jest, że to co cenimy najbardziej, czyli sztuka savoir vivre, opiera się na kłamstwie.
    Kłamstwo jest nam niezbędne do życia jak powietrze. Kłamstwo dzielimy na białe, wynikające z dobrych intencji, i na czarne będące następstwem wyrachowania. Kłamstwo to domena polityki.

    Nie lubię być robiona w konia, ale w niektórych okolicznościach byłabym wdzięczna za ukrywanie prawdy, np. gdyby mój mąż zdradził mnie z jakąś fizdą.

  3. Myślę, że z kłamstwem jest tak jak z „Tischnerowską prawdą”, czyli kłamstwo ma różne odcienie oraz różne poziomy emocjonalne i znaczeniowe. To samo kłamstwo dla jednych może nic nie znaczyć, dla innych może to być sprawa życia, lub śmierci.
    Jak zresztą sama zauważasz, decydującą rolę odgrywa porozumienie między pytającym, a odpowiadającym. Jeżeli oni nie potrafią się porozumieć – a w grę nie wchodzi zachowanie z pogranicza erystyki i dyplomacji – to z małego kłamstwa robi się duży problem.

      • Bardzo trafne spostrzeżenia.:). Na temat kłamstw wspominałam też co nieco u siebie. Powodów dla których wybieramy kłamstwo jest wiele, samo w sobie jest czymś nagannym, ale raczej nie do uniknięcia. Każdy człowiek ma w sobie trochę z kłamczucha.

  4. Acha, prawda a kłamstwo…
    „Zięć w drzwiach do przybyłej właśnie teściowej:
    - A na długo mamusia przyjechała?
    - Jak długo będę mile widziana.
    - Ojej, to nawet herbaty się mamusia nie napije?”
    Na kłamstwie zbudowane jest społeczeństwo. Tego się nie zmieni. I nawet nie wiem, czy bym chciała żyć w świecie odartym z ‚kłamstewek’ ;)

    • Wielu artystów (w filmach, kabaretach) snuło wizję świata, w którym każdy ma przymus mówienia wyłącznie prawdy… Problem w tym, że – tak jak piszesz – my już nawet nie bardzo potrafimy sobie wyobrazić funkcjonowanie w świecie bez choćby małych kłamstw…

  5. pytanie, gdy zna się odpowiedź… też jest jakimś kłamstwem.
    z założenia pytamy, żeby zaspokoić ciekawość, więc pytanie o znane jest oszukiwaniem, czyli kłamstwem. najłatwiej zobaczyć to u innych, u siebie przychodzi z wielkim trudem. współczuję uczniowi.

  6. Jeszcze niedawno zostawiłabym Ci komentarz, że w pełni się z Tobą zgadzam, popieram i byłby to szczery komentarz. Dziś mam zupełnie inne doświadczenia z kłamstwem i prawdą. Chciałabym o tym napisać osobną notkę, ale nie wiem, czy mi się uda.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Napisz koniecznie! Prawda i kłamstwo mogą mieć różne oblicza, nie zawsze zresztą wszystko w życiu jest czarno-białe… Ciekawa jestem Twoich przemyśleń na ten temat…

  7. CUDOWNY wpis! :) :) :)
    A ostatnie zdanie sobie wydrukuję i będę podsuwać mężczyznom ku nauce :)
    Nie lubię kłamać, bo właśnie mam do tego za słabą pamięć. Ale omijam pewne tematy ciszą lub pytaniem „czy na pewno odpowiedź na to pytanie sprawi, że będziesz szczęśliwszy/szczęśliwsza”? To daje zadającemu pytanie do myślenia ;)

  8. A co to jest kłamstwo? Sądzę, że świadome rozminięcie się z faktami. Świadome, bo niezwykle często ludzie tę samą sytuację odbierają na różne sposoby. Na przykład świadkowie wypadków potrafią składać zupełnie sprzeczne zeznania będąc pewnymi, że mówią prawdę. I kłamstwo może dotyczyć tylko faktów – czy ktoś jest ładny lub brzydki, gruby, czy chudy, to opinia, a nie fakt.

    • Oczywiście, że możemy też nieświadomie minąć się z prawdą (choćby przez sklerozę ;-) ) i trudno wówczas mówić o ewidentnym kłamstwie. Ale już odpowiadając na pytanie o opinię (choćby wspomniane „czy uważasz że jestem gruba?”) skłamać można świadomie…

  9. Szczerym osobom łatwiej się żyje, bo mówią, co myślą i zachowują się w zgodzie ze sobą. Istnieje natomiast granica pomiędzy szczerością, a zwykłą złośliwością- nie wszystko trzeba mówić na głos. Są informacje, które mogą kogoś zranić, a nie są w ogóle konstruktywne.

    Lata temu miałam kumpelę, która opowiadała mi o swoich zdradach- miała narzeczonego i zdradzała go z jakimś nowym „cudownym”. Byłam rozdarta i nie wiedziałam, co powinnam zrobić… Szczęście w nieszczęściu dylemat szybko zniknął: okazało się, że kumpela zdradzała narzeczonego z moim ówczesnym chłopakiem, a ponieważ gryzły ją wyrzuty sumienia, a prawda wylewała się z niej uszami, postanowiła zrzucić z siebie ten balast robiąc ze mnie idiotkę. Tyle w temacie gry słów :(

    • Ach, te wyrzuty sumienia… :-P

      (Nie)stety nie wszyscy je mają – tak jak wspomniałaś, potrafią wylać wiadro pomyj i skwitować „no co? przynajmniej jestem szczera”…

  10. Zdradzając, po fakcie indagowana na tę okoliczność, mówię prawdę. Gdy przechodzę do szczegółów jestem proszona o przerwanie kłamliwej opowieści. Nigdy nie zdarzyło się by mi uwierzono w prawdę.
    Co w takiej sytuacji Pani doradzi ?

    • Cóż, czasem bywa tak, że prawda jest mniej prawdopodobna niż kłamstwo. ;-) Gdy ma się za cel przekonanie drugiej strony za wszelką cenę, trzeba zwykle sięgnąć po jakieś dowody, które wbrew pozorom zwykle udaje się znaleźć. W przeciwnym wypadku chyba lepiej odpuścić – prawda została ujawniona, a że ktoś ją neguje i wypiera, to już jego problem…

  11. No właśnie, trzeba umieć kłamać. A jak się nie umie dobrze kłamać no cóż… Może nie kłamać? Hmmm trudne pytanie. Moja młodsza córka ostatnio zaczęła kłamać jak najęta. W ogóle nie potrafi oszukiwać. Powiedziałam jej że to bardzo brzydko mame okłamywać i że mamie jest przykro, na co Lenka mówi : Mamusiu dobrze już nie będę kombinować.

  12. Od zawsze miałam na tym polu zatarg z teściową, która uwielbiała walić prawdę między oczy. Nie uznaję takiego „bezinteresownego sprawiania przykrości”, w imię mitycznej prawdy. Prawda nie jest dla mnie wartością samą w sobie, jeśli rani czyjeś uczucia. Dlatego nie mogę się zgodzić, że małe kłamstewka, jeśli popełnione w dobrej wierze, podważają zaraz zaufanie itd. Nie przesadzajmy, życie nie jest takie czarno-białe.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.