I trzy i cztery….

Pamiętam swój pierwszy raz… jak to zwykle bywa przy debiutach wszelakich, towarzyszyło mi wówczas wiele emocji. Był to zdecydowanie ważny dla mnie moment. Być może nieco przeceniałam rangę wydarzenia, ale było mi zwyczajnie bardzo bardzo miło. :-) A działo się to wszystko niemal równo dwa lata temu.
Niecały rok później sytuacja się powtórzyła. Wówczas moja reakcja nie była już może tak żywiołowa, bo byłam już bogatsza o doświadczenie nie tylko własne ale i zaprzyjaźnionych blogerów. Ale znów było to miłą niespodzianką, zwłaszcza że trafiło na pewien moment stagnacji…
A teraz znów nadeszła jesień i sytuacja się powtarza – tym razem aż podwójnie!
Czytaj dalej